Opublikowano Dodaj komentarz

Wolność i prowadzenie bloga

Wolność, którą nam współczesność zaoferowała (niektórzy twierdzą, żeśmy se ją wywalczyli, ja zaś wolę tę pierwszą opcję) wśród wielu różnych możliwości dała nam także możność prowadzenia bloga. Skorzystałem z tego kilkakrotnie, lecz – prawdopodobnie – przestanę wkrótce się wygłupiać, Koala_wpisybowiem jako osoba w miarę rozsądna zaczynam mieć świadomość ogromu odpowiedzialności, wiążącej się z poprawnym i uczciwym blogowaniem. Tutaj faktycznie wolność okazuje się być świadomością i obowiązkiem. Mianowicie blog o winach, jeżeli chce być faktycznie blogiem o winach, powinien być prowadzony przez fachowca, bo dyletant po kilku skokach na trampolinie skręci sobie kark (oby tylko sobie, gorzej jeżeli przy okazji kilka osób uszkodzi). Z dyletanckiej nonszalancji biorą się potem recenzje, w których prześlizguję się nad opisem i chowam za ocenami (dobry opis bowiem wynika z rzeczywistej wiedzy i nie ma wiele wspólnego z jakąkolwiek literaturą). Pozostaje mi więc zrezygnować z butnej pychy wszystko wiedzącego staruszka i na haku powiesić kurteczkę i kontynuować dni ostatnie, owszem hasając  po literackich łąkach, lecz bez hiper super specjalistycznych pretensji. Chociaż… zaczekam jednak z drastycznymi decyzjami do wieczora, aby spróbować Ruby Caberneta z Kalifornii, który być może natchnie mnie jakimś optymizmem. Pozdrawiam…

Opublikowano Dodaj komentarz

O Mamuńciu!

O Mamuńciu, jakże wielką trzeba posiadać wiedzę i jak wspaniałe doświadczenie, aby te wszystkie wina świata swoim smakiem ogarnąć i umieć je oceniać tak, jak trzeba, toczka w toczkę zgodnie z normą i standardem, a te przecież w historii osadzone zmieniają się, jak kolory na liściach i człek nie zdąży się przezwyczaić, a już jakiś nowy kiper fragmenty winnej rzeczywistości ulepsza i ciasto słów miesi tak, że aż pysk otworzyć i podziwiać. A win tychże co nie miara i wytrawne, i słodkie, i czerwone, i różowe, a to z Włoch, a to z Hiszpanii, czy z innego Izraela, a ty człowieku naucz się tego wszystkiego, aby cię w towarzystwie nie wyśmiali, bo już nie tylko na kołnierzyk, czy czysty, patrzą, już nie tylko wąchać będą i ważyć, czy warto z tobą gadać, bo żywenszy, a nie dior, ale jeszcze wyśmieją, jeśli mołdawskiego kagora wolisz od francuskich burgundów. I tak wlazłem między te wrony i teraz nagle za łeb się chwyciłem, zdając  se sprawę z karkołomności własnych zamiarów (lecz czy takowe istnieją?)

Opublikowano 1 komentarz

Po co tu pisać, po co ozór strzępić?

Dostaję jakieś takie dziwne komentarze w lengłydżu, w których komentujący zaczynają zarzucać (w karkołomnie łamanej brytyjszczyźnie), że nudny się stałem i taki jakiś lepki. Fajerwerków życzą sobie, igrzysk, małpich grymasów przed gawiedzią, wymyślania historii niestworzonych i tak dalej, i tak dalej. No więc wymyśliłem PPFPP. Na szczęście jest na świecie wino, które łagodzi moje rekinowe reakcje i gryźć, nawet gdybym miał ochotę, nie będę. Nie potrafię tak  sobie wypisywać tekścików na zamówienie, nadchodząca jesień spowodowała, że martwią mnie bardziej reumatyzm i podagra, niż fluktuacje w Niedronce, więc trochę tematów brakuje i adrenaliny niedosyt. Wino, które teraz piję, ratuje honor moich włoskich przyjaciół, bo posiada przyzwoitą cenę oraz smak, jak na faktyczne Chianti przystało (Corte alle Mura, Chianti DOCG 2011, za całe 13,99 PLN, prawda, że cena kiszek nie rozerwie?) i to jest jedyna dobra rzecz, którą z czytaczami chciałbym się podzielić, reszta zależy od Obamy (chyba od dzisiejszego poranka). Mimo to pełen optymizmu pozdrawiam…