Opublikowano Dodaj komentarz

Zgniłe i zazdrosne trolle se Markiem Kondratem dzioby wycierają

Zgniłe i zazdrosne trolle se Markiem Kondratem dzioby wycierają, a w ludzie naszym żółci tyle, jadu i zawiści, że każdy, co cień sukcesu zaliczył, skopany zostanie i do tego opluty. Chodzi o to, że wyżej wspomniany czelność miał dokonać aktu wolnej woli i postanowił wrócić do kariery aktorskiej. I już przy okazji recenzują czytacze przygody kondratowe przy sprzedaży wina, trollerskim oczkiem szczwanie mrugając, jakie to niby nieszczęścia i przekręty za tym się kryły, i już w wątpliwość podają reżysera zdolności i kulturę całą naszą filmową podważają, jako nie wartą złamanego kondrata. W tym więc kontekście niezmiernie ucieszyłem się biedronkowym nadejściem wilków królewskich (Lupi Reali), które jak w wilków zwyczaju, honor mają i moc należną i honorem tym mój ulubiony włoski naród od winnego upadku ratują (od reszty nie są w stanie, chociaż Senat we Włoszech robi, co może, aby życie Włochów uprościć i oczyścić). Może następne włoskie wina blask i radość odzyskają? Chowając się pod piecem do picia Lupi Reali Montepulciano d’Abruzzo z Biedronki zapraszam.

Opublikowano 1 komentarz

Bożole nuwo – raczej gruszeczka, niż bananek

Programowo powstrzymuję się od recenzowania win francuskich i programowo używam pisowni naszej, krajowej, stosujemy bowiem „Paryż”, nie „Paris”, ale uważam, że niezależnie od wartości i smaku święto bożo-lejskiej nowinki jest potrzebne, odrywając nas od surowej rzeczywistości CBA i takich tam innych. W tym roku zapach zdawał mi się bardziej gruszkowy, niż bananowy, ale każdy nos ma swoje ograniczenia, struktury w tym brak było i kwasu nieco, ale zauważyliśmy w szanownej komisji, że nie trzeba trzymać się kurczowo wskazówek producenta i nie powinno się chłodzić butelki, bo bożolejka jest lepsza cieplejsza, właśnie w temperaturze otoczenia. Butelka podawana zgodnie z poradami – a więc zimna – miała tylko kwas i nic poza tym, natomiast butelka otwarta zaraz potem, wcale nie chłodzona, zachowała nawet odrobinę smaku gameja. Pijmy więc bożolejkę nowinkę i cieszmy się życiem, bo co nam pozostało?

Opublikowano Dodaj komentarz

Jeżdżąc po Polsce

Przez ostatnie kilka dni koala zaniedbał nieco sprawy winne i niewinne, jeździł bowiem po Polsce, porównując to, co zobaczył,  z tym, co było dziesięć lat temu, kiedy to koala rozjeżdżał się częściej. Oprócz oczywistego w naszym pięknym kraju bajzla, szczególnie w trakcie budowania i remontowania dróg, zobaczył koala zupełnie inny kraj, a właściwie dwa kraje, bowiem z Północno-Wschodniej Polski zjechał aż do Cieszyna ( a po drodze wstąpił do Sosnowca, Dąbrowy Górniczej i kilku mniej łaskawych miejsc). Podróż ta podpowiedziała koali, w jakim kierunku zdążać, a raczej umocniła jego przekonania, które przedtem ledwie kiełkowały.  Picie i ocenianie wina postanowiłem więc osadzić w rzeczywistości turystycznej zmieniającej się i promującej Polski, kraju młodych, energicznych i radosnych ludzi.
Dlatego też od dzisiaj Szanowny Czytacz znajdzie na głównej stronie odnośniki do recenzji z knajp i karczm wszelakich napotykanych po drodze, które nazywam „garkuchniami” ze staroniemieckopolska, oraz z hoteli i innych przytulisk przeze mnie napotkanych. Zapraszam.

Opublikowano Dodaj komentarz

Czy wino powinno być artykułem masowym?

Czy wino może, czy powinno być towarem masowym? Pytanie wydaje się być źle postawione, gdyż jako artykuł dostępny w sieciach masowej sprzedaży jest ono faktycznie towarem masowym. Należy jednak powstawić pytanie inaczej: czy poszczególne gatunki, rodzaje, apelacje mogą być masowe? Czy, dajmy na to, Barbera d’Asti I Vicini Di Cesare powinno być masowe? Jasnym wydaje się, że nie, gdyż każda próba uczynienia takiego wina masowym zniszczyłaby jego niepowtarzalność. Każde wino jest na tyle wyjątkowe, że  powinno być zgodne ze swoimi obiektywnymi warunkami powstania i jeśli wyprodukowano tego wina tylko dziesięć beczek, nie można starać się z nich zrobić tysiąca. Każde wino jest jak pojedyńczy człowiek, są nas miliardy, a każdy niepowtarzalny i niezastąpiony. Nie należy więc oczekiwać  ciągle takiego samego smaku w powtarzających się na półkach Niedronki butelkach, bo jest to obiektywnie niemożliwe. Należy jednak uczyć się ciągle nowych smaków, poznawać nowe wina i przestać się bać cen. Wino, nawet jeśli kosztuje 100,00 PLN za butelkę, jest z pewnością warte swojej ceny, jako podkreślenie niepowtarzalności chwili. Ponieważ do niepowtarzalności chwili nie można się przyzwyczaić, nikt nie musi wydawać 100,00 PLN każdego dnia, tak jak nikt nie musi codziennie pić wina, gdyż przyjemność, aby taką pozostała, powinna być jedyna w swoim rodzaju. Ludzie zaś niezasobni, jeśli codziennie powtarzać będą mantrę o niemożności zmiany na lepsze, niezasobnymi pozostaną i nawet najbardziej masowa masowość do świata ich nie przekona, a wina się nie napiją, ani słońca Południa nie zaznają (no chyba, że w telewizji).

Opublikowano Dodaj komentarz

Po co pozycjonować strony o winie?

spacerPo co pozycjonować strony w ogóle? W długie jesienne wieczory, w trakcie skypowych rozmów rzekomo podsłuchiwanych w Langley (jak gdyby oni tam nic innego, lepszego nie mieli do roboty) moi włoscy i francuscy znajomi opowiadają mi o nowej biznesowej przypadłości, jaka narodziła się w kręgach nie do końca uświadomionych internetowo, a które spodziewają się cudów w związku z założeniem biznesowej strony internetowej (z winem związane jest to o tyle, o ile niektórzy producenci wina są częścią grupy dotkniętej tą przypadłością).

Otóż przyparci do muru przez kryzys drobni przedsiębiorcy szturmują fachowców od tworzenia stron internetowych, robią sobie takie strony, wprowadzają do sieci (jak to się ładnie u nas teraz mówi „implementują”) i nic. Mija miesiąc, drugi, trzeci, jak ten czas powoli leci i nic się nie dzieje, bowiem dziać się nie może.

Stworzenie strony i wprowadzenie jej do sieci kosztuje dzisiaj niewiele, lecz samo w sobie do niczego nie prowadzi, jeżeli strona taka nieumiejętnie do sieci wprowadzona nie osiąga oczekiwanych wyników (czyli nie jest odwiedzana). Jeżeli strona mówi o winie, lecz nikt jej nie ogląda, nie ma czytaczy, nie daje żadnych konkretnych wyników, a o konkretne wyniki nam wszystkim chodzi. Zastanowić się więc wypada, czy warto być nowoczesnym, jeśli z takiej nowoczesności nie potrafimy korzystać.

Opublikowano Dodaj komentarz

Vranec pod kiszoną kapustę

Macedoński Vranec za całe 9,99 PLN, co to go Bartex w Polsce rozlewa w tajemnicy trzymając roczniki i producentów, nie jest winem, które wypada  szybko zapomnieć,  jest bowiem na tyle wytrawny i specyficzny, że może posłużyć w eksperymentach smakowo-kulinarnych  przydatnych  w kraju moim nawykłym do setki i schabowego (a taka gorzałowo schabowa monotonia zubożyła  nieodwracalnie niektórym wyyobraźnię, co skutkuje – na przykład – poselskimi bójkami na Mazowieckiej). Żona przygotowała sporą michę kiszonej kapuchy z czosneczkiem i oliwą, więc stwierdziłem, że spróbować trzeba, czy bałkański Vranec z naszą kapustą się ożeni i wyszło to znakomicie, wywołał bowiem taki ożenek  orgię smaków, a wino uzyskało nagle drugie dno, dojrzałe i poważne, chociaż zestawienie podobne niepoważnym zdać się może. W ogóle eksperymenty z odczuciami smakowymi powodują przebudzenie niektórych komórek mózgowych i nagle okazuje się, że i lepsi jesteśmy, silniejsi i bardziej radośni, pijmy więc Vranec (lub bośniacki, czy czarnogórski Vranac), jedzmy kapuchę i nie dawajmy sobie robić wody z mózgu.