Opublikowano 7 komentarzy

I tak powoli idę sobie w przeszłość

Przestałem ostatnio recenzować i oceniać, chociaż ciągle zastanawia mnie pragnienie publiczności, która namiętnie łaknie wzorców, pragnienie nie tylko z winnej dziedziny, powszechne poszukiwanie rodziny (tam powstają wzorce) – tak jakby współcześni młodzi wyrastali w jakiejś pustce, bez wzorców, tradycji, ledwie resztki języka się kołaczą, chociaż coraz częściej pozbawione wszystkich atrybutów indywidualności i gramatycznej poprawności, podporządkowane, bowiem, wymaganiom pośpiechu i informatyki i do zupełnej reszty kalkowane z angielskiej sztancy. Łaknienie takich wzorców połączone  w przedziwny sposób z absolutnym, do bólu, respektem wobec wyuczonych reguł, schematów i – prawdopodobnie to jest tutaj przyczyną – ze strachem przed wolnością, wyborem, obawa przed cieniem, choćby, anarchii. Przypomina mi to ów prawie skandal połączony z Okrasą i czerwonym winem do muli, któremu przyglądałem się na zaprzyjaźnionym blogu z uciechą (i zastanowieniem). Dzisiaj nawet z przerażeniem, bo uświadamia mi to, że lata od ucieczki do wolności zostały – w pewnym sensie – zmarnowane, ponieważ narodził się nam nowy homo sovieticus w sferze nieokiełzanej konsumpcji. Zalewany, więc, coraz głębszymi falami wulgarności i prostactwa, przerażony trafnością diagnoz Ortegi y Gasseta, odchodzę sobie powoli w przeszłość i, szczerze pisząc, nie bardzo mnie to nawet obchodzi.

Opublikowano Dodaj komentarz

I tylko nam puszki pozostaną

Oj Kapitanie, Kapitanie. Każdy z nas we własnym pokoju – labiryncie, zamknięty jak Minotaur, któremu starość młode ofiary odebrała, z samotnością ciemną borykając się, chociaż – przecież – w tłumie, odcięty od sensu i istnienia prawdziwego, w chorobie, czy zdrowiu własny los na plecach dźwigając, oj Kapitanie, jakże ja Robin_WilliamsCiebie rozumiem, niekiedy odwagi zazdroszcząc, chociaż Ty – tylko – ratować nas w zaświaty pobiegłeś, każdego z nas, z szaleństwa naszego i odrętwienia, oj Kapitanie, nasz Kapitanie. Zżera nas powolutku karmelkowy potwór słodkiej produktokracji, dzień po dniu zajmujący miejsce w komórkach mózgowych i rozsiada się w głowie i nagle zauważam, że walka o wybawianie z otchłani każdego z nas sensu jest, zupełnie, pozbawiona, nie ma nas w ogóle, – bowiem – bo trudno rozmawiać z kolejnym produktem na supermarketowych półkach. Pozbawieni formy, rytuału, odarci z rozmowy, chroniący się za kolejnym fejsbukiem, jak za chińskim murem, kuszeni nie winem, lecz opakowaniem, które odbiera, nawet, konieczność wysiłku po to, abyśmy przełykać mogli jak najłatwiej i najwięcej, zapominając o tym, że nie przełykanie się liczy, a rozmowa i dotyk, otwieranie butelki, wyciąganie korka, wysiłek, śmiech, sprzeczka, oj Kapitanie, a przecież to prawda, że tak wielu ginie (ich jest tak wielu, a Ty tylko jeden), chociaż tylko jeden potrafił stać się Kapitanem i jeśli zapomnimy, że liczy się – właśnie – umiejętność stania się jedynym wśród wielu, żałując tychże porzucimy siebie, zza węgła – zaś – skarlały śmiech nam pozostanie gnomów, co odkryły, że car puszka w drebiezgi nasz świat w płaskość i zapomnienie obróci, bez strzałów i rewolty, bo masom wystarczy cola, a teraz – do coli – wino.

Opublikowano

Oh Captain! My Captain!

O Captain! My Captain! our fearful trip is done;
The ship has weather’d every rack, the prize we sought is won;
The port is near, the bells I hear, the people all exulting,
While follow eyes the steady keel, the vessel grim and daring…

Opublikowano Dodaj komentarz

To się nie może udać

W łyżce dziegciu w skrócie ponarzekałem na pewne objawy, lecz nie o objawy tutaj chodzi. Błąd tkwi po pierwsze w założeniach strukturalnych i po drugie w mentalności, a uświadomiłem to sobie, kiedym zamieścił komentarz Marty odpowiadającej Marcinowi, która to Marta problem widzi Koala_wpisyw tym, że Biedronka poprzez wszędzie włażącą reklamę jest zbyt agresywna, a martwi się tym, bowiem chce z Biedronką wygrywać tam, gdzie wygrać nie może (to znaczy, może mogłaby, ale nie ma czasu na naukę tego, co Biedronka już od lat ćwiczy). Nie wygra z Biedronką, nie wygra z Kauflandem, Lidlem, czy wieloma podobnymi, (chociaż tutaj właśnie może ukrywać się szansa). W handlu (i nie tylko) nie wolno źle małpować, trzeba umieć znaleźć niepowtarzalną niszę i w niej robić rzeczy dobrze, a dobrze to znaczy z uporem i konsekwentnie. Tymczasem odnoszę wrażenie, że POLOmarket boryka się nadal z własną tożsamością, nie bardzo potrafiąc odnaleźć się w powiatowej, wybranej zresztą przez siebie, rzeczywistości. Dlatego też, z powodu braku wyartykułowanego do końca pomysłu, miota się w błędach strukturalnych i nie potrafi dobrych pomysłów realizować skutecznie i do końca. Co z tego, że znakomity winiarz i sommelier Jeremi posiada jasno określoną politykę doboru win, potrafi znaleźć dostawców, czy zainteresowanych eksperymentem producentów, jeżeli wina te trafiają w teren, gdzie zagłusza je tradycyjna kadarka, piwo i gorzała sprzedawane archaicznie ze stoiska? Ten zestaw win, który powinien znaleźć się w uprzywilejowany sposób na drewnianych regałach, sam w sobie jest kilka razy lepszy od wszystkiego, co można nabyć w winnej Biedronce i co z tego? Same recenzje koali klientów nie przysporzą, jeżeli pani ekspedientka nie lubi swojej pracy i zmęczona ładowaniem kapusty nie ma czasu zajmować się jakimiś tam inteligenckimi pomysłami. Błąd tkwi w koncepcji sprzedaży alkoholu na przestrzeni sklepu, a może także w całej koncepcji przestrzeni? Błąd tkwi w koncepcji doboru personelu, a może w braku samodzielnej odpowiedzialności za dział? Błędem całej naszej powiatowej jest to, że nie zrozumiała jeszcze, iż uległa zmianie ocena wartości czasu i traktuje nadal wszystko (i dobre i złe) jakby to było wieczne, nie podlegające żadnym zmianom. Taka mentalność wydaje się być obecna także w koncepcji POLOmarketu, którego klienci, jednak, nie mają czasu czekać, zresztą nikt nie ma czasu czekać, świat ucieka przed nami, my zaś opuszczamy ręce i siadamy na środku drogi, czekając, aż nas rozjadą. Pozwólmy klientom wybierać inne sieci tam, gdzie sami nie potrafimy nic zaoferować, lecz – przy okazji – jak najszybciej otwierajmy takie nisze, których ani Biedronka, ani inni jeszcze nie zajęli. I pamiętajmy, że handel to także domena inteligentnego myślenia.

Opublikowano Dodaj komentarz

Łyżka dziegciu

W niedzielę postanowiłem poszukać Primitivo Col di Sotto, tak ładnie prezentowane przez „sommelier poleca” w nowym folderze oferty POLOmarketu, a przy okazji sprawdzić najrzeczywistszą rzeczywistość w Polsce powiatowej, no i zderzyłem się czołem ze ścianą rozlazłości, którą można byłoby ścianą płaczu nazwać, gdyby nie to, że Tamci handlować potrafią. Wielokrotnie powtarzała mi babka, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, a dobre pomysły trzeba umieć konsekwentnie organizować i wprowadzać w życie. Konkretnie, w przypadku POLOmarketu, nie wystarczy mieć kilka niezłych win, trzeba je jeszcze umieć sprzedać. Oczywiście, w czterech POLOmarketach, które odwiedziłem (Prostki, Pisz, Orzysz, Ełk) ani śladu wspomnianego Primitivo Col di Sotto, a na drewnianych regałach z ofertą specjalną świeci mydło i powidło. Spróbowałem zasięgnąć informacji u ekspedientek, te – zaś – sprawiały wrażenie wystraszonych, a nic o żadnej specjalnej ofercie winnej nie wiedząc alkohol winny oferowały najtańszy i najsłodszy, no i – oczywiście – gorzałę. Dlatego pełen jestem myśli coraz czarniejszych, bo oprócz tego, że w powiatowej nikt nie potrafi zrobić przejazdu bez dziur w asfalcie, to jeszcze do tego okazuje się, że nawet wina sprzedawać nie potrafią i zostawiają przestrzeń innym, narzekając, iż obcy kapitał, jak krew, ich zalewa.

Opublikowano 2 komentarze

POLOmarket też coś wymyślił

I pojawiła się nowa oferta (Francja i Włochy), ważna od 07 sierpnia do 09 września. Jak widać POLOmarket obstaje przy swojej koncepcji sprzedaży wina, z którą Polo_Wina_2014_sierpienmożna sprzeczać się, zgadzać, lub nie, lecz przyznać trzeba, że starania tej sieci stają się uporczywe i – może kiedyś – przyniosą jakieś efekty. Na razie dostałem kilka butelek do degustacji, zanim jednak do nich przejdę, zapraszam zainteresowanych do samych źródeł, czyli do informacji w folderze zamieszczonym na stronach POLOmarketu. O degustowanych winach będę pisał oddzielnie.

Tutaj oryginalny folder.

Opublikowano Dodaj komentarz

Ofensywa italskiej winiawki

I to we wszystkich znanych mi sieciach. Od Prosecco z Piemontu, Nero d’Avola/Syrah w wykonaniu Vineris, po Andrero Ramarro Rosso od Alibrianza sp. z o.o., Włosi wskakują w niszę winiawki i lansują swoje sikacze, koń-kurując z Bułgarami, czy z cieniem Bikavera. Proces rozwijać się będzie, bowiem wynika ze zjawisk pozasmakowych. Po prostu sprzedaje się to, co ludzie kupują, a rynek nasz biednym będąc i z Powiatowej – przede wszystkim – się składając przyjmie wszystko, co zapachnie odrobiną winogrona i słońca. Za winem – natomiast – konie-serzy udawać się będą w pełną kieszenią kart kredytowych do piwnic i butików, a co odważniejsi, nawet do Stolicy. Nie oceniając, więc, ani też bez zbytecznych podniet, od pewnego czasu na głównej stronie sygnalizuję perełki winiawkowatości, ciągle podkreślając, że każdy ma prawo do swojej oceny, mierzonej także w możliwościach kieszeni. A jabłka? Jabłka jeść należy, codziennie, i popijać cydrem. Oczywiście polskim. Może być, także, angielski, z Somerset, jeśli z polskich jabłek będzie robiony.