Opublikowano Dodaj komentarz

Nie oddamy guzika, a guzik już urwany

Nie było mnie kilka dni, znów jeździłem po kraju, tym razem mocno zmarzniętym, jednak po powrocie wskaźnik optymizmu mojego wcale nie rośnie. Spotkałem, tym razem, młodych ludzi na Okęciu reprezentujących pewne linie lotnicze, którzy mogą służyć jako wzorzec niekompetencji i złej woli, spotkałem hotele, gdzie nie zmienia się gościom pościeli, no i jeszcze kilka takich sobie kwiatków, z których nieodśnieżona droga z Aleksandrowa Łódzkiego do Szadka i Zduńskiej Woli to pikuś. Wina w tej mojej podróży nie było wcale, nawet we wspomnieniach, za zimno na wino, a myśli czarne, kłębiące się w czerepie, wcale odejść nie chcą. Do tego jeszcze ta coraz bardziej ogarniająca nas głupota, miełocz codzienna, abyzbycizm, bezsensowne spory.

Opublikowano Dodaj komentarz

Kobieta, mężczyzna, człowiek – dialogika przy winie

A wszystko to w dymie absurdu, co wcale nie pomaga przy wędzeniu kiełbasy. Jedną ze wspanialszych kart filozofii chrześcijańskiej zapisali i zapisują personaliści, wśród tychże poczesne miejsce zajmuje nasz rodak J.P. II (obok filozofów takich, jak Maritain, czy Mounier), a filozofowie ci życiem i dziełami walczyli o prymat osoby ludzkiej nad jej społecznymi uwarunkowaniami.  Pijąc wino i pisząc o nim staram się podkreślać prawdę dialogu, który jest naszą ścieżką do Pana, opisaną chociażby w przykazaniu miłości bliźniego. A tutaj nagle niespodzianka, szkiełko i Oko współczesności jednym zamaszystym ruchem skreśla dokonania wspaniałych filozofów po to, by wywalczyć polityczną pozycję dzięki różnicom pomiędzy kobietą i mężczyzną. Nie jest moim zadaniem podważanie czyjejkolwiek opinii, dialogika nakazuje szanować rację wszystkich, zwracam jednak uwagę na pułapkę głoszonych poglądów, które zbyt zapalczywie głoszone zanegują istnienie człowieka, osoby ludzkiej, na rzecz abstrakcyjnych elementów typu kobieta, czy mężczyzna. Pułapka jest bardzo poważna, jeśli jej się dobrze przyjrzeć. I tak to współczesność każe koali stać w rozkroku pomiędzy idiotyzmami tych, którzy z racji wysadzania w powietrze pomników (w słusznej sprawie) wysnuli prawo do przydzielania inteligencji innym bliźnim na tym łez padole, a idiotyzmami pseudonowoczesnych brukselczyków, którzy w imię źle pojmowanego zdrowia chcą mi odebrać tradycję. I dokąd to doprowadzi?

Opublikowano Dodaj komentarz

Wskaźnik optymizmu koali spadł do zera

To pewne. Koala nie cierpi mrozu, sorry. Poza tym w Kijowie biją się i nie nastraja to wcale do picia wina, zwłaszcza po to, aby je oceniać. Koledzy z Katalonii nagle zaczęli zamykać swoje firmy, wirus na moim portalu okazał się być spowodowany nadmiarem wtyczek i treści graficznych, (na co lekarstwem jest serwer dedykowany, ale to już jest impreza dla bogaczy, a koala groszem nie śmierdzi), w ogóle wszystko do luftu. Jedyna nadzieja w wiośnie, którą klimat, sorry, obiecuje niebawem i na którą z utęsknieniem czekamy. Wtedy i wino będzie smakować inaczej. Do następnego razu.

Opublikowano Dodaj komentarz

Wredny wirus wlazł koali na serwera

No i przez całą niedzielę i prawie pół poniedziałku narzucił swoje prawa i doprowadził do spazmów, palpitacji serca i innych starczych przypadłości. Bardzo czytaczy przepraszam, ale wydaje się, że sytuacja została już opanowana. Nigdy nie wiadomo, skąd może na łeb spaść maczuga, dlatego postanowiłem dmuchać na zimne i trochę odciążyć bloga, szczególnie stronę główną, usuwając z niej bajery slajdery, co negatywnie wpłynęło na grafikę, lecz – być może – zwiększy szanse przeżycia. Jeszcze raz przepraszając pozdrawiam serdecznie, życząc wszystkim wiosny i optymizmu.

Opublikowano 1 komentarz

Wino i dobre jedzenie wśród wspaniałych ludzi

Po wszystkich  moich prawie metafizycznych wycieczkach spotkałem się z Panem Konkretem w postaci bałaganu prawnego, który zagraża polskiej wędzonce i przy okazji zauważyłem starania naszych producentów zdrowej i agroturystycznej żywności walczących o lepsze warunki sprzedaży własnych wyrobów. Biorąc pod uwagę fakt, iż wino pasuje do jedzenia, a jedzenie powinno być zdrowe po to, aby nasze mózgi  głupot nie wymyślały, dochodzę do wniosku, że moim interesem winnego blogera jest sprzymierzyć się z producentami zdrowej żywności i pomagać im w ich staraniach tym, co potrafię, czyli pisaniem. Dlatego też coraz częściej tutejsi czytacze napotkają u mnie zapiski z rzeczywistości wokół-winnej, które będę starał się łączyć z wymarzoną promocją agroturystyki. Dzięki temu koala znów poczuje się potrzebny, a wszyscy ci ludzie, którzy robią rzeczy smaczne, znajdą u mnie potwierdzenie swojej wspaniałości, bo są wspaniali, jako że inni smacznie wytwarzać nie potrafią.

Opublikowano Dodaj komentarz

No więc dlaczego właśnie wino?

spacerDlaczego wśród tych milionów elementów, które mogą łączyć nas z innymi ludźmi, to właśnie wino godnym stało się najgłębszego szacunku i rozważań nad kieliszkiem? Chociażby dlatego, że „błogosławiony bądź Panie, Boże nasz, Królu ziemi, który stworzyłeś owoc winorośli”. Tworząc naszą tradycję pokolenia przypisały winu właśnie taki, prawie boski charakter, bo przez Stwórcę nam dane wino może  Doń przybliżyć, moim zdaniem, otwierając szeroko drzwi do drugiego człowieka, a ów jest najbliższym świadkiem Pana (taka dialogika wina po bratersku ściska Martina Bubera i Ks. Tischnera także po to, aby mieć za kogo wznosić toasty). W drugim człowieku otwiera się  świat, w którym nie są potrzebne podpórki w postaci oderwanych i wydumanych zasad scjentystów i purytan, a nad chmurami w tym świecie skacze koala pogodzony ze sobą i z losem (choć kiesa pusta, na wino zawsze wystarczy).

Opublikowano Dodaj komentarz

Winny taniec wśród tamaryszków

Imperatyw życia z innymi i dla innych narzuca także konieczność korzystania w tego wszystkiego, co świat dał nam do dyspozycji po to, aby nasze życie z innymi było pełniejsze i pomogło nam przeżyć jak najpełniej nasz własny monolog. Dialog staje się warunkiem monologu, jego treścią. Jednak czepianie się wina, które jest jednym z milionów elementów świata, jak koła ratunkowego po to, by stało się wyłącznym pośrednikiem między mną i światem jest kolejnym wybiegiem, usprawiedliwieniem słabości charakteru, brakiem umiejętności euforycznego tańca pośród krzewów życia bez pośredników i bałwochwalczo stawia wino na piedestale bożków, idoli, zastępujących prawdziwe życie użyciem.

Dotyczy to zresztą każdego innego elementu, z których – oczywiście – jedne są bardziej, inne mniej niebezpieczne, dotyczy to nawet innego człowieka, który również stać się może życia namiastką, jeśli zapomnimy o sobie, we wszystkim bowiem powinna rządzić równowaga, jako że euforia życia polega na równowadze jego elementów i kłóci się z każdą przesadą, ta zaś zwykle ukrywa pustkę.

Puste miejsce trzeba przecież zapełnić, napełniamy je więc bez końca, aż zasłoni nam do reszty istotę samego zapełniania. I to by było na tyle.

Opublikowano Dodaj komentarz

Dialogika wina

Wino nie powinno występować jako pośrednik w przeżywaniu życia, bowiem – jak już to napisałem – życie już jest samo w sobie euforią, wiarą, nadzieją i miłością. Widziane jednak wyłącznie z własnej perspektywy staje się monologiem, mówieniem tylko do siebie i wysłuchiwaniem w sobie i dla siebie własnych racji, a przecież życie jest również rozmową z człowiekiem i innymi istotami tuż obok.

Tutaj pojawia się coś, co łączy dwie, trzy, cztery, lub więcej euforii w jedną pieśń ku chwale życia, tutaj pojawia się wino, jako katalizator dialogu. Może raczej dialogika z wina poczęta, nie zaś dialogika wina, jak w tytule, nie dajmy się jednak zwodzić słowom, gdyż  one niekiedy potrafią rzeczywistość tak skomplikować, iż nikną w niej elementy proste pokryte mgłą poetyckich omówień, uniemożliwiających dialog, ten bowiem może trwać tylko dzięki prostocie.

W umiejętności smakowania kieliszka wina i dzielenia się jego smakiem z innymi zawiera się cała wartość doczesności, która wtedy jest pełna, o ile spełniana z innymi („błogosławiony bądź Panie, Boże nasz, Królu ziemi, który stworzyłeś owoc winorośli”)…I to by było na tyle.

Opublikowano Dodaj komentarz

Gdzie Béla Hamvas błądzi?

Gdzie Béla Hamvas – moim zdaniem – błądzi? Coś siedziało mi za uszami i nie pozwalało bezkrytycznie oddać się pomysłom wspaniałego Węgra, lecz nie bardzo wiedziałem, co przeszkadza, uwiera, jak gwoździe w podeszwie (chociaż teraz nawet gwoździ w podeszwach nie ma). Obejrzałem sobie niezły dokument Martina Scorsese o George’u HarrisonieLiving in the Material World” i w pewnym momencie przy rozważaniach o mistycyzmie, mantrach i medytacji dotarło do mnie, że do życia (absolutu, istoty, Boga, jak kto chciałby to nazwać) nie potrzeba pośredników, czy też narzędzi. Nie mogę wyznawać religii dobrej, ani złej, muszę Boga, czyli życie przeżywać, nie mówić o Nim.

Dlatego też (wiem, że stąpam po grząskim gruncie) nie wolno chronić się (jak Hamvas) w racjonalizacjach wyjaśniających, że do dobrej religii potrzebna jest euforia, tę zaś zapewnia wino, bowiem życie samo jest euforią i jeśli przeżywane (nie zaś wyznawane), nie potrzebuje zewnętrznych narzędzi. Owszem, jest wino kolejnym smakiem w milionach smaków, jakie życie nam oferuje, powinniśmy te smaki poznawać i wielbić, jeśli dobre w naszym mniemaniu, natomiast nie wolno nam z nich tworzyć kolejnego idola zasłaniającego Istotę.

Picie więc wina i  oceny z picia wynikające stają się raczej mantrami wspierającymi medytację, nie mogą jednak tej medytacji zastąpić (तत् त्वं असि). I to by było na tyle.

Opublikowano Dodaj komentarz

Wędzenie i rozporządzenie

Czujność czytaczy zawsze mnie wzrusza, bowiem świadczy o tym, że ktoś te moje pisanki czyta. Trochę celowo prowokując napisałem o „robieniu wody z mózgu”, a chodziło mi przede wszystkim o odnalezienie tropu do przesławnego rozporządzenia. I oto ze wspaniałego blogu o winnych tradycjach w Polsce dostałem komentarz (który zamieściłem) z adresem witryny, gdzie rozporządzenie można znaleźć. Jeszcze raz ten adres podaję, aby każdy mógł wyrobić swoją opinię dzięki bezpośredniej lekturze (to trochę styl tych prawniczych tekstów). Rozporządzenie można znaleźć tutaj.