Opublikowano 2 komentarze

Drzwi po cichutku otwarte, czyli moje podsumowanie roku 2015

Przyszła, więc, pora na podsumowania. Niektórzy podsumowują nawet za wszystkich, dzięki czemu dowiedziałem się, żem bloger i że można czytać moją publicystykę. Znam dość Koala_wpisydobrze własne ograniczenia, niektórych z nich sam używam po to, aby sprawdzić, jakie budzą reakcje i czy warto, potem przychodzi moment, kiedy zmieniam kaftanik, aby nadal robić to, co lubię i tak, jak lubię, nie przejmując się zbytnio opiniami. Blogowanie traktuję jako ćwiczenie warsztatowe, przypominające wiwisekcję. Przez cały ubiegły rok miałem około 120 tysięcy wejść na stronę, z czego około 20% dotyczy powtarzających się odwiedzin, udało mi się, więc, stworzyć grupę odbiorców, którzy chętnie do mojej pisaniny wracają. Poza tym blogowanie to wspaniała szkoła przebywania w sieci, sieć zaś jest instrumentem specyficznym i nie należy do niej przykładać tradycyjnych przymiarów.

Każdy z nas jest inny i tak ma być. Każdy z nas ma prawo i obowiązek być inny i nie istnieje tutaj żadna sprawiedliwość. Jedynym kryterium naszej wartości jest statystyczny wykres odwiedzin, niezależnie od tego, czy nasza grafika jest ładna, czy też może komercyjna, jak każde (zresztą) przedsięwzięcie, a blogi są również sposobem na utrzymanie przy życiu, także w jak najkonkretniejszym tego aspekcie. Nie ma czegoś takiego jak bloger winny. Jest żyjący w określonej rzeczywistości człowiek, który pisze o tym, co go najbardziej interesuje, a jeśli ma siłę i czas, robi to w miarę regularnie. Mój blog istnieje od lipca 2013 roku. Do tej pory opublikowałem w nim 710 wpisów, z których część lubię bardziej (właśnie w kategorii „publicystyka”), część zaś traktuję jako daninę do złożenia w sieci po to, aby w niej zaistnieć (a poważne istnienie w sieci wyznaczają nie koledzy blogerzy, lecz Pan Gugiel, czy tego chcemy, czy nie). Moje recenzje, które coraz częściej stają się publicystyką, są tutaj elementem pozycjonowania, lecz to dzięki nim zdobywam doświadczenie i siłę, co powoduje, że ktoś zaczyna mnie zauważać. A zauważony mogę pisać tak, jak lubię i reagować tam, gdzie innym nie wypada. Cóż, jestem częścią naszej rzeczywistości i nie mogę udawać, że taka nie istnieje, a jeśli rynek wciska mi wina z dyskontu po to, abym rzeczywistość oglądał w różowych okularach, piszę o tym, jak o każdym kicie, którym świat chce mnie oszukać.

statystyka_towinakoaliZa stary już jestem, aby stać się zawodowym kiperem. Za biedny jestem, aby jeździć po świecie i zwiedzać winnice. Dzięki sieci mogę znaleźć się w każdej chwili tam, gdzie zechcę, dzięki znajomości języków mogę przeczytać to, co jest dostępne. To wszystko staram się robić jak najlepiej, a w moim przypadku najlepiej oznacza po polsku, blogerem, bowiem, jestem, czyli pisarzem (przypominam, że blog jest tylko prywatnym dziennikiem tworzonym publicznie). Świadomy, więc, wszystkich opinii na mój temat odpowiadam, że robić będę nadal to, co robię, bo Koali zapiski o winie wcale nie mają zamiaru stać się zapiskami o poczuciu winy, co by było na tyle.