Opublikowano Dodaj komentarz

Katastrofa – za mało wina na świecie

Podobnymi rewelacjami karmi mnie dzisiaj onet i cały drżeć zaczynam z przerażenia. Cóż ze sobą pocznie taki, dajmy na to, Poseł Wipler i wielu podobnych jemu potrzebujących flachę na głowę wypić po to, aby narodziny dziecka stały się ważne i zatwierdzone? Cóż ja pocznę, jeśli nagle zabraknie tempranillo, a woda z kranu przestanie smakować? Rozgoryczony taką perspektywą i przeczuwając, że podaż nie dogoni popytu, wieszczę nadchodzącą katastrofę cenową w branży winnej (no bo trzeba jakoś wytłumaczyć światu, że za mały zysk nie sprzyja rozwojowi, a potem dołożyć kolejną podwyżkę). Epoka powszechnego dojenia biednych ludzi jest tuż tuż, za rogiem, co objawia się także w przyspieszonym kreowaniu świętych dla nowych rewolucji (patrz aresztant Ikonowicz, który ugasi pożar, kiedy spragniony menelik ruszy na sklepy z napojami). Coraz mniej to mnie rajcuje i coraz bardziej cieszę się, że odejście blisko.  Jedyna nadzieja w tym, że takie rewolucje, jacy święci i że tam, gdzie pójdę, pierdołami nikt się nie zajmuje.

Opublikowano Dodaj komentarz

Sharon Stone i z nogi na nogę

spacerKocham Sharon Stone z oczywistych dla każdego macho powodów i od lat (wielu) śledzę jej poczynania, a Nagi Instynkt mam nawet gdzieś na zapasowym dysku. Z radością obserwuję jej ewolucję, jest ona bowiem przykładem, że zbyt łatwo nie wolno do nikogo przyklejać  etykietek. Ponieważ sam jestem raczej na etapie przekładania nogi na nogę, trochę mi smutno, że już nie zdążę przed sobą rozwinąć dywanu, na którego końcu będą pokojowi nobliści. Cóż, całego chleba na Ziemi nie zjesz, wszystkiego wina nie wypijesz, smaku każdej kobiety nie poznasz, no striemitsia nada. Dlatego wczoraj wieczorem otworzyłem jeszcze jedną butelkę hiszpańskiego Fea (nawiasem mówiąc „fea” znaczy „brzydka”) i potwierdzam smak na 99 punktów. Otóż wino to ma w sobie właśnie coś z Sharon Stone, jest zwarte, o energicznym ciele, z dobrze wyważonym  nienachalnym zapachem leżakowania, ciepłym, radosnym posmakiem. Cena tego wina jest niska, co powoduje, że klasyfikuję je poniżej 100 punktów (wina dostępne dla biedaków), poza tym obawiam się, że zniknie z półek supermarketu, gdyż wina takie nie istnieją w nieograniczonych ilościach (jak Sharon Stone, dostępna na ekranach TV i dla nielicznych, co to na Nobla za Pokój sobie zasłużyli)…

Opublikowano 2 komentarze

Przedszkolak w krainie czarów

Sympatyczny komentarz od Marcela do mojej recenzji wskazuje, że nawet przedszkolak i tak dalej. Otóż nigdzie nie napisałem, że przedszkolakiem nie jestem, a kraina wina jest dla mnie bardziej krainą czarów, niż magazynem pewników poukładanych w szufladkach, wystarczyłoby otworzyć odpowiednią szufladkę, napisać wedle niej recenzję i zachęcić (na podstawie bardzo subiektywnych doznań) obiektywnego czytacza, aby ten wstał, chwycił portfel i popędził do Niedronki, albo innego Kuplandu na zakupy. Otóż nie, tak dobrze to nie będzie. Moje recenzje po pierwsze nie są dziełami żadnej sztuki i będąc przedszkolakiem w tej dziedzinie nie będę się silił na opisy czegoś, co i tak z każdą butelką i każdym nastrojem ulega zmianie, po drugie mają tylko obudzić w czytaczu zainteresowanie, a takie zainteresowanie może obudzić, dajmy na to w Marcelu, degustatora i literata, który sam postara się opisać (po wypiciu), dlaczego taka Fea dostała ode mnie aż 99 punktów w skali Parkera Dla Ubogich. W pewnym sensie udało mi się to, bowiem uzyskałem komentarz, za co Marcelowi dziękuję. Zawszeć to świadectwo, że żywy człek mnie przeczytał (a o to przecież chodzi).

Opublikowano Dodaj komentarz

Napity bloger, czyli po co mi blogowanie

Miotany rozterkami wpisałem sobie w Guglu „dlaczego piszemy blogi” i pokazała mi się zupełnie pokaźna lista, co świadczy, że najłatwiej jest filozofować o samym filozofowaniu, chociaż nie zawsze takie filozofowanie ma sens. Zacząłem więc czytać Piotra Peszko, Socjoszpiega, Mówcę Umarłych, oraz takie tam inne, a są tego setki, nic mi to jednak nie pomogło, bałagan pozostał. Mój ekshibicjonizm, kiedy godzę się publicznie wystawiać tyłek, przypomina udział w „Mam Talent”, jurorów jednak nie jest trzech, a cały świat i przesłuchanie trwa, dopóki na pisanie sił wystarczy. Zresztą, tym samym jest pisanie książek, artykułów w prasie, pamiętników z intencją publikacji, zmienia się tylko medium i wraz z umiejętnością poprawnego pozycjonowania zasięg.

Opublikowano Dodaj komentarz

Zwinny degustator, czyli ostatni dla mnie Dzwonek

Dostałem takie śliczne zaproszenie, w którym było: „obserwując,  jak świetnie radzi sobie Pan w świecie win, proponujemy Panu udział w konkursie dla blogerów winiarskich „Zwinny degustator” i takem się wzruszył, że oszołomionego musiała mnie małżonka cucić. Oczywiście dumą mnie to napełniło i sił dodało, ale zaraz potem przyszedł moment otrzeźwienia (wcale nie spowodowanego inspekcją PIHu), zdawać sobie bowiem zacząłem powolutku sprawę z tego, po jak cienkim lodzie stąpam i w jakie zimne wody wpaść  mogę. Dźwięczy mi w uszach dnia każdego taki dzwoneczek, co to być może ostatnim jest  i nie jest to skrzeczenie sójki, bynajmniej.  Nie jestem żadnym specem od wina, piję je sobie i oceniam po to, aby w jakieś ramy wtłoczyć bezsens swojego istnienia (szpion Zacharski na emeryturze zaczął pisać książki). Można mnie nazwać niespełnionym literatem, można mnie poszturchiwać uporczywie przypominając, że nie bardzo się do moich ocen nadaję, nie przejmuję się tym wcale i piszę moje głodne kawałki bardziej jak Filip w konopiach, a nie kiper za stołem. Struktura bloga, którą sobie sam wymyśliłem, zaczyna – przy tym –  uwierać, prawdopodobnie nie znalazłem jeszcze własnej niszy i chyba już jej nie znajdę. Dlatego też ryczałtem i globalnie za wszystkie zaproszenia dziękuję i życzę wszystkim jak najprzyjemniejszych doznań smakowych. Oby Wam się (ociężały koala nie będzie udawać zwinnego degustatora, zostawmy to rączym jeleniom).

Opublikowano Dodaj komentarz

Przestępca Kondrat i picie denatury

Zaiste, w dziwnym społeczeństwie przyszło żyć, jeśli przestępcą staje się dla urzędników człek lege artis sprzedający produkty ze swej strony internetowej (lecz chyba strona umieszczona na serwerze za daleką granicą nie podlega tutejszym absurdom), a legalnym jest publiczne picie na ulicy denaturatu, ten bowiem – wyrokiem sądu – nie jest alkoholem spożywczym i jako taki ustawie o „trzeźwości społeczeństwa” nie podlega. I cóż z tego, że opadają ręce, że od lat powtarza się jak mantrę te same argumenty, jeżeli zdrowy rozsądek w wewnętrznej polskiej bitwie nie wygrywa. Zastanawia mnie przy tym uporczywe wyważanie drzwi otwartych po setki razy w innych krajach, gdzie i prawo rozsądniejsze i mniej pijanic na ulicach, no ale my wolimy tracić czas na tworzenie naszych niepowtarzalnych w głupocie rozwiązań pomni na pawia i papugę, no i Papieża Polaka. Jak długo jeszcze? Może bukiet i aromat denatury lepiej korespondują z wyrafinowanym smakiem tutejszych prawodawców i prawowykonawców?

Opublikowano Dodaj komentarz

Bonwiwerzy, bonwiwanci i inni epikurejczycy

Łączcie się w obliczu zagrożeń nadchodzącego świata masowej konsumpcji  (masowej średniości, dyktatu mas, które uśredniając tworzą poprawność, a ta chroni je przed innością). Łączcie się w obronie wolności, o którą tak długo walczono, a która – zapomniana – zaczyna dzisiaj przypominać swobodę wyboru towaru na półce (masowa ignorancja, brak ogłady, czy w ogóle uwiąd kultury do tego prowadzą), a cała ta nasza upragniona przez lata wolność przypominać zaczyna produkt trawienia po rozszalałej konsumpcji, zaś kiedy trawimy, potrzebny jest nam jedynie spokój błogi i przeszkadzają nam bardzo inni, chociażby bonwiwerzy, bonwiwanci, epikurejczycy. Totalitaryzm tępił inność w imię wyłączności idei, poprawność mas tępi inność skuteczniej, bo demokratycznie narzucając swoje kanony. Zauważam poza tym, że inność świat pozostawia tym jedynie, których na to stać, a więc jednemu procentowi populacji, pozostałe 99% skazując na poprawność, która staje się w ten sposób znakomitym sposobem utrzymania w ryzach. I tak wydaje mi się, że wina znakomite zostaną zarezerwowane dla tych, którzy w kieszeniach tyle mają, że 1000 za butelkę nic dla nich nie znaczy, a całej reszcie pozostawi się gorzałę, tani chemiczny napój niewolników, odbierający i pamięć i rozum (jakże jest on poprawny i uśredniający).

Opublikowano Dodaj komentarz

Cud w Kanie Galilejskiej

Gody w Kanie
Gody w Kanie

Śniło mi się, że dożyłem czasów, kiedy wszyscy ubrani w jednakowy sposób i jednakowo roześmiani od ucha do ucha teleportowaliśmy się z mieszkań przestronnych o ścianach z ogromnymi ekranami, które serwowały nam „Va Pensiero Sull’Ali Dorate” w interpretacji Al Bano, do miejsc pracy słonecznych i dobrze wynagradzanych, gdzie zawijaliśmy w sreberka batoniki w kolorze lila przez dwie godziny na dobę, a potem teleportowani na plaże rozległe i piaszczyste moczyliśmy nogi w falach i wtedy zachciało mi się wina, i głos jakiś w środku mnie samego skarcił, wino bowiem przeszłością złą było  i nawet myśl o nim gniew wzbudzała w sferach życia naszych i obudziłem się wściekły, bo świadomy, że faktycznie w takim kierunku zmierzamy… i stanie się nikomu niepotrzebna  opowieść o euforii, radości i nadziei i przestanie mieć sens jakiś przemiana wody w wino. Powoli budujemy sobie taką przyszłość zawijając się w kokon poprawności nad wyraz poprawnej, w zbyt świecką świeckość wpadając i w trzeźwość, która granic nie znając stanie się niewolą.

Opublikowano Dodaj komentarz

Colas Bruegnon rozpłakał się i wyprowadził pod Barcelonę

Colas Breugnon rozpłakał się i wyprowadził pod Barcelonę przerażony debilizmem lewaków, którzy lewicowość pomylili z obyczajowością i pozbawieni walki klasowej problemy społeczeństwa chcą leczyć usuwając objawy, nie zaś przyczyny, a ponieważ alkoholizm jest chorobą duszy, a oni w istnienie duszy nie wierzą, uznali, że całe zło tego świata usuną kasując ze świata wino, no bo wino  winne temu jest, że roboty we Francji ludzie nie mają, że na ulicach szczeniaki podpalają samochody, że młodym nikt celów życiowych wskazać nie potrafi, że świat jest taki do luftu, źle urządzony i wredny, że nawet Polaki lepiej potrafią się ustawić i że na ulicach czarnych więcej niż gołębi, że Francja nie jest już pępkiem, a raczej kiszką stolcową (chociaż niektórzy taką właśnie wolą).  Pustkę idei więc przykrywając  jazgotem o winie winnym alkoholizmu Francuzów Europie wciskać zaczynają kit kolejny i w tym cóś mnię Pana Gugla i jego  polityczną poprawność przypominają i cieszę się nagle pomny tego, iż mniej mi na tym świecie, aniżeli więcej, bo czarno zaczynam widzieć, oj czarno. I duma moja niegdysiejsza Paryżem podszyta gdzieś znika, bo z czego być dumnym, jeśli tam (i tu) debile?

Opublikowano Dodaj komentarz

We Francji można znaleźć również idiotów

Uważny czytacz mojego bloga może zauważyć, że nie ma w nim żadnych informacji o winach z Francji. Kraj ten w tym blogu nie istnieje, postanowiłem jednak teraz zrobić wyjątek. Dowiedziałem się nagle, że Francuzi mają chęć popełnić zbiorowe seppuku zabijając sektor gospodarki, z którego zawsze byli dumni. Wydawało mi się, że tego typu informacje są domeną kabaretu, tutaj jednak nie, faktycznie francuski parlament rozważa możliwości, których nie będę opisywać nawet, tak bowiem wydają się debilne. Osoby zainteresowane odsyłam do artykułu Pana Bieńczyka  „Azyl dla prześladowanych„, błagając Boga ludzi w miarę inteligentnych, aby u nas komuś to do łba nie wpadło. Czyżby francuscy deputowani mieli zbyt dużo wolnego czasu i nie zauważali faktycznych problemów? A myślałem, że to nasz Sejm wyczerpał światowy zapas idiotyzmów…