Opublikowano Dodaj komentarz

Budowanie autorytetu

Zauważana przeze mnie tęsknota za autorytetami dotarła również do mnie, chociaż nie spodziewałem się nigdy przedtem, że to we mnie świat chciałby autorytet zobaczyć, co – Koala_wpisyoczywiście – bardzo mi pochlebia, stawia jednak nowe i coraz trudniejsze wymagania. Nie bardzo mogę takim wymaganiom sprostać z przyczyn prozaicznie obiektywnych: nie jestem profesjonalistą w branży degustacji i oceny wina, a pisanie recenzji traktuję jako zabawę raczej, niż poważne zajęcie. Blog ten powstał rok temu (dokładnie 1 lipca 2013), do dzisiaj zamieściłem w nim 450 wpisów i popularnym (w pewnym sensie) stał się dzięki Blogosferze Winicjatywy, a także dzięki temu, że pisząc moje teksty zamieszczam je tutaj codziennie (no, prawie codziennie) pod wyraźnie zdefiniowanymi tytułami, co zostało zauważone i docenione przez roboty Pana Gugla, które je natychmiast indeksują, dzięki czemu coraz więcej odwiedzających wchodzi na te strony przez wyszukiwarki (proporcje – w tej chwili – to około 40% z Winicjatywy, około 60% z wyszukiwarki Google). Jeżeli więc mogę być autorytetem, to raczej w umiejętności pozycjonowania i promowania własnych tekstów. W ocenianiu wina nie, przekonałem się, bowiem, że każdy profesjonalizm to lata pracy i nauki, u mnie zaś – z jednej strony – przyszło to za późno, – z drugiej zaś – wpadłem w pułapkę własnej sytuacji: obracając się w określonym obszarze win masowych, sprzedawanych w sieciach marketów, doszedłem do granic możliwości oceny, nie jestem w stanie niczego nowego nauczyć się i, coraz częściej, powtarzam te same odczucia. Wszyscy dobrzy kiperzy i recenzenci win są z tak zwanej branży, co pozwala im nieustannie poszerzać bazę wiedzy, jeździć po winnicach, dyskutować z producentami i tak dalej, ja – zaś – dyskutuję, w istocie, z samym sobą, niekiedy kłócąc się z komentarzami. Niektóre moje pomysły są – również – próbą ucieczki do przodu z pułapki własnych ograniczeń, lecz nie wiem, czy uda mi się je zrealizować, poza tym, nie bardzo wiem, czy mam na to ochotę. Autorytet buduje się przez całe życie, przez rok można próbować pchłę złapać, lub wyhodować kwiatek.

Opublikowano 3 komentarze

Układność zieje nudą

I z tego powodu proszę nie spodziewać się po mnie układności, chociaż poważnie traktuję wskazówkę Marcina i o winach złych już tutaj wcale pisać nie będę. Dzięki temu nie wpadnę w alkoholizm, bo będę pił mniej, znacznie mniej. W ogóle jestem facetem pozbawionym, raczej, agresji, chociaż świętości (niestety) nie potrafię uszanować, dziwi mnie tylko, że Vallado Tinto rocznik 2012 trafiło do skarbca naszych narodowych świętości i broń Panie Boże, nie wolno jej szargać. Otóż butelka, którą tak źle potraktowałem, wcale zepsuta nie była, była tylko kiepska, ale proszę wskazać mi producenta, który produkując serię wina w milionach butelek potrafi utrzymać w każdej butelce jakość? Po raz setny podkreślam, masowy charakter w przypadku wina jest przeciwieństwem jakości i cudem jest raczej to, że pozostałe butelki Vallado taką jakość utrzymały (o czym świadczy popularność).  Zresztą, może jest to dowód na to, że Vallado Tinto jest – rzeczywiście – winem dobrym, a wpadki zdarzają się nieczęsto? Rocznika 2011 nie piłem, więc nie będę się wypowiadać. Nie mam żadnego interesu w tym, aby w moich recenzjach pisać źle, czy gnoić kogokolwiek, żadna recenzja w prywatnym blogu nie jest wskazaniem, nie może być wskazaniem, że ten produkt należy kupować, tamtego zaś nie, bowiem nie jestem niczyim biurem marketingowym, a jeżeli już, to tylko własnym. Proszę, więc, o to, aby blogerom pozostawić luksus swobodnej opinii i włączyć w głowach zdrowy rozsądek po to, by autorytetów szukać tam, gdzie ich szukać należy (w przypadku wina, chociażby, w Winicjatywie), koala – bowiem – jeno pisaczem będąc, żadnym autorytetem nie jest, ani być nie zamierza.

Opublikowano 7 komentarzy

Vallado tak, Murviedro nie, a może odwrotnie?

Dostaje mi się od czytaczy, oj dostaje. Uważają oni blogera nieskromnie oceniającego wypijane butelki wina za wyrocznię, alfę i omegę i uważają, że wymyślone skale oddają rzeczywistość w precyzyjnie naukowy sposób. Otóż nie, drodzy czytacze. Punkty są próbą dotarcia do rzeczywistości, jednak w żaden sposób jej nie opisują, bo jest to – zwyczajnie – niemożliwe. Pomagają w porównywaniu, a i owszem, lecz nie całych marek. Oceniam tylko poszczególne butelki, te zaś mogą być w ramach marki bardzo różne, szczególnie, jeśli marka sprzedawana jest w dużych sieciach. W sieciach masowych nie ma win dobrych, powtarzam to w kółko, chociaż nie wszyscy chcą to przeczytać i zrozumieć, bo wino – z definicji – nie jest artykułem masowym. Po wino dobre, rzeczywiście dobre, nie idzie się do Owada, Asco, czy innej sieci, lecz do producenta, do piwnicy win i tak dalej. Wino masowe może smakować mniej lub bardziej i takie subiektywne oceny smaku tutaj można znaleźć, niech jednak nikt nie łudzi się, że producent sprzedający swoje wina masowo sprzedaje to, co ma najlepszego. W cuda nie wierzę i w tym kontekście wymienieni w tytule są obaj siebie warci, a nie jest to ocena krytyczna. Mogło zdarzyć się koali dobre Vallado, mogło też zdarzyć się dobre Murviedro. Koala jest recenzentem win i winiawek dla ubogich, tutaj zaś 79 punktów oznacza, że butelka takiego wina w kategorii win do 30,00 PLN jest trochę lepsza niż butelka, która dostała 69 punktów. Jam nie Parker, a koala jeno, chociaż cieszy mnie rosnąca popularność.

Opublikowano Dodaj komentarz

Na początku sierpnia podróż dookoła Prosecco z koalą

Ponieważ mam pewne doświadczenie w prowadzeniu grup turystycznych, wymyśliłem, że pojadę pozwiedzać najbardziej charakterystyczny obszar strefy 5prosecco w okolicach Valdobbiadene i zapraszam do tego osiem osób, które chciałyby spędzić ze mną tydzień, odwiedzić po drodze słowackich producentów wina i pochodzić po okolicach Valdobbiadene. Wyjazd w niedzielę wieczorem 3 sierpnia, powrót tydzień później (10 sierpnia). Program, oczywiście, przygotuję i udostępnię przed wyjazdem, wyjazd jest – równie oczywiście – płatny (i to sporo), lecz jeżeli taką grupę uda się stworzyć i wyjazd zrealizować, można robić to dalej po całej Europie. Koala jest wielojęzyczny. Na razie proponuję dwie trasy: pierwsza dotyczy obszaru DOC Prosecco, druga dotyczy Fragolino,a szczególnie obszaru DOC Lison-Pramaggiore. Zapraszam do uczestnictwa.

Opublikowano Dodaj komentarz

Kolonialne walenie w rogi przez niektórych włoskich przyjaciół

Oczywiście chodzi o wino. Włoski rynek można podzielić na, z grubsza, trzy strefy. Największa strefa to uczciwi drobni producenci wina, związani z agro i enoturystyką, którzy ciężko pracują i do głowy nie przychodzą im żadne przekręty. Oni jednak nie sprzedają wina w dużych sieciach dystrybucji za cavallo_rampante_avantgranicą i do nich trzeba dojechać. Druga grupa to więksi hurtownicy, którzy może i chcieliby dobrze, ale rynek nie za bardzo pozwala, a z czegoś żyć trzeba, no i trzecia grupa dużych przemysłowych poszukiwaczy przygód, którzy uwielbiają okazje i walą po rogach, ile wlezie. Ich produkty, niestety, zbyt często stoją na półkach naszych marketów i to dzięki nim mamy o wszystkich Włochach taką opinię, jaką mamy. Panuje wśród nich przekonanie, że w takich krajach, jak Polska, gdzie chlają gorzałę i podniebienia nie są odpowiednio wyrafinowane, można wcisnąć klienteli każdy chłam, bo i tak Barbery od wody nie odróżnią, a czy im sprzedać Prosecco, czy Glera z Apulii, Piemontu, czy innych włoskich zaścianków i tak nie będą wiedzieć, o co chodzi, bo niedawno z drzew zeszli i tak ich trzeba traktować. Niestety pomagają w tym „koneserzy” w biurach handlowych dużych sieci dystrybucji, gdyż oni – tak podejrzewam – kultywują ten typ postawy po to, aby jak najszybciej i najwięcej zarobić. Hasają sobie, więc, różne konie po naszym rynku, a mnie pozostaje cydr jedynie i od czasu do czasu taki wybuch, jak te słowa.

Opublikowano Dodaj komentarz

Rozdwojenie jaźni koali mianowanego ekspertem

Jako że poczułem się mianowany ekspertem (w komentarzu Jarosława do recenzji atłasowego Peña Tejo) duma przygwoździła mnie do fotela. Jako człowiek honoru powinienem zachowywać się honorowo, jednocześnie, jednak, po ekspercku (cokolwiek to znaczy). Takie – właśnie – zestawienie wywołało u mnie zawrót głowy, a poniekąd rozdwoiło jaźń i nie wiem, czy z takowej schizofrenii wyjdę kiedykolwiek. Ze względu na dużą dozę nerwicy i sporo fobii od lat pieczołowicie przeze mnie kultywowanych musiałbym dawać po mordzie wszystkim, którzy mnie kiedyś przestali lubić, a także wszystkim potencjalnym – na wyrost – krytykom moich poczynań, wymaga tego, bowiem, ode mnie honor. Jako, zaś, ekspert mam obowiązek nerwy własne trzymać na wodzy i respektować istnienie osobników niechętnych, tego wymaga profesjonalizm, który we wszystkich dziedzinach z honorem raczej niewiele ma wspólnego. Dotyczy to pisania, oceniania, zarządzania, a w szczególności polityki, jako że w niej przede wszystkim należy kierować się skutecznością, bo skutecznie realizując cele można narzucić takie rozwiązania, które zaspokoją wymagania honoru. Tutaj walenie po mordzie na wszystkie strony (nie tylko w sensie fizycznym) redukuje skuteczność i jeżeli ktoś doradziłby mi teraz, abym wzmacniał popularność dając na odlew w pysk nielubianemu, a jednak koledze, byłby w istocie moim największym przeciwnikiem, bo nie o taką popularność chodzi. Stosowanie Kodeksu Boziewicza skazuje delikwenta na popularność na bezludnej wyspie, wszyscy podpływają, przez lunetę chętnie oglądają, lecz nikt nie chce zejść na ląd, bojąc się, że w pysk oberwie. Bić za to, że ktoś kiedyś z kimś? W tym kraju, przecież, każdy kiedyś z kimś. Stąd moja schizofrenia i przerażenie, pijąc wino, bowiem, nieustannie podkreślam potrzebę dialogu. Mam nadzieję, że również przedstawiciele cywilizacji kciuka zgodzą się ze mną, przynajmniej w zarysie i zamiast bicia po pysku wybiorą spory łyk atłasowego wina i do stołu zasiądą.

Opublikowano Dodaj komentarz

Próba podsumowania

Przez rok prowadzenia tego bloga napisałem książkę, która po odpowiedniej edycji miałaby około 250 stron. Przez ten rok książkę tę przeczytało około 75 tysięcy czytaczy. Nie stałem się zawziętym alkoholikiem (raczej pracoholikiem, czy też blogoholikiem), chociaż recenzowałem wina prawie codziennie, z początku te recenzje faktycznie były cieniutkie, teraz są grubsze, ale czy merytoryczne? Czort znaje. W ogóle do wszystkich ocen, recenzji, opisów stanów subiektywnych trzeba zachowywać odpowiedni dystans, co w miejscu na ziemi, gdzie wszystko, albo nic, jest raczej trudne. Zauważyłem także piekielny głód autorytetów, a to potwierdza, że żyję w epoce zaniku wartości, a człowiek wartości potrzebuje po to, by się skonsolidować. Czytacze, więc, szukają wartości u takich blogerów, jak ja. Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłem, no, ale, niech będzie. Poza tym, coraz częściej brakuje mi sił i cierpliwości i coraz częściej przychodzi do mnie Pani Ochota proponująca, abym dał sobie spokój. Wczoraj próbowałem sprawdzić, jak to jest, dać sobie spokój i w ramach konserwacji zamknąłem cały blog i też mi się to nie podobało. Widać taka już we mnie natura. Tak źle i tak nie dobrze.