Opublikowano Dodaj komentarz

Dobra religia, czyli pijcie wino

spacerJak zauważa słusznie Béla Hamvas, nieustanne wprowadzanie ciągle to nowych przepisów prawa wcale nie zmniejszyło liczby dokonywanych przestępstw, a więc tak zwane prewencyjne działania kodeksów zdają się być iluzją. Hamvas wnioskuje, że o praworządności decyduje to, co on sam nazwał „dobrą religią”, a co Kant opisał jako „imperatyw kategoryczny”, natomiast chrześcijaństwo określiło nazwą „łaski”, w której jednostki  obdarzone taką szczególną łaską respektują podstawowe wskazania Dekalogu i przestępstw nie popełniają, ich wolna wola bowiem porusza się w łaski obszarze, czyli żyją w zgodzie z „dobrą religią”, ta zaś ich łączy ze Stwórcą i światem. Częścią takiego świata jest wino, czyli ambrozja pozwalająca jednostkom przebyć doczesną drogę w euforii, gdyż tylko w ten sposób świat zewnętrzny można przeżyć w pełni, hołd składając Panu (prześmiewcy dodają, że tylko tak można znieść zło świata, w którym pomyłek Stwórcy więcej jest niż arcydzieł). Nie będę z żadnym z tych poglądów polemizował, kończąc zaś ten rok  i składając czytaczom wszelakim Najlepsze Życzenia za Hamvasem powtarzam: „pijcie wino” (wódkę pozostawiając niewolnikom)…

Opublikowano Dodaj komentarz

Béla Hamvas i dobra religia w nadpsutym przez ateistów świecie

spacerMikołaj pod choinkę podrzucił audiobuka z „Filozofią winaBéli Hamvasa, czytaną przez Marka Kondrata, co z pewnością dostarczy mi wielu tematów do przemyśleń. W Béli Hamvasie napotkałem cień brata i – oczywiście – jak między bliskimi, natychmiast chciałbym się z nim pokłócić, jest bowiem w tej książeczce sporo stwierdzeń ryzykownych (wynikających, może, z podejścia do tematu bardziej poety, niż filozofa).

Świat był i pełen jest magików, szamanów słowa, żonglujących definicjami i opiniami zwykle z wyraźnym zamiarem manipulowania bliźnimi. Na szczęście wydaje się, że Béla Hamvas żonglerkę taką uprawiał z miłości do człowieka, co nie zmienia faktu, iż ludźmi dla niego byli raczej ci, którzy chętniej spożywają wieprzowinę (do wina, czyli maski hieratycznej, dobiera się określone potrawy, wśród których, obok ryb, prym wiedzie wieprzowina), chociaż nie sądzę, aby sam Hamvas przywiązywał wielką wagę do własnych klasyfikacji.

Wysłuchałem całą „Filozofię wina” jednym tchem, tak jak duszkiem Hamvas zwykł wypijać swojego szprycera, a teraz powoli docierają do mnie szczegóły, z którymi bić się będę prawdopodobnie do końca dni moich. Zawszeć to jednak lepiej mieć świadomość, że w pewnych sprawach Bóg i dobra religia dała człowiekowi bratnią duszę w tym nadpsutym prze różnorakich ateistów (scjentystów, pietystów i purytan) świecie i że takich bratnich dusz jest, być może, wiele, co zatrzyma psucie świata  durnymi wyrokami sądów, co nawet najbardziej administracyjnymi się mienić mogą… i to by było na tyle.

Opublikowano 1 komentarz

Licencja na życie

Wyroki, sądy, przepisy – wszystko to jest objawem swoistej koncepcji człowieka, w której najważniejsze jest przekonanie o tym, że jednostka jest tylko i wyłącznie głupia. Przekonanie takie jest w istocie konsekwencją, ostatecznym krokiem, jeżeli przyjmiemy, że ktoś nad nami istnieje sprawujący władzę i zaraz potem zadamy pytanie, po co? Odpowiedź jest wyjątkowo prosta: w określonym interesie (bowiem wszelka władza i manipulacja innymi są po to, aby z tych innych spokojnie wysysać soki). Stąd też koncesje wymyślane są nie po to, aby pomagać człowiekowi w osiąganiu szczęścia, lecz po to, aby szczęście materialne dawać tym, którzy sprawują nad jednostką władzę. I opowiada nam się dyrdymały o wychowaniu w trzeźwości i o stratach, jakie społeczeństwo ponosi na skutek opilstwa, zapominając o tym, że groźniejsze dla społeczeństwa stać się może oderwanie od szczęścia i interesów jednostki. Nie społeczeństwo rodzi się i umiera, lecz jednostka i to ona powinna żyć w zgodzie z resztą świata, bez koncesji, licencji i wyroków. I tym dość anarchistycznym wnioskiem kończę, składając wszystkim w dzisiejszą Wigilię koalowe życzenia Wesołych Świąt przy stołach bez wódki i bez agresji (a kieliszek dobrego wina jeszcze nikomu tyłka nie rozerwał).

Opublikowano Dodaj komentarz

Wyroki, łajanie, społeczeństwo

Wyrok wojewódzkiego sądu administracyjnego we Wrocławiu jest oczywistym naruszeniem zdrowego rozsądku i jako taki zasługuje na krytykę (delikatnie mówiąc). Należałoby się jednak zastanowić, czy przypadkiem nie jest on objawem procesu powoli nas wszystkich ogarniającego, a mianowicie stopniowego oddawania wszystkich prerogatyw wolności jednostkowej Państwu, jako instytucji opiekuńczej, za cenę świętego spokoju. Nie mówię tutaj społeczeństwu,  ono bowiem nie jest w stanie samo w sobie żadnego świętego spokoju zapewnić, lecz Państwu, czyli organizacji, która już dawno oderwała się od społeczeństwa i rządzi własnymi, nie zawsze zrozumiałymi, prawami. Ponieważ większość uważa, że w rozgrywce jednostka – społeczeństwo ma rację zawsze społeczeństwo, a ono idzie na skróty, bo nie ma czegoś takiego jak społeczny rozsądek (no, rozum), mamy takie kwiatki, jak we Wrocławiu, czyli w całym kraju (wyrok bowiem jest precedensem). Prawo stanowione przez przedstawicieli społeczeństwa powoli wchodzi w najgłębsze pokłady ludzkiej swobody, pozbawiając nas możliwości wolnego wyboru (doń zaś nam prawo dał podobno Stwórca) i zaczyna określać kryteria dobra i zła, które przedtem jasno były określone w Dekalogu (tymczasem oficjalny Kościół zajmuje się walką z „gender” nie widząc, lub też nie chcąc zauważyć, że przeciwnik realny jest w zupełnie  innym miejscu). Z definicji prawo powinno zajmować się przestępstwami, nie zaś intencjami, tutaj zaś wyrok dotyczy intencji, gdyż uzurpatorskie społeczeństwo uznało, że już zakup określonego produktu jest w intencji zły, a cechy dodatkowe takiego zakupu (miejsce, sposób) są w tym wyroku mało ważne. Pozbawiono nas w ten sposób możliwości dokonania wyboru, ponieważ w ogóle przekazaliśmy nasz wybór takim właśnie geniuszom manipulacji. Pozostaje więc życie w świadomości, że będzie coraz gorzej (bo wszyscy tego chcieliśmy) i sądy, a więc społeczeństwo, a więc Państwo, w absolutnie soft-totalitarny sposób dokonywać będą za nas wyborów, szczerze wierząc, że wiedzą lepiej, co dla nas dobre, a co złe…

Opublikowano Dodaj komentarz

Wino, muzyka i Woody Allen

spacerW „Zakochanych w Rzymie” pojawia się motyw śpiewającego pod prysznicem. Pewne rzeczy potrafimy robić jedynie w gorsecie określonej formy, chociaż forma taka nie powinna być zbyt ekscentryczna. Staje się wtedy treścią sama w sobie i dla siebie i paczy podstawowy cel przekazu. Otóż autor bloga winnego piszący o doznaniach z filmu Woody Allena jest trochę jak śpiewak pod prysznicem, z czego powinien zdać sobie sprawę.

Pisze podpierając się formą, co stwarza w czytaczach wrażenie, że forma ta jest istotą bloga, dlatego należy spodziewać się, iż czytacze zauważą oszustwo i imbecyl reżyser solidnie oberwie, tyle tylko, że tutaj reżyser jest autorem, śpiewakiem i prysznicem. Do tego jeszcze wodę chciałby zamieniać w wino w świętokradczych zamiarach, spoglądając od czasu do czasu na sterczące sutki najbardziej rozpalonych czytaczek. Na szczęście pojawia się wtedy lizbońska Tova i autor przestaje wierzyć w sens picia wina (no bo po co wino, co winem nie jest?). I to by było na tyle.

Opublikowano Dodaj komentarz

Wino, miłość, życie

spacerWino, czyli umiejętność rozpoznawania smaków i miłość to najważniejsze sprawy, o których powinienem nauczyć się pisać po to, aby złożyć hołd życiu. Wrodzona przemądrzałość każe mi wręcz utrzymywać, że są to jedyne ważne rzeczy i nie będę z nią dyskutował, bo nie warto. Zagubiony we wrzasku codziennie dziurawiącym bębenki w uszach za wszelką cenę pragnę się uczepić jakiejkolwiek myśli wypełniającej sensem jałowe publiczne dyskusje i dochodzę do wniosku, że liczy się dla każdego z nas jedynie to, z czym na świat przychodzimy i z czym odchodzimy, czyli zmysły pozwalające taki świat odczuwać i utrzymujące ciągłość życia w reprodukcji, a więc w wielkim skrócie wino i miłość. Dochodzi do tego jeszcze wiara, o tej jednak pisać nie chcę, gdyż jest ona moją najgłębiej prywatną sprawą.

Powolne tworzenie bloga o winie jest z mojej strony tylko miłością do życia i jego objawów, a tej, jak wszystkiego, należy się w życiu uczyć. Określona doza ekshibicjonizmu popycha mnie do pisania, pisać jednak mogę tylko o tym, co krótko i bezpośrednio czuję, nie potrafię bowiem wymyślać historii i komplikować wątków, chociaż słowa mają dla mnie określone smaki, jak wino. I to by było na tyle.

Opublikowano Dodaj komentarz

Wszystko trzeba robić porządnie

Wszystko trzeba robić porządnie, a jak nie, to nie robić wcale. Coraz częściej zauważam niespotykany bałagan wokół siebie i w sobie, staram się ograniczać zainteresowania, nie mieszać spraw, ale świat bombarduje mnie nieustannie sprzecznymi sygnałami, odbierającymi rozum i umiar. Napisałem taki sobie tekścik o kłopotach kondratowych, związany trochę z winem, a trochę z aktorstwem i już przyszły komentarze z zupełnie innej parafii, tak jakby polityka mogła wpływać na picie wina i zareagować mogłem tylko tak, jak zareagowałem, czyli usunąłem do kosza, chociaż pozostaje niesmak świadomości, że świat wokół mnie stracił zupełnie proporcje i zaczyna wariować. Napisałem coś tam o tym, że oceniać mogę tylko taką, a nie inną butelkę wina, czyli wino, które faktycznie piję i zaraz dostałem wpisy o randze prawdy absolutnej. I zaczynam się zastanawiać, na jak długo starczy mi jeszcze siły, bowiem stając przed wysokimi schodami tracę ochotę na wspinaczkę.

Opublikowano Dodaj komentarz

Opinia o winie dotyczyć może jedynie konkretnie wypitej butelki

Opinia o winie dotyczyć może jedynie konkretnie wypitej butelki. Czytając znakomite recenzje o winach odnoszę wrażenie, że każdy osąd autorów przesądza wręcz metafizycznie o naturze wszechświata, tymczasem nie ma nic bardziej ulotnego od smaku, a jeszcze przy tym jego opisywania, gdzie do subiektywnych odczuć dochodzi subiektywna opinia człeka, który – dajmy na to – wstał danego dnia lewą nogą, na którego nawrzeszczeli klienci, lub któremu pracodawca zapłacić nie chce. Zawsze z ogromnym podziwem, niekiedy zaś z przerażeniem przyglądam się, jak żona moja zagryza czerwone wytrawne kiszonym ogórkiem, lecz jej opinie potem są tak samo ulotne, czy uzasadnione, jak w miarę ugrzecznione moje, lub też innych członków smakującego gremium. Dlatego też pisać stanowczo mogę jedynie o tej i żadnej innej konkretnej wina butelce, a pisanie takie zawsze będzie dotyczyć przede wszystkim tego, co moja wolna (lecz nie zawsze) wola chciałaby światu przekazać i nie  ma wiele wspólnego z rzeczywistym smakiem próbowanego wina, bo czy można być jednocześnie i wodą, i ogniem?