Opublikowano 1 komentarz

Czy wino powinno być tanie?

Koala_wpisyTak – nieco prowokacyjnie – reaguję na wpis w moim ulubionym blogu (tutaj), w którym rozpoczęto trochę podjazdowe kąsanie po winnych kostkach, jednak mam określone zastrzeżenia, o wiele szerszej natury niż ukryte, lub nie, intencje importerów małych i większych. Otóż problem nie jest tylko winny (stąd mało eleganckie określenie kąsanie po kostkach), on dotyczy systemu, w którym żyjemy i co do którego udajemy, że z nim całkiem się zgadzamy, chociaż od czasu do czasu jakiś rockman przypomina nam, że coś w tym wszystkim nie gra. Problem nie wynika z dobrej, czy złej woli określonego importera (nadal jestem przekonany, chociaż – teraz -w nieco bardziej chrześcijański sposób, że byt określa świadomość). Kiedy rozpoczęliśmy transformację i dostaliśmy w prezencie „wolny rynek”, zachłysnęliśmy się tym rynkiem, a nasza świadomość tkwi po dziś dzień w tamtych czasach, mimo że potem ktoś kurek wolnego rynku nam zakręcił i nagle znaleźliśmy się ponownie w gospodarce reglamentowanej i (prawie) planowej. Ci, którzy załapali się na ówczesny wolny rynek i którym udał się sukces, stanowią dzisiaj 20% społeczeństwa, niestety pozostałych 80% zaczęto traktować jak rezerwową armię pracy (w Polsce i w całej Unii). Teraz nasze 20% żyje i dorabia się nie dzięki wolnej konkurencji na rynku, lecz w zwykłym wyzysku. Prawo skonstruowano tak, aby zamrozić struktury, a więc wszelkie marzenia o wolnej przedsiębiorczości należy między bajki włożyć i nie gryźć po kostkach Bogu ducha winnych uczestników minirynkowej gry, nie oni są – przecież – winni temu, że im wszystko wolno, lecz brak rzeczywistej konkurencji. Dotyczy to wszystkich branż, nie tylko sprzedaży wina. Powtarzam w tym blogu w kółko Macieju, że tania winiawka w dyskontach jest dla 80% społeczeństwa, 20 % natomiast może sobie płacić, ile hrabia narzucił i dopóki będziemy nakazowo chronić hrabiego, dopóty nie będzie przedsiębiorczości i konkurencji, a co bardziej dynamiczni pojadą bogacić Królową. Czy tego chcemy, czy nie, prawdziwe wino jest elitarnym składnikiem marzenia, a za marzenia trzeba płacić i walczyć o to, aby wolny rynek wraz z dobrym wspomnieniem o Wilczku kiedyś do nas powrócił. Póki co mamy Szczurka.

Opublikowano Dodaj komentarz

Filozofia Pana Gugla i rewolty mas ciąg dalszy

spacerMoją ideą fixe jest rewolta mas, masowość, wpływ tego na demokrację, bieda narzucająca wybór masowych rozwiązań, no i wino (ono zaś jako antyteza masowości, jako element elitarny, który w masach zagościł po to chyba, aby upaść na kolana przed paradoksem). Zastanawiając się nad pozycjonowaniem, rankingami stron, możliwościami reklamy w sieci dotarłem do filozofii Pana Gugla (kto jest jej ciekawy, zapraszam do lektury tutaj). W niezwykle przystępny sposób firma Google prezentuje w punktach zasady postępowania, a wydały mi się one godne zainteresowania, chociażby ze względu na godną podziwu klarowność i prostotę.

Zastanawiam się teraz, też, nad Ortegą y Gassetem, a przy lekturze filozofii Pana Gugla przychodzą mi do głowy rozmaite przedziwne porównania, nie do końca – bowiem – zgadzam się z kryterium powszechnej użyteczności jako wzorcem. Otóż Pan Gugiel jest tylko, a może aż, znakomitym bibliotekarzem z ambicjami wyjaśniania świata z punktu widzenia archiwizacji i katalogowania danych. Jeżeli potraktować Internet jako ogromną bibliotekę, w której każda strona, portal, wortal, i temu podobne są kolejnymi pozycjami na półkach, do których użytkownik może sięgać po to, aby uzyskać informacje, to – absolutnie – bibliotekarz nie może uzurpować sobie prawa do cenzurowania, wybierania, które treści są bardziej, a które mniej potrzebne, czy przystępne, gdyż to użytkownik demokratycznie powinien decydować, co podoba się, albo nie. Tymczasem wprowadzając swoje algorytmy, u podstaw porządkujące informacje dla wygody Pana Gugla (którą tenże w swoich pięknie przedstawionych zasadach utożsamia z wygodą użytkownika), Pan Gugiel wprowadza ideologiczne, tak: ideologiczne kryteria selekcji, bowiem jest ideologicznym przedkładanie powszechności i prostoty nad arystokratyzmem i – dajmy na to – barokowym zagmatwaniem. W chwili, kiedy algorytm uznaje jakąś informację za spam i usuwa ją z półek swojej biblioteki, staje się zwykłym cenzorem występującym w interesie wyimaginowanego użytkownika.

Kim jest, więc, taki użytkownik? W dość poplątany sposób Pan Gugiel prowadzi nas do użytkownika masowego, uznając, że użyteczność winna odpowiadać właśnie masowym potrzebom. Użytkownik masowy nie znosi nadmiaru, redundancji, barokowych powtórzeń, wymaga prostoty, bo prosty jest i niekiedy prostacki, a Pan Gugiel dzięki swoim algorytmom stara się ją promować, zapominając – chociażby – o wymaganiach pedagogiki społecznej, która powinna kierować ku wzorcom. Oczyszczając z nadmiaru (nazwijmy go również spamem) Pan Gugiel zachowuje się jak wyrównujący wszystko i miażdżący walec, a w materii przez taki walec rozbijanej pojawiają się jedynie elementy podstawowe, czynniki pierwsze, które nie mogą być wzorcami ze względu na brak hierarchii. Niestety, świadom faktu, że to Pan Gugiel dyktować będzie wybory w najbliższej przyszłości, z przerażeniem tulę się do mojego śmierdzącego kota i godzę usuwać wszystkie znamiona indywidualności ze stron, które przyszło mi tworzyć i prezentować.

Opublikowano Dodaj komentarz

Promocja do następnej klasy

Od dwóch lat pisuję tutaj przyglądając się rzeczywistości przez pryzmat dostępności wina w społeczeństwie i zachowań w sieci. Z takich dwóch perspektyw, które pozornie niewiele mają ze sobą wspólnego, widzę świat po mojemu, niezupełnie standardowo, a ponieważ nie chcę być hipokrytą, nie Koala_wpisyzamierzam niektórych powszechnie rozpowszechnionych opinii podzielać. Otóż: 1. Nie będę twierdził, że piję wino, jeśli to coś winem nie jest. 2. Nie będę uporczywie wmawiał moim czytaczom, że to, na co mnie stać i co po maniacku opisuję (a postępuję w ten sposób, bowiem jest to jedyna ścieżka, po której można stosunkowo szybko wdrapać się na Giewont Internetu) jest wzorcem wina. 3. Nie będę też wmawiał nikomu, że czytając takie blogi, jak mój i wiele innych podobnych, staniemy się znawcami wina, gdyż jest to zwyczajnie niemożliwe. Wino nie jest wyrobem masowym, wymaga poświęcenia, czasu i pieniędzy, w czym przypomina najbardziej wymagające kobiety i jeżeli takiego czasu w życiu nie starczyło, a i pieniędzy nadal brak, nie warto marnować tego, co pozostało na popłuczyny dostępne powszechnie w sieciach dla biedaków. Jasno stawiając zagadnienie: jeżeli nie stać mnie na prawdziwe wino z górnej półki (chociażby po to, bym nauczył się i zrozumiał, czym jest rzeczywiście smak, o którym chciałbym pisać) to lepiej nie pić wcale i nie odzywać się tam, gdzie nikt mnie o to nie prosi. Recenzje z winiawki wyniosły mnie na pierwsze miejsca w wyszukiwarkach (prawie 600 tytułów będących długimi słowami kluczowymi to potencjalnie setka odwiedzających dziennie), a o to przede wszystkim chodziło. Teraz przychodzi czas na „przepakowanie”, na stopniowe odchodzenie od powtarzania za spragnionymi potwierdzeń konsumentami z dyskontów, że coś jest cabernetem, bo tak na etykiecie napisali. Prawdopodobnie pójdę za pomysłem znalezionym w listach i komentarzach i rozpocznę peregrynację po winach, które faktycznie lubię ( i po ich producentach) wskazując – przy okazji – linki, pod którymi chętni będą mogli sobie legalnie, lub nie, takie wino kupić i sprowadzić. Oprócz tego będę nadal zajmował się wspaniałym zwierciadłem naszej rzeczywistości, czyli Internetem wskazując, gdzie – moim zdaniem – najlepiej można w sieci zaistnieć, co koali dostarczy, przynajmniej, satysfakcji. Koala pozdrawia, więc, z wierzchołka swojego eukaliptusa i życzy wszystkim siły na dni kolejnych przeżywanie.

Opublikowano Dodaj komentarz

Wino w sieci – pozycjonowanie 7

Dzisiaj o aktualizacjach Pana Gugla : czyli czym Pan Gugiel kieruje się oceniając jakość treści.

Albo: czym faktycznie jest jakość treści na stronie internetowej?

Koala_wpisyNie tak dawno temu Pan Gugiel zastosował nową aktualizację w swoich słynnych algorytmach, co spowodowało nagły spadek ruchu na stronach głównych i to o aż 22%.

Zastosowana aktualizacja jest zgodna z założeniami Pana Gugla, który życzy sobie, aby Internet stał się miejscem bardziej przyjaznym dla użytkowników. Dobrze, więc, wiedzieć, o co Panu Guglowi chodzi po to, aby uniknąć zastawionych przezeń pułapek.

Ostatnie spadki ruchu pokazały, że – aby przetrwać w świecie Internetu (a Internet jest tylko zwyczajnym, chociaż nowoczesnym, systemem tam-tamów) – powinniśmy wypracować kompromis właśnie z Panem Guglem, który zachowuje się jak wielki pies ogrodnika, sam nie zje, lecz drugiemu także tknąć nie pozwoli.

Po amoku z lat dziewięćdziesiątych, kiedy to w sieci prawie wszystko było dozwolone, Pan Gugiel zdał sobie sprawę, że jedynym sposobem utrzymania się na powierzchni jest wymuszanie na właścicielach witryn zachowań zgodnych z jaśnie guglowskim interesem, co można przetłumaczyć również, zachowań zgodnych z interesem użytkownika. Pan Gugiel, właśnie, uznał, że co dobre dla niego, dobre dla każdego użytkownika, a pozytywne kryterium wskazał w „przydatności” . Pod kątem – właśnie – przydatności powstały i rozwijały się algorytmy Pingwin i Panda, chociaż powszechnie siały w sieci oburzenie ze względu na traktowanie twórców, którzy – dzięki nim – musieli dostosować się, co zmieniło zupełnie oblicze Internetu. Otóż najważniejsza jest dobra treść.

Co to, zaś, za grzyb, ta dobra treść? Większość producentów treści zgodzi się z twierdzeniem, że dobre treści są to takie treści, które mają na celu wytworzenie wartości dodanej poszukiwanej przez użytkownika. O co chodzi z taką wartością? Powstaje ona dzięki nowym informacjom zapewniającym inne spojrzenie na istniejące problemy, lub umożliwiającym użytkownikowi pozytywne dokonania. Zgodnie z tymi zasadami Pan Gugiel rozpoczął reformowanie Internetu. A więc, dobre treści w pierwszej kolejności szanują użytkownika i jego potrzeby.

Treści, które służą jedynie wypełnieniu miejsca i kierowaniu publiczności dalej, z pewnością nie są treściami dobrymi. Jedynym sposobem ucieczki od słabej treści jest krytyczna ocena tego, co tworzymy. Powinniśmy być świadomi faktu, że treść, którą tworzymy, wytwarza związek z publicznością i kształtuje poziom zaufania, powinna, więc, być:

  1. Świeża i nowa: niektórzy o tym zapominają wierząc, że mogą umieścić taką samą treść na większości stron zmieniając pojedynczy akapit, a nawet tylko jedną linijkę. Algorytm Pana Gugla jest mądry, wykrywa tego rodzaju taktyki i nie daje się nabrać.
  2. Minimalna doza reklam: dawniej reklama była pożądana, umieszczano jak najwięcej reklam na stronie. Uzasadnieniem było to, że każda reklama reprezentowała przychody z użytkownika odwiedzającego witrynę. Obecnie myślimy zupełnie inaczej i to dzięki Panu Guglowi. Zbyt dużo reklam wypędza użytkowników ze strony, a na Pana Gugla działają one, jak czerwona płachta na byka. Im więcej reklam, tym mniej prawdopodobny ruch z wyszukiwarek.
  3. Istotne wpisy: pamiętaj, co powiedziano o dobrej treści powyżej. Najlepsza treść jest treścią własną. Zawartość powinna dostarczyć wartości dodanej. Powinna z powrotem przyciągnąć użytkownika, który zainwestował swój czas i wysiłek czytając twoje dzieła. Twoje posty powinny odwoływać się do podstawowej publiczności, czyli publiczności najszerszej i powinny być, przede wszystkim, istotne dla odbiorców.

Jak sprawić, aby zawartość była lepsza? Oto 4 podstawowe sposoby:

  1. Zmiana opakowania: zamiast rozwijania treści w jeden, ustalony sposób, spróbuj eksperymentować z różnymi formatami. Trochę poeksperymentuj i zobacz, czy to działa.
  2. Twórz lepsze tematy: tematy to haczyk dla odbiorców.
  3. Jednolita forma: nic nie jest bardziej irytujące od witryn, w których struktura jest niespójna. Zaufanie odbiorców zdobędziesz dzięki profesjonalnie wyglądającym stronom.
  4. Korekta: błędy gramatyczne widać jeszcze bardziej online. Nie obawiaj się korekty, nie rób z siebie durnia wobec odbiorców.

Internet rozwija się w kierunku coraz to większej merytokracji, a ciężka w nim praca jest rekompensowana wyższym natężeniem ruchu.

Wyprzedzisz innych, lecz powinnaś robić wszystko, aby dostarczyć odbiorcy dobre treści (oczywiście zgodnie z kryteriami pana Gugla), które przemawiają do jak najszerszej rzeszy. A więc pisz pod Pana Gugla.

Opublikowano Dodaj komentarz

Winny kraj pomysłów i marzeń szalonych

Ostatnio pisałem tutaj o tanich winach kupowanych bezpośrednio u producentów i wypada mi się teraz raczkiem z wielu stwierdzeń wycofać. Dyskusja Koala_wpisynad tym tekstem i poszukiwania legalnych rozwiązań po raz setny pokazały, że przyszło nam żyć w przedziwnym kraju, w którym chociażby Sienkiewicze otwarcie przyznają, że Państwo w nim nie istnieje, a prawa stanowione są tak, aby nikt z nich niczego zrozumieć nie zdołał. Nie będę wdawał się w rozważania, w czyim to jest interesie. Logiczne myślenie i inteligencja wyraźnie to pokazują, ja zaś za stary jestem, aby ponosić rewolucyjne ryzyko.

W każdym razie, nie ma żadnej legalnej możliwości kupowania wina bezpośrednio za granicą, nawet jeżeli chcemy płacić Państwu, którego nie ma, akcyzę po to, aby wszystko było ok. Państwa nie ma, istnieją natomiast urzędnicy, setki urzędników, z których każdy reprezentuje własne interesy, a specjalnie skonstruowane pod takie partykularne interesy prawo pozwala mu robić w tym kraju, co chce, nie bacząc na interes ogólny.

No bo jak wytłumaczyć fakt, że interpretację przepisów podatkowych może wydawać kilka wybranych urzędów skarbowych w Rzeczypospolitej, a jeśli każdy z nich wyda inną interpretację, to rozsądzić tutaj może kilka specjalnie stworzonych Naczelnych Sądów Administracyjnych? Nie ma więc, faktycznie, żadnej interpretacji przepisów na korzyść podatnika, bo nie jest to logicznie i fizycznie możliwe. Zresztą być nie może, przecież chodzi o to, aby tak dokładnie nas wyalienować, abyśmy zapomnieli, że jesteśmy podmiotami, obywatelskimi podmiotami.

Drodzy Czytacze tego bloga, nie chodzi wcale o to, aby kupować tanie i dobre wino dzięki własnej inteligencji, lecz o to, abyśmy skuleni psychicznie kupowali tylko tam, gdzie specjalnie ustrukturyzowany rynek nam pozwoli. Ciekawe, kiedy zrozumieją to zbuntowani i czy tego dożyję. Póki co ktoś tworzy wokół nas dym zamulający do reszty nasze sterane mózgi.

Dlatego wypada mi przeprosić Pana Piotra i stwierdzić: nie, w Polsce nie wolno legalnie kupić wina u producenta za granicą, do wyłącznego własnego spożycia. Można jechać do Włoch, kupić 90 litrów wina i własnym samochodem je tutaj przywieźć, a potem zachlać się ze zgryzoty. I to by było na tyle.

Opublikowano 8 komentarzy

Najtańsze na świecie wina kupowane u producentów

Koala_wpisyNajwyraźniej gwiazdy ustawiły taką konfigurację, w której to portugalski producent z Ribatejo przysłał do mnie (bezpośrednio) ofertę pokazującą ceny FOB niektórych win w Portugalii (w regionie Ribatejo, gdzie duże nadwyżki produkcji wywołują niskie ceny sprzedaży u producenta) oraz, prawie jednocześnie, znalazłem w winnej sieci znakomity tekst o cenach win (Design, Wino i Sztuka).

Z natury rynku i w ogóle wszechrzeczy w dyskontach wielkich win nie ma, byłoby to bowiem sprzeczne z ideologią docierania do masowego klienta (polityka sumowania niskich marż w sprzedaży masowej gwarantująca potężny zysk). W dyskontach kupić można wina masowe, przemysłowe, jak ja to nazywam z uporem maniaka, winiawkę.

Wielkie wina nie mogą mieć małych cen. Taka oczywista oczywistość posiada, jednak, swoje ale… Wielkie wina mogą kosztować mniej, lub więcej – w zależności od tego, ilu pośredników wystąpiło w łańcuchu sprzedaży. Z tego prosty wniosek, wielkie wina będą drogie, lecz ciągle najtańsze, u samego producenta. Pomysł skatalogowania na blogu takich producentów po to, aby uprościć zainteresowanym ścieżki dostępu, jest pomysłem dobrym, mocno nacechowanym miłością bliźniego (można to też nazwać altruizmem), sam się nad tym zastanawiałem i zastanawiam, chociaż nie rozwiązałem jeszcze zagadnienia: co ja z tego będę miał? Otóż, jeżeli ktoś już wie, że najtaniej można kupić u producenta i będzie w tym kierunku zmierzał, to jego głowa mieści w sobie odpowiednią dozę oszczędności i na nikogo nie będzie chciał, dodatkowo, łożyć. Udostępniając, więc, linki uzyskam jedynie większa liczbę odwiedzających, niewspółmiernie zwiększając wkład własnej pracy. Mogę, ewentualnie, powstały katalog umieścić w płatnej części bloga, doświadczenia moje – jednak – są tutaj negatywne.

Gdybym, jednak, chciał wystąpić jako pośrednik, musiałbym stać się swoistym terminalem sklepu internetowego, czyli pobierać opłatę za towar z moją marżą (dajmy na to mityczne 1 €) i natychmiast jako ja płacić producentowi tyle, ile trzeba podając adres wysyłki do klienta, który mi zapłacił. W zasadzie proste, niektórzy już to robią, rodzi to jednak określone konsekwencje prawne związane z ryzykiem. Kto odpowiada za towar nietrafiony, za zwroty, za zaginięcia? Oczywiście ten, kto pobrał pieniądze od klienta, czyli ja, producent natomiast nie ponosi żadnej odpowiedzialności, kontrahentem bowiem jest pośrednik, tylko pośrednik. Brać takie ryzyko na siebie za 1 €? Nie warto. Pozostaje, jeszcze, otwarcie własnego sklepu internetowego z towarem bezpośrednio od producentów, z własną polityką cenową, ale to już zupełnie inna melodia, inny kapitał i prawne pułapki. Zresztą na to nie mam, zwyczajnie, pieniędzy.

Dlaczego w Polsce cena detaliczna wina, poza dyskontami, jest tak wysoka? Odpowiedź jest prosta: wysokie są koszty sprzedaży takiego wina. Postaram się to jasno wytłumaczyć, gdyż w przywołanym przeze mnie tekście autor trochę się nad tym prześlizguje, co wynikać może z ideologii, lub z niedopatrzenia. Mały importer kalkuluje swoje miesięczne 3000 złotych powodowany kosztami, które ponosi. Mogę to opisać prościej na przykładzie tłumaczeń. Teoretycznie jedna strona tłumaczenia kosztuje 20,00 PLN. Jeżeli raz w miesiącu przychodzi do mnie klient, a ja pracuję na czarno, to biorę od niego 20,00 PLN i mam obrót-zarobek miesięczny w wysokości 20,00 PLN (przyjmując, że nie mam żadnych kosztów). Aby funkcjonować legalnie powinienem zarejestrować działalność gospodarczą (moja nie jest działalnością nową), a więc powinienem mieć miesięcznie 1.100,00 PLN na opłacenie ZUS. Ten sam klient, który zamówi u mnie jedną stronę tłumaczenia i będzie jedynym klientem w miesiącu, powinien – w zasadzie – zapłacić 1.100,00 PLN za stronę po to, abym ja wyszedł na zero. Musiałbym zrobić 55 stron tłumaczenia po to, aby uzyskać przy cenie jednej strony 20,00 PLN kwotę, która pokryje ZUS. Nie wspominam innych kosztów. Nie jestem importerem wina, domyślam się jednak, że taki importer – oprócz ZUS – ma wiele innych kosztów, nie wspominam wcale o zysku (transport, czynsze, podatki, łapówki i tak dalej). Jeżeli sprowadzi 100 butelek wina, te butelki musi kupić i dołożyć marżę tak, aby przynajmniej wyszedł na zero. Tylko dyskonty, które obracają globalnie dużą liczbą towarów i kompensują ceny między tymi towarami, mogą sobie pozwolić na niskie ceny wina (o ile wino to kupiły tanio u producentów, a ponieważ nie ma wielkich tanich win, dyskonty dysponują tanią winiawką). Mali importerzy tego, po prostu, robić nie mogą. To nie wino u nich jest drogie, to Polska ma zbyt wysokie koszty prowadzenia działalności gospodarczej, lecz tutaj wchodzimy w politykę społeczną i gospodarczą i rozpoczynamy dyskusję z ministrami finansów. Dodam jeszcze: wielu z nas nie stać na wina drogie nie dlatego, że są one drogie, lecz dlatego, że jesteśmy biedni i kupienie wina taniego jest dla nas, również, zbyt wielkim wydatkiem.

Nie można łudzić się, że ceny takie szybko spadną. Pozostaje tylko uczyć się języków, lub korzystać z tłumaczy po to, aby móc kupować wino bezpośrednio u producentów, z nadzieją, że Unia przetrwa, co zagwarantuje, iż wino kupione Online w Portugalii faktycznie do Polski dojedzie.

Opublikowano Dodaj komentarz

Uważaj na marzenia, one mogą się ziścić

Tak powiada, podobno, chińskie przysłowie. Myśląc o losie Grecji i niemieckich kolonistach, którzy wyspa po wyspie wykupią Helladę (a już w Lidlu Koala_wpisyzauważyłem niedrogie białe wino z assyrtiko) i o tym, że marzenia Greków niezupełnie przystają do współczesnej rzeczywistości, mimo wszystko obstaję przy marzeniach, dzięki nim bowiem i wino jest smaczniejsze, kobiety piękniejsze w porannym słońcu, a i koty mniej miaukliwe. Przez ostatnie dwa tygodnie piłem wino zgodnie z realiami, oderwany od marzeń i – niestety – ani jedna butelka nie pozostała w pamięci, tak niewarte były te wina zakupu i spożycia. Dlatego nie pisałem o nich, może potraktuję je zbiorczo i wrzucę do kosza niepamięci, nie zmieni to jednak faktu, iż coraz więcej takich win zalega na półkach w pobliskich dyskontach. Wino, aby było dobre i godne zapamiętania, musi być wyjątkowe. Wyjątkowe wino nie może być tanie, nie spotkamy go, więc, prawie na 80%, w dyskoncie. Wyjątkowość kosztuje i aby mieć do niej dostęp, trzeba być bogatym. Nie chodzi przy tym o to, aby nagle wszyscy stali się po równo biedni, lecz o to, aby coraz więcej mogło stać się bogatszymi, dlatego marzenia są potrzebne, gdyż uruchomić mogą przedsiębiorczość, aktywność, nakręcić kolejne marzenia, czyli – po prostu – uczynić życie tym, czym być powinno, z pewnością z dala od uległości niewolniczej i zgody na nieuchronne fatum umierania. Γεια σου!

Opublikowano Dodaj komentarz

Ελλάδα, τα καλύτερα

Wino bogowie dali nam po to, abyśmy dzięki euforii czcili życie, bowiem życie nasze najwspanialszą świątynią jest, w której spotykamy, każdy z nas, własnego Boga. Ze świątyni Chrystus wypędzał handlarzy, życie bowiem nie jest miejscem na kupczenie i lichwę. Ktoś wreszcie, parę dni temu, powiedział „nie” narzucanej rzeczywistości dyskontów i bankierskich sztuczek i przypomniał światu, że nie do końca w człowieczym losie chodzi o wartości wytworzone i że trzeba pochylić się, czasem, nad wartością, która jest w nas. Życzę Ci powodzenia, Grecjo.

Dawno, dawno temu, gdzieś pod Paryżem, na spotkaniu z Agnieszką Holland, która opowiadała o naszym stanie wojennym, obecni tam młodzi Grecy z niepokojem pytali, czy w pragnieniach ówczesnej polskiej Solidarności było miejsce na marzenie. Dzisiaj tutaj, w Polsce, kiedy powoli zacierają się w głowach marzenia, słuchamy jedynie, jak syczy łajno w podsłuchanych knajpiarskich pogaduchach i trzeba było Tsiprasa, aby takie marzenie, przynajmniej w mojej głowie, przebudził. Wbrew historii i logice tutejszego biegu szczurów. Słucham, więc, sobie teraz na YouTubie Dalarasa i marzę, może Wam się uda. Ελλάδα, τα καλύτερα.