Opublikowano 1 komentarz

Po co pijemy wino?

W niedzielny i mglisty poranek wypada pofilozofować, a że przechodziłem kilka chwil temu obok świątyni, z której docierało do mnie zawodzenie nic wspólnego niemające ze śpiewem, Koala_wpisyfilozofować będę metafizycznie, (co może wywołać ironiczny uśmiech u tego faceta za chmurką, który – w ogóle – przyglądając się nam z góry jest raczej naburmuszony). Od dłuższego czasu czekam, aż obudzi się we mnie chęć stworzenia opisu smaku absolutnego, recenzji uniwersalnej, a szukam jej, także, u innych i nie mogę znaleźć, mimo iż winna była już setki lat temu powstać, pijemy, bowiem, wino, od co najmniej 8 tysiącleci. Otóż to, kiedy opisuję smak czegoś, powinienem odnosić się, za każdym razem, do wzorca, a jeżeli coś mi smakuje, to wzorzec ten ma znajdować się w moim środku, nie w opisach obcych ludzi. Skąd, więc, wiem, że coś mi smakuje i mam, potem, odwagę publicznie ogłaszać, że coś jest smaczne? W istocie nie ma na tak postawione pytanie odpowiedzi, nie ma wzorców, jest tylko sen o absolucie, który męczy, co noc, każdą i każdego z nas. Wino, zaś, popijamy, bo wprawiając nas w euforię, przybliża do takiego absolutu, (chociaż nie wiemy nawet, gdzie ów się znajduje). Oj, Kapitanie, znów zjawia się pytanie o sens, także wolności naszej, ograniczonej jedynie narodzinami i odejściem i pytanie-prośba o łaskę pozwalającą znosić brak takiego sensu. Najgorsza sytuacja zjawia się wokół nas, kiedy łaski pozbawieni, za wszelką cenę chcemy z absolutem obcować, ów zamieniając na wino, które z medium natychmiast celem się staje. Nie tylko zresztą wino, może to dotyczyć pisania, uprawiania miłości, zagryzania ogórkiem, bo wszystko, jeśli zbyt mocne i zbyt nam życie przesłoni, od istotności oddala, a facet za chmurką, zmęczony ciągłym siedzeniem, przestaje się – nawet – przyglądać i wątpić zaczyna w nasze istnienie (no, bo jak żyć, Panie Premierze, jak żyć, jeśli słuchu nie mam i śpiewać nie potrafię?).

Opublikowano Dodaj komentarz

Owad w nowej sieci

Wyczytałem, gdzieś, że właściciele Biedronki mają zamiar otworzyć w Polsce zupełnie nową sieć, pod inną nazwą, adresowaną do innych klientów. Ma tam być mięsne stoisko z obsługą i bogatsza piwniczka alkoholi. Wyobrażam sobie, że będą to takie delikatesy i przypominam sobie własne słowa, adresowane do innej, polskiej, sieci, kiedym to pisał, że pomysł Pana Gaika był dobry, lecz trzeba było go – dalej – rozwijać, nie tylko przy sprzedaży wina. Nie sądziłem wtedy, że twórcze rozwijanie takiego pomysłu nadejdzie, właśnie, ze strony owada, wolałbym, aby to nasi handlowcy nie spoczęli na laurach i ciągle dbali o powiatowy rynek; no, ale cóż, taki to już los wielu inicjatyw, że potrafią je realizować ci, którzy przez lata pracy nauczyli się czegoś i mają rzeczywiste doświadczenie (i nieważne, skąd przyszli, jeżeli chcą tutaj coś robić i – pozytywnie – pozostają). Dzięki temu „powiatowa” będzie miała szansę dotrzeć do innych, może lepszych, win, a i wątroba moja ucieszy się, z pewnością…

Opublikowano 2 komentarze

Dosyć, na razie, owadów

Zmęczyła mnie trochę francuska oferta biedrącza, a już zza węgła wychylają się smakołyki z Lidla. O reszcie win z Biedry nie napisałem, bo nie było o czym, pozostały w pamięci mej kos Cru Cantemerle, kozioł Madiran, no i byczek Merlot-Syrah. Białego Picpoula nie piłem, więc nie będę się stroszył i wypowiadał. Jedno jest zauważalne, Biedronka ma dynamicznych speców od marketingu i, czy to się niektórym podoba, czy nie, zna swój fach. Jeszcze nas kilka razy zaskoczy. Szykuję się do picia win z Lidla, chociaż będzie ich sporo, a kosztują też więcej (co znaczy, że trudniej będzie znaleźć do nich dostęp). Czy, jednak, każdy powinien być piękny i bogaty? Czy nieskończona różnorodność świata nie skazuje nas, także, na różne zasoby materialne i nie zmusza do pokory wobec niemożności spełnienia wszystkich zachcianek? W końcu można pić i Kadarkę, czy Egri, a niektórzy nawet wolą piwo. A wody się napić, to nie łaska? Zastanowiłem się przez chwilę i przeliczyłem szybko w pamięci, od początku istnienia tego bloga wypiłem czterysta butelek wina, jak – więc – zareaguje na to, któregoś dnia, moja wątroba? Oj, niedobrze, Panowie, niedobrze.

Opublikowano 1 komentarz

Tak na marginesie francuskiej biedrączej oferty

Fachowo pisać o winie powinni fachowcy, lecz jeżeli niewinni wszyscy, to gdzie fachowców szukać? Czy rozważania na temat oferty win francuskich w Biedronce to domena kipera, czy też ekonomisty? Dyskusje o winach tanich przypominają ciągłe balansowanie na ostrzu brzytwy, bowiem nie zawsze wiadomo, co trzeba oceniać: czy merlot_syrah_pays_doc_1rewelacyjny smak wina, które zgodnie z ekonomiczną logiką istnieć nie powinno, a więc – natychmiast – rodzi się w nas przypuszczenie, że ktoś chce oszukać i liczymy na to, że jakiś recenzent wyręczy nasze domysły i publicznie doniesie, iż producent X to świnia, gdyż zrobił smaczne i tanie wino z proszku, a handlowiec Y to świnia podwójna, bo chce nas tym proszkiem otruć po to, by zarobić na dobre, prawdziwe, czyste wino. Otóż więc, jako bloger, a nie śledczy, ani pracownik Najwyższej Izby Kontroli, popijam najtańsze wynalazki, świadomy (bom w miarę rozsądny), że ich, logicznie, nie ma i wydaję opinie: smakują, lub nie smakują. Obiektywizować taką opinię mogę opierając się na wzorcach naukowych nabytych w sadzie za oknem o smaku wiśni, porzeczki, aronii, jabłka, gruszki i tak dalej, ciągle – jednak – pozostanę w strefie nieomal poetyckich dywagacji, nie zaś w obszarze praw naukowych, jako że do opinii subiektywnych takie prawa nie mają dostępu i nawet psychologia, czy psychiatria opierają się na zgrubnym macaniu mózgu i dopasowywaniu wniosków do zmieniających się sytuacji. Mogę też opierać się na wzorcach wypracowanych przez bardziej doświadczonych kolegów (chociaż, z pewnością, nie po fachu). Jeżeli, więc, zauważę, że w winie jest za dużo wody, to nie wolno mi krzyczeć, że złe to jest, albo dobre, bo może – przecież – tak być powinno, bo może ten typ tak ma? I co to znaczy za dużo wody w stosunku do soku z winogron, jeżeli nośnikiem-medium soku też jest woda, z której – przecież – składa się większość mojego ciała, a starzenie się, to wysychanie – chociaż, starym będąc, wcale nie wyglądam na wyschniętego, a więc, czyżbym miał za dużo wody? Tak się składa, że smakują mi – niekiedy – wynalazki, o których niektórzy wypowiadają się jednoznacznie, jakoby były chemicznymi podróbkami natury, zapominając o tym, że wino, jako wytwór człowieka, też niewiele wspólnego z naturą posiada. Jednak, i znów to samo, blogerem – tylko – będąc, nie śledczym, czy prokuratorem, mogę stwierdzać, że coś mi smakuje, a nie wgłębiać się w głębię jestestwa tego, co z tego smaku wynika. Żyję, przecież, w systemie, gdzie ktoś wyhodował roślinę, inny ktoś z owoców tej rośliny sporządził napój, a hodowla i praca była od początku do końca obwarowana przepisami, inspekcjami, dyrektywami, a więc już w zaraniu brak podstaw do powątpiewania w uczciwość, jako że czuwało nad wytwórcą Państwo (jakieś tam Państwo). Potem produkt swój wytwórca nazwał i wprowadził do handlu (to wszystko jak byk na etykiecie, a ta jest na butelce) i jeżeli wszystkie te inspekcje i inne organa pozwoliły na to i na butelce zapisane jest, że winem jest napój, a nie tartą bułką, to nie widzę żadnych powodów, aby nieustannie doszukiwać się oszustw, bo jeśli nawet istnieją, lecz oficjalnie na półkach sklepowych świecą, to oszustwami być przestają, gdyż znajdują sankcję najwyższą w moim smaku właśnie, a więc, jeżeli mi smakują, przestają być oszustwami i mało mnie obchodzi, czy z proszku to wino było, czy z tartej bułki z wodą (patrz słynny kalifornijski szczyt smaku i upojenia, a także niezrównany przykład marketingowego sukcesu). Przecież jakieś laboratoria je odbierały. A że te tańsze w ofercie francuskiej w Biedronce są – niekiedy – ciekawsze? Lepszy, pewnie, był proszek, bo i kaca po nim nie było. Zawsze mógłbym iść sobie do Mielżyńskiego, czy Kondrata i kupić „czyste” wino za tysiąc złotych, chociaż, świadomy tego, że mnie nie stać, wolę pić to, na co stać i nie wykrzywiam gęby (a tak, nawiasem, pisząc, smaki oferty francuskiej w Biedronce coś mi przypominają, czyżby w niej teraz jakiś Jeremi doradzał i naprowadzał)?