Opublikowano Dodaj komentarz

Wino w sieci – pozycjonowanie 2

Najważniejsze to wiedzieć, dokąd zmierzamy. Poprawny wybór adresu, czyli domeny, jest najważniejszą wskazówką wobec całego świata, pokazuje, bowiem, kim jesteśmy i o czym chcemy do ludzi, potencjalnych klientów, mówić. Z adresem w domenie stykamy się od początku, już w wyszukiwarce, Koala_wpisyjeszcze nic nie wiedząc o zawartości strony. Adres taki powinien być, zarazem, wystarczająco szeroki po to, by objąć wszystko, o czym zamierzamy światu opowiadać i wystarczająco zawężony po to, by nie trafiali doń goście zbędni.

Rozmawiamy, tutaj, o handlu winem we własnej okolicy. Oczywiście, inne będą wymagania, jeżeli chcemy prowadzić handel hurtowy w całym kraju i, wówczas, postaramy się w adresie to przekazać, jednak rozpoczynając moją peregrynację od strony, którą założyłaś, (a chodzi o stronę sklepu z winami hiszpańskimi i to sklepu w Białymstoku) skoncentruję się, przede wszystkim, na twoich problemach, mając, jednak, nadzieję, że z moich uwag będzie można wyciągnąć ogólniejsze wnioski. Zasugerowałem ci adres „sklep.bialystok.hiszpanskiewina.pl” po to, by automatycznie umieścić w nim najważniejsze, dla ciebie, słowa kluczowe. Te, właśnie, słowa kluczowe przyprowadzą ci klientów „celowych” (targeted visitors), czyli takich, którzy świadomie będą w sieci szukać: po pierwsze sklepu, po drugie sklepu z winami, po trzecie sklepu z winami hiszpańskimi, no i po czwarte sklepu z winami hiszpańskimi w Białymstoku. Już na tym poziomie wykluczysz całą resztę, jako gości niepotrzebnych, tak, niepotrzebnych, bowiem nigdy nie przyjdą oni do twojego sklepu i nie kupią od ciebie wina. Chodziło ci, przecież, o to, by twoja strona stała się plakatem reklamującym konkretną działalność, a nie zbędnym sieciowym kwiatkiem do kożucha marzeń.

Twoje słowa kluczowe ukierunkują odwiedzających już w adresie witryny, teraz pozostaje ci rozpocząć budowanie tejże witryny zgodnie z zasadami właściwego doboru materiału, (czyli, nie strzelać do komara z armaty). Twój biznes wymaga odpowiednich środków, nie za mocnych, nie za słabych, a współczesność narzucająca pośpiech i powierzchowne traktowanie treści nakazuje zastosować dobór technik doskonale mieszczących się w pośpiechu i powierzchowności. O tym, jednak, porozmawiamy następnym razem.

Opublikowano Dodaj komentarz

Wino w sieci – pozycjonowanie 1

Zaczynasz od zera. Pojechałaś z małżonkiem do Hiszpanii, tam poznałaś wspaniałych ludzi zajmujących się produkcją wina (na niewielką skalę, nie są to rekiny z oceanów szerokich), nawiązaliście znajomość, która przerodziła się w przyjaźń i, wspólnie, postanowiliście ubić złoty interes sprzedając w Polsce Koala_wpisyich wino. Mąż był trochę nieufny, zdawał sobie, bowiem, sprawę z trudności, jakie piętrzy przed wami biurokracja (w Hiszpanii jest to bardzo proste, zakładasz firmę, dostajesz koncesję i sprzedajesz wino w sieci, albo w sklepie, jak wolisz, akcyza na to wino jest 0, płacisz, więc, VAT i podatek dochodowy). Ty byłaś o wiele bardziej optymistyczna i zdecydowaliście się poprowadzić biznes z winem. Optymizm twój ochłonąłby nieco, gdybyś poznała, od początku, unijne przepisy, a szczególnie ich polską interpretację, no, ale, do odważnych świat należy.

W Polsce zaczęliście studiować prawo, nic was nie przestraszyło, dobry prawnik i księgowy w porozumieniu z rozumnym celnikiem zrobili wszystko, aby wam pomóc (staliście się, więc, przedstawicielem podatkowym waszych hiszpańskich przyjaciół-dostawców wina), pozostało, jedynie, zająć się promocją i sprzedawać jak najwięcej. Jeżeli promocja, to oczywiście, strona internetowa i dotarcie do klientów. Aby zaoszczędzić, postanowiłaś sprawy Internetu pozostawić sobie, jesteś, w końcu specjalistką od informatyki, potrafisz robić strony i stronki i takie arkana, wcale, nie powinny być ci obce.

Razem w tobą będę śledzić wasze przygody w sieci i postaram się opisać, w jak najprostszych słowach, problemy, z którymi borykałaś się, zanim sprzedałaś pierwszą butelkę hiszpańskiego wina klientowi, który, oczywiście, dowiedział się o twoim sklepie z Internetu, aby, jednak, mógł się o tobie dowiedzieć, strona, którą stworzyłaś, powinna była spełnić kilka prostych, w sumie, warunków, wszystko, zaś, po to, by pojawiła się na pierwszych miejscach w popularnych wyszukiwarkach (najpopularniejszą jest u nas Google, dlatego doń się będę, najczęściej, odnosić). Bez tych pierwszych miejsc trudno jest do klientów dotrzeć, a strony robione tylko po to, by wisiały sobie gdzieś, nieodwiedzane, pełnią rolę kwiatków do kożucha (chociaż wypada w pewnym towarzystwie pochwalić się własną stroną, nie bardzo wiedząc, po co ta strona istnieje). Otóż to, podstawowym kryterium przydatności istnienia w sieci jest cel tego istnienia, lecz takie ogólne stwierdzenie zawiera w sobie wiele konkretnych niuansów.

Ty i twój mąż założyliście, że sprzedawać będziecie hiszpańskie wino detalicznie w konkretnym sklepie, pod konkretnym adresem i nie braliście, wcale, pod uwagę sprzedawania w sieci. Sklep macie w Białymstoku, po co, więc, wam klienci z Zielonej Góry, czy z Lubania, czy z Nowego Targu? Po co, więc, wam obecność w sieci, jeśli w Białymstoku leżą wasze dochody? Wystarczy dobry plakat i poczta pantoflowa. Już w momencie poczęcia powinniście kierować się do rzeczywistych klientów, tu i teraz, nie szukać ich w całej Polsce, szpanując w sieci, jako znakomici polscy specjaliści od win hiszpańskich. Dlaczego wspominam to, właśnie, teraz? Odpowiednie wypozycjonowanie rodzi się, już, przy wyborze adresu internetowego. Aby taki adres zbudować wybierając domenę, trzeba doskonale zdawać sobie sprawę z tego, co chcemy osiągnąć. Strona sklepu z Białegostoku sprzedającego hiszpańskie wina nie może mieścić się pod adresem, dajmy na to, „hiszpanskiewina.pl”, czy „hiszpanskiewina.com”, gdyż – hipotetycznie – przyprowadzi wam ona klientów zainteresowanych hiszpańskimi winami, lecz z Krakowa, a może z Poznania. Jeżeli, natomiast, zaryzykujecie adres „sklep.bialystok.pl”, pobiegną do was białostoccy miłośnicy schabowego, na przykład, bo w wyszukiwarce pojawicie się, ogólnie, jako sklep w Białymstoku. Sugerowałbym, więc, od początku tworzyć domenę „sklep.bialystok.hiszpanskiewina.pl”, zawężającą i określającą zakres działalności.

Pierwszymi, więc, pytaniami miłośników obecności w sieci powinny być: po co, czy warto, co to nam da, do kogo adresujemy naszą obecność. Po uzyskaniu od własnej głowy zadowalających odpowiedzi musimy poprawnie zbudować adres domeny. Pamiętajmy, jest to kluczowe, najmniejsza pomyłka będzie nieodwracalnie dyktować robotom Pana Googla ścieżkę, która prowadzić was będzie na manowce.

Opublikowano 1 komentarz

Wino, linki i rankingi

Cierpliwe podejście do strategii sprzedaży nakazuje działania w sieci rozpatrywać w długich okresach. Co nagle, to po diable. Żadne, tam, łapu-capu. Jeżeli w głowie zrodziła się kiedyś strategia, należy ją rozwijać, zupełnie jak w szachach, krok za krokiem, wyprzedzając ruchy o kilka etapów. Pisanie o winie w blogu jest częścią strategii na wiele lat (uznałem, że jestem nieśmiertelny). W strategii tej stopniowo rozwiązuję sprawy cząstkowe, w nich zaś zasadniczą rolę odgrywa pozycjonowanie, związane, również z otoczeniem w sieci, czyli z linkami.

Eksperci od optymalizacji wyszukiwarek i menedżerowie marki od dłuższego czasu debatują na temat efektywności linków, których przyszłość stała się, dla niektórych, wątpliwa, wydaje się, jednak, że słowa wypowiedziane o linkach w siedzibie Google świadczą o tym, że są one, ciągle, ważne i nadal będą ważne w przyszłości.

Matt Cutts (guru linkologii), szef działu w Google zajmującego się, również,  spamem internetowym utrzymuje, że budowanie linków jest nadal ważnym aspektem skutecznej kampanii SEO. Skuteczne budowanie linków wymaga, jednak, ciężkiej pracy i kreatywności, co oznacza, że trzeba się pożegnać ze staromodnym kupowaniem linków i szukać ich w rzeczywistym świecie. A prawdziwy świat to prawdziwi ludzie.

Pisząc, więc, o winach powinniśmy zwracać się do konkretnych ludzi, rozwijać kontakty, korespondować, rozmawiać (a nic tak nie pobudza rozmowy, jak kontrowersyjne opinie) także po to, by Google zauważył ślad naszych wysiłków, uznając za ważne i konkretne powstałe linki, co zaowocuje lepszym rankingiem i mocniejszymi pozycjami w wyszukiwarkach, no i większą liczbą rzeczywistych klientów.

Opublikowano Dodaj komentarz

Winem pisane historie

Podczas pamiętnego spotkania blogerów afiliowanych przy Winicjatywie Tim Atkin umieścił nas wśród opowiadaczy historii, sugerując pewien program Koala_wpisydo realizacji. Bloger, więc, miałby być takim griotem, chociaż bez muzyki, informatycznym świadkiem dziejącego się obok świata, zaczepionym o jakiś konkretny element, który organizuje opowiadane historie, w naszym, zaś, wypadku organizatorem jest wino. Nie jest, zatem, bloger żadnym ekspertem, a mimo to, myli się go, często, z kiperem, pracownikiem określonej piwniczki, czy marketingowym heroldem jakiejś sieci handlowej. Nieuświadomiona, lub świadoma tęsknota za autorytetami w masowym świecie, gdzie do wszystkiego dostęp mamy i, w zasadzie, wszystko każdemu wolno, nakazuje wierzyć, że bloger, również, przez sam fakt, iż odwagę znalazł i publicznie wystąpił, staje się, właśnie, ekspertem, a ponieważ świat tak jest zbudowany, a nie inaczej, bloger jest ekspertem, czy tego chce, czy nie chce, bo jest tym, czym inni chcą, aby został. Pojawia się, tutaj, dość ciekawe zagadnienie: jesteśmy, bowiem, tylko takimi, jakimi stajemy się zajmując określone stanowiska i ludzie w tym miejscu nas zobaczą. Gdyby nie przyszło mi do głowy utworzenie bloga i pisanie o winie, nikt w świecie nie szukałby we mnie eksperta od wina. Pozytywne to jest i pouczające, stajemy się, bowiem, tacy, jakimi stać się chcemy, a konsekwencją tego jest, również, fakt, że powinniśmy wiedzieć, czego chcemy, bo jak już stać się kimś, to lepiej świadomie.

Z tego wynika, zaś, i to, że świadomie powinienem, sam, umieć określić pole własnego bycia ekspertem, lecz, czy potrafię to robić i z czego to miałoby wynikać? Prawdopodobnie z tego, o czym i jak piszę, lecz borykam się, nadal, z problemem samookreślenia. Wino jest, tutaj, jedynie pretekstem, a więc wracam do opowiadania historii i wszystko zaczyna się pętlić, skręcać, gmatwać, oplata myśli, samo myślą będąc, zamyka i otwiera szanse, rozjaśnia i zaciemnia, a historii, jak nie było, tak nie ma. W pewnym sensie, więc, czekam na cud oświecenia, na iluminację wiary, że warto, czy trzeba.

Morałem z tego krótkiego i zaplątanego tekstu jest to, iż liczy się, wyłącznie, nasza wolna wola i świadomość, iż wszystko możemy, jeżeli, tylko, wiemy, co chcemy osiągnąć. To napisawszy, piję za pamięć o tych, co odeszli i o tych, co o nas myślą. Możemy, przecież, z nich historie budować słowami przedłużając każdego istnienie. Griotem, zaś, będąc na pustyni informatycznej muzyki brakującej szukam w kroplach deszczu i w winie po to tylko, by, kiedyś, zbudować symfonię.

Opublikowano Dodaj komentarz

Historia koali

Koala_wpisyWszystko zaczęło się w wakacje 2013 roku, kiedy to zastanawialiśmy się, w czwórkę, (koala, Małżonka, Teściowa i Teść), jak zorganizować najlepiej nasze wieczory na wiejskiej werandzie, ze stawem i wierzbami w tle. Wpadłem, wówczas, na pomysł spożywania, co wieczór, innego wina i zorganizowałem rytuał recenzowania, bez żadnych tam ceregieli, ani specjalizacji. Ponieważ zawsze byłem ambitny, z upływem dni zacząłem się coraz bardziej w recenzowanie angażować, tworzyłem otoczkę, założyłem bloga, zarejestrowałem go w blogosferze Winicjatywy, pisałem i ciągle, w czwórkę, piliśmy nasze wina. Ponieważ sam nie jestem pierwszej młodości (1951), możecie sobie wyobrazić wiek moich towarzyszy (Teściowa i Teść), wokół nich, bowiem, rytuał mój, potem nasz, obracał się po to, aby osłodzić im, nieco, gorycz zakończenia. I tak powoli mamy już luty 2015, inne czasy, inne wymagania, rytuał rwał się z powodu chorób, wyjazdów, nieporozumień, ciągle, jednak, pozostawał tym, czym picie wina być powinno: pretekstem do bycia ze sobą, do – poprzez smak – dialogu.

W zeszłym tygodniu pochowaliśmy Teściową, rytuał, więc, zawęził zasięg do trzech, jedynie, osób (Teść ma lat 90, chociaż, wcale, nie ma ochoty odchodzić za żoną). Trudno mi o tym pisać, trudno zapełnić puste miejsce (składamy się z naszych bliskich i kiedy odchodzą, a nic w ich miejsce pojawić się nie chce, stopniowo, wcale, więc, nas nie ma). Ot, takie to moje motywacje…