Opublikowano Dodaj komentarz

Podsumowanie blogowania koali w 2014

Koala_wpisyBardzo graficzny i rozbudowany raport w lengłydżu można znaleźć tutaj. Według tego raportu zamieściłem w blogu 309 nowych wpisów (prawie jeden dziennie) i życzyłbym wszystkim takiej płodności (nie zawsze w parze ona idzie z jakością, lecz to już inna sprawa, staram się, jak umiem). Blog odwiedziła 91260 razy rzesza 41934 gości (tutaj też życzyłbym, by wielu osiągnęło podobną „czytalność”). Najpopularniejsza stronka jest poświęcona „fragolino”, we wpisach prym wiedzie „Pé Tinto”, co jasno definiuje preferencje czytaczy. Z wyszukiwarek przyszło do mnie 37440 gości, winicjatywa, zaś, dostarczyła tłum złożony z 16712 osobników. W ogóle odwiedzający oczekują tutaj, przede wszystkim, recenzji o winach i szukają takich win, które są – aktualnie – najbardziej popularne w tańszych sieciach. Moje filozofowanie czytają stali goście, lecz – raczej – nie jest to najchętniej odwiedzana linia, czytacze wolą konkret. Nie wdając się w dywagacje, w sumie napisałem sporą książeczkę. Szczęśliwego Nowego Roku 2015 wszystkim życzę.

Opublikowano Dodaj komentarz

Przyjacielskie wino

spacerW Święta przychodzą do głowy podsumowania, mnie też po głowie łażą myśli, nie zawsze dobre i przyjemne, chociaż w głębi duszy jestem człekiem dobrodusznym i optymistą. Ponieważ spędziłem na tym łez padole dobrych lat kilka, mogłem do woli naprzyglądać się wszystkiemu. Niczego, zresztą, nie Koala_wpisyżałuję, kilka rzeczy załatwiłbym, teraz, inaczej, cóż – jednak- nie wraca się nigdy do tej samej rzeki. Od samego początku najważniejszą, dla mnie, wartością, była wolność, swoboda, autonomia, w każdym aspekcie życia. Wszystko, co dotąd, zrobiłem (lub też, czego nie chciałem zrobić) wynikało z tej świętej, dla mnie – podkreślam – dla mnie, zasady, że każdy z nas wolnym będąc, ma prawo i obowiązek robić wszystko zgodnie z kryterium własnej wolności, która – jeżeli poprawnie, czyli etycznie, pojmowana – w niczym nie będzie szkodzić innym, równie wolnym na naszym, jedynym, świecie. Wiem, że mocno to i poważnie zabrzmiało, ja, jednak, mam zamiar o winie pisać i tylko o winie. Wino uznałem w życiu za przyjaciela i dlatego, z pewnym nabożeństwem, próbuję o nim i z nim rozmawiać, zauważyłem, jednak, że może to być przyjaźń trudna wielce i skomplikowana, przyjaciele, bowiem, w życiu człowieka, uzurpują sobie prawo do wyłączności w manipulowaniu, twierdząc, że tylko oni wiedzą wszystko najlepiej i że tylko tak postępując, jak oni sobie wyobrazili, możemy w pełni osiągnąć doczesne życiowe szczęście (w podtekście, takie szczęście, które nie nam, a naszym przyjaciołom daje najwięcej korzyści). Manipulacja służy władzy, a ta potrzebna jest do tego, by czerpać z innych jak najwięcej. Tak, więc, nie rezygnując z przyjaciół, trzeba nieustannie ich kontrolować, spoglądać na ręce i sprawdzać czy, przypadkiem, nie zawłaszczają sobie zbyt wiele, pamiętając, że to wolność jest najważniejsza. Otóż wino należy do takich właśnie przyjaciół, którzy, bardzo szybko, potrafią wejść na głowę, uzurpując sobie władzę nad nami absolutną, a nasza wolność kurczy się, wtedy i  jej miejsce zajmuje w duszy człowieczej przyjacielskie wino namolnie szepcząc pochlebstwa i kradnąc czas, a także przytomność, czyli to, co jedyne, własne, nasze, dane przez świat tylko nam, nikomu innemu. W te Święta, więc, wzywam siebie i resztę świata do umiaru, wino, przecież, potrafi czułymi słówkami omamić i ukraść to, co najcenniejsze, czyli wolność, z której wykorzystania Ktoś nas, kiedyś, rozliczy.

Opublikowano

Konsumpcja wina w Polsce – raport

Zapanowała taka moda w świecie, aby pozycjonować, czyli reklamować się, przy pomocy naukowych opracowań. Tym razem spotkałem się z raportem, który po opublikowaniu w głowie uważnego czytacza miał kreować podprogowy komunikat, że tylko ta, broń Boże, nie inna, firma jest jedyną i niepowtarzalną na nieboskłonie firm winnych (i niewinnych) i tylko z nią należy robić znakomite interesy, jej wina konsumować, a wtedy wszyscy będziemy żyć długo i szczęśliwie. Opublikowałem, więc, radosny, że doceniono moje łamy, taki raport, po czym zauważyłem, że tenże sam raport pojawił się równolegle. Ktoś jednak, gdzieś, zapomniał, że sieć rządzi się prawami Pana Gugla, a ten nie znosi powtarzania informacji, uważając taki naganny proceder za złośliwy spam i karząc winnych niemiłosiernie. Z tego powodu zdejmuję nie mój tekst z tego bloga, a osoby, które chciałyby się – mimo wszystko – z raportem zapoznać, zapraszam do tekstu oryginalnego pod tym adresem (tutaj).

Opublikowano 1 komentarz

Tajemnicze enzymy z winogron Profesora Żdanowa

Nie mogę sobie darować i przysłuchuję się znakomitym rozważaniom o wyższości trzeźwości nad Świętami Wielkiej Nocy (z uśmiechem przypominam sobie delikatne postękiwanie Profesora Mniemanologii Stosowanej Jana Tadeusza Stanisławskiego, lecz ile to lat temu było, o Captain). W jednym z akapitów profesorskiego wykładu dociera do mnie wiedza tajemna o tym, jak to niektóre południowe narody nie ulegają alkoholowej degradacji, gdyż uodporniły się na gorzałę konsumując od wieków uprawiane winogrona (one miałyby posiadać w sobie cudowne enzymy, które człeka na trujący wpływ alkoholu czynią odpornym, lecz dotyczy to tylko narodów południowych i to niektórych, nie będę ich tutaj cytował, temat jest wielce delikatny). Północne narody zachlewają się do imentu na śmierć i nic im, już, nie pomoże oprócz zupełnej abstynencji, no i – oczywiście – ustawicznej pracy dla dobra Ojczyzny. Nie do końca rozumiem, dlaczego – zwyczajnie – nie doradzić tym narodom po dobroci, aby wspomniane winogrona, też, jadły, okazuje się jednak, że tak prosta recepta umyka uwadze naszego profesora. I tak w oparach absurdu zbliżam się do końca kolejnego roku, po drodze spodziewając się choinki i Mikołaja (który, jeśli z północnych narodów jest, nie musi być, wcale, świętym). I to by było, na razie, na tyle.

Opublikowano Dodaj komentarz

Profesor Żdanow i rosyjska PARPA

Od dawna wiem, że nie wolno uzależniać się od niczego oprócz własnego życia, a stwierdzenie takie, jeżeli się nad nim poważnie zastanowić, jest kłębowiskiem sprzeczności i może jadem swoim zatruć mózgi w równie niebezpieczny sposób, co flaszka wina, piwa, czy gorzały. Przypadkiem znalazłem w sieci filmik z wykładem Profesora Żdanowa, który w walce o przeżycie własnego narodu odnalazł swoją karmę i postanowiłem ów filmik udostępnić, nie komentując, nie tylko dla Rosjan, bowiem, alkoholizm jest zagrożeniem, jednak stają się równie wielkim zagrożeniem także ci walczący z objawami, którzy zaciemniają rzeczywiste przyczyny alkoholizmu. Dopóki przeciętny Iwan Iwanycz nie uświadomi sobie, że jest tylko, oraz aż, Iwanem Iwanyczem i nie wpriczom tutaj żadne narody, czy społeczeństwa, jako że sam się rodzi i sam umiera, dopóty nie znajdzie w sobie siły na narkotyzowanie się wyłącznie własnym życiem, bez żadnych dodatkowych używek (a nie znajdzie jej, bo nikt mu w tym nie pomoże). Kiedy w Iwanie Iwanyczu obudzi się jednostka, indywiduum, człowiek, wtedy straci nad nim władzę pasożyt władzy, państwa, narodu, klasy społecznej i przestanie być potrzebny alkohol jako narzędzie społecznego zniewolenia. Profesor Żdanow o nawiedzonych oczach zapomina, przy tym, że bez takiego narzędzia zniewolenia nie byłoby Rosji, gdyż wolni ludzie nie zbudowaliby sobie losu w takim kształcie. Opowiadając, więc, o moczu z drożdży, wlewa ludziom w głowy własną karmę, choć, przecież, to kolejny narkotyk.