Opublikowano Dodaj komentarz

Winna wieża z kości słoniowej

Od kilkudziesięciu lat obecnym będąc na tym łez padole zanurzony jestem od pięt do czubka głowy w jego najbardziej dotkliwych problemach, a analiza tych problemów w oparciu o dość szczególny system wartości, będący skrzyżowaniem „średniowiecznej”, bo katolickiej nauki społecznej z wyklętym Koala_wpisyprzez dzisiejszy lud ziemi dialektycznym materializmem (taki mój własny historyczny kompromis), no więc, analiza taka dostarcza mi sił na coraz to bardziej następne dni, zalewając – niekiedy – mózg adrenaliną niezbędną do ciekawego życia.

Tak się zdarzyło, że wino stało się dla mnie punktem odniesienia, o czym wielokrotnie na stronach tutejszego bloga pisałem, jako element tradycji, znakomity pomocnik dialogu z bliźnimi, a także (rozpatrywane jako produkt rynkowy) miernik bezpośredni sytuacji, w której przyszło nam przebywać: dla 20% niektórych będąc dowodem na to, że im się w życiu poprawiło, dla 80% pozostałych niektórych zaś, że nigdy im się nie poprawi i że do końca dni swoich będą spożywać popłuczyny z pańskiego stoła.

Niektórzy z nas zrobili sobie z istnienia tych 80% narzędzie, aby przy jego pomocy przeskoczyć do lepiej ustawionych 20% i wywijają ideologicznym sztandarem dyskontowych dobroci po to, aby jak najdłużej istniał rynek ludzi biednych, no bo dla bogatych trzeba byłoby znaleźć inne, daleko bardziej skomplikowane, narzędzia. Dzięki temu tworzymy epokowe dzieła na takich, jak ten, blogach w ramach niezwykłej w swojej modernistycznej bezczelności sztuki opisując i promując „szczyny”, co zjawiskiem jest o tyle ciekawym, o ile odzwierciedla rzeczywistą sytuację społeczną ludzi, których mamimy produktami zastępczymi wmawiając im, iż jedyne są i niepowtarzalne i że dla nich żyć warto, a nawet umierać. Tymczasem 20% zarabia coraz więcej, a tacy blogerzy, jak ja, w najdalszych komórkach szarej masy swojej wyobrażają sobie, iż wzorcem będąc, lub guru, na byt wśród wybrańców, czyli 20% sobie zasłużyli.