Opublikowano Dodaj komentarz

Cień Życzeń w misiowym dziegciu

spacerTrudno jakoś życzenia radosne składać, czasy nie takie, mózgi nie takie, klawiatura nie taka. Kiedym na tych stronach o dialogu próbował i winem ten dialog trącał, jako że ono najlepszym według mnie przykładem tego, co naturalne i boskie i co człowieka może połączyć w rozmowie  z drugim człowiekiem, wydawało mi się samo z siebie zrozumiałym, iż za dialogiem skrywa się Ten, który przykazaniem miłości bliźniego boskiej nam dodał natury (a przykazania towarzyszyły mi od dzieciństwa i staram się o nich do dziś nie zapomnieć). Nie głoszę imienia Jego wszem i nadaremno, wystarczy mi to, w czym żyję i pewna umiejętność pisania, a także serdeczne przywiązanie do doczesności, Pana pozostawiając siłom wykwalifikowanym.

W rozlicznych hejtach gdzieś tam na innych stronach wyczytałem skargę jakiegoś robaka biednego, iż tamci, co z pustyni idą, wiarę swoją za jedyną prawdziwą uznali i pojąłem nagle, że dla robaków biednych naszych problemem nie jest tamtych wiara, lecz to, że w ogóle jakaś wiara  istnieje, oni – bowiem – własną żarliwość dawno utracili i w pędzie szczurów do żłobu o wszystkim zapomniawszy walczą o swoje miejsce w szeregu.  Więc jak prowadzić dialog, jeżeli w środku wiary zabrakło, a innych żarliwość zdziwienie wzbudza jedynie i niechęć? Jak rozmawiać, jeżeli miłości bliźniego nie znamy, a Stwórcy dodając rozliczne przymiotniki negujemy Jego istnienie? W takim kontekście wino przestaje mieć jakikolwiek sens i pojawia się – w końcu – wina posypująca popiołem każdy człowieczy postępek, bez ładu i składu oskarżając wszystkich i wszystko o nieustanny spisek.

Cóż, więc, pozostaje? Uparta prośba o zastanowienie się i przyjęcie wyroków boskich bez dodawania przydawek, On – bowiem – , jeżeli istnieje, jest Jeden i niepodzielny dla wszystkich i wszystkiego. Spokojnej Wielkiej Nocy i to by było na tyle.

Opublikowano 1 komentarz

Najważniejsze, Misiu, jest wino

spacerTo dotarło do mnie jak iluminacja, w łeb uderzyło, szyją zatrzęsło, spowodowało wybuch kaszlu w środku nocy, na który  żaden syrop nie chciał pomóc, jak – bowiem – pomagać, jeśli nie Koala_wpisybakterie to, ani wirusy, nerwicy zaś, albo uczulenia na współczesność uleczyć nie idzie, więc z tym sobie tak po prostu poradzić nie mogę. Chyba będzie ze mną usque ad usrandum i powinienem się z tym pogodzić. Myśli, natomiast,  za każdym odkaszlnięciem odrywając się od tchawicy wpadały gdzieś w czeluść płucną i wąsiskami drażniły budząc i denerwując, a co jedna to głupsza, bo misie na starość zwyczajnie głupieją (co sugeruje, iż kiedyś  bywały mądrzejsze).  Jeżeli postępujące głupienie dotyka wszystkich i łączy się z określonymi procesami zachodzącymi w starzejących organizmach, to – biorąc pod uwagę średnią wieku wśród naszych polityków – czarno widzę, chociaż nie chciałbym wcale, by koala stał się kolejną Pytią, czy inną Kasandrą.

Policzyłem sobie, że pijąc jedno wino z dyskontu raz na dwa dni wydaję w takim dyskoncie w tygodniu mniej więcej 60,00 PLN, wdając się potem w pseudo społeczne dywagacje i nerwicując niepomiernie. Takie picie obraca w kółko wokół i wokół w kółko te same smaki, lub ich niedostatek i w niczym nie rozwija, a ciągle łbem o mur niespełnionych doznań bijąc, jak bramkarz  Tacconi mózgu się wyzbywam, coraz szybciej do seppuku zbliżając. Uznałem, więc,  że czas z tym skończyć,  a wyjście z impasu wskazał (nie po raz pierwszy zresztą ) Mistrz  WB  z Winicjatywy, tym razem przy okazji jubileuszu firmy Festus recenzując  Priorata.  Przeliczyłem szybko wydawane pieniądze i między atakami kaszlu nocnymi zakupiłem w sieci butelkę Priorata wspomnianego, o której niebawem napiszę.  I tak raz w tygodniu wypijać będę jakieś przykładowe wino (zwykle wskazane przez Winicjatywę, onać bowiem alfą i omegą pozostaje) porównując własne doznania z tym, co mądrzejsi ode mnie napisali.

Wiosna idzie, Misiu, pora otrząsnąć się, uciec od głupoty korzystając z pomocy mądrzejszych  i wrócić do sarenek i żurawi, a także do normalności, bo wino jest najważniejsze. I to by było na tyle.

Opublikowano Dodaj komentarz

Piketynkę czas zacząć, panna Ela rusza

spacerNie wypada tak zaczynać, mimo że nowa norma wprowadzana przez pewną Panią Profesur pozwala, w zasadzie, na wszystko, no nie wypada, lecz patrząc na sieciowe zdjęcia Piketty’ego ochota przychodzi  Onieginem polecieć i „dorwał się młody do swobody, fryzura krzyk ostatniej mody, dandysa londyńskiego strój…” wrzucić, chociaż tutaj mamy dandysa raczej paryskiego, nie londyńskiego, co dzisiaj okrutnie dużą stanowi różnicę. Nie mam nic do osoby, człek ów może okazać się wspaniałością, istną duszą i małmazją, jednakże tak nagłe wszem i wobec lansowanie każe mi zająć, jako żem miś o okrutnie malutkim rozumku, postawę ostrożnie oczekującą: może czas wszystko zmieli?

levino_galvaPoruszane tutaj przeze mnie nieustannie Ortega y Gassetowskie masy tym się charakteryzują, że wszechobecne narzucają nam wszystkim swój masowo przemielony charakter i spoglądają na nas z czołówek gazet i z okładek książek powstałych na zamówienie; po to, by można było uzasadniać mierność, szarość  i głupotę, nawet w wykonaniu małolatów w znakomicie uszytych garniturach. Tak się jakoś, dzięki rewolcie mas, porobiło, że szkoły zamiast wypuszczać myślących obywateli, tworzą wedle sztancy osobników wyuczonych fachu w znakomitym sposobie, lecz pozbawionych samodzielnego myślenia, którym brak czasu związany z masowością zabrania pochylać się nad źródłami, rozumieć rzeczywiste dylematy i których przedstawiciele są  wśród z jednej strony pozbawionych ogłady babiszonów, z drugiej zaś pomiędzy elegancikami  świetnie przygotowanymi technicznie do produkowania nieskończonych ciągów znaków ukrywających niespotykaną dotąd w historii myśli ludzkiej pustkę (i obłudę).

Aby zaproponować bogatym podatek od bogactwa wcale nie potrzeba tysięcy stron i wykresów, wystarczy odrobina zdrowego rozsądku. Niedouczone gnomy, które jak lawa wypluwane z wulkanów mas stają się fundamentem naszych społeczeństw,  z powodu własnego nieuctwa podlegają szybszej erozji, rotacji na stanowiskach, ścierają się z lustrzanymi przeciwnikami, posiadającymi  w mózgach takie same pustki i dlatego nie argumentami szermują, a łajnem, a smród z tego wydobyty zatruwa nas wszystkich, także takich jak ja dinozaurów.  A z  tej grypy nie ma powrotu. Może pozostanie wieś, przyroda, tyłkiem odwrócenie się do walczących ze sobą pustogłowych klanów.  Zobaczymy.  I to by było na tyle.

Opublikowano 2 komentarze

Henning Mankell

spacerGdzieś tam w telebaczenii wznowiono Wallandera, koala schorowany doczłapał po kanałach i spotkał tam ducha Mankella, który opowiadał (film wyemitowano przed projekcją Wallandera). O wszystkim opowiadał, a mówił tak, jak pisał i owinęło mnie ciepło jakieś i postanowiłem zaklepać miejsce moje przy jego nazwisku, co – być może – wiele nam wszystkim ułatwi. Nie będę streszczać słów pisarza, każdy może znaleźć doń własne ścieżki, jeśli poczuje zainteresowanie. Potraktuję go egoistycznie, jak szczudło jakieś i nadal będę drążył we własnych obsesjach, chociaż wiem, że wielu czytaczy myśli sobie, żem uwił tutaj gniazdo po to, aby dokonywać rzeczy wręcz niesamowitych. Otóż nie, ten blog jest tylko i wyłącznie ostateczną zgodą moją na świat, który z dzieciństwa już nie wróci, który – w ogóle – nigdy nie wraca i którego nie wolno było odkładać na jutro, jeśli chcieliśmy wyrzeźbić człowieka z lwią głową. Ponieważ nie biorę udziału w żadnym wyścigu, czy szczurzym, czy ludzkim i bardziej mnie ciekawią jesiony wysokie na granicy działki u sąsiadów, lub wspomnienia wieczorne wycieczek do Chablis, czy Auxerre (a ileż to lat temu było), ten blog nie może zmieścić się w żadnej branżowej definicji , lecz z tym muszą sobie Państwo poradzić sami, moją wewnętrzną potrzebą jest jedynie ufryzowanie grzywy  lwu i takie wyważenie ciała, aby łeb z figury nie spadł. Reszta płynie wokół i niech tak już zostanie.

henning_mankellNiewolę zafundowaliśmy sobie sami i nie uwolnimy się od niej, dopóki nie zechcemy uświadomić, iż wynika ona wyłącznie z naszych wyborów. Zawsze będziemy czyjąś kolonią, najpewniej własnych egoizmów i jeżeli zapragniemy kolejnych gadżetów, zawsze znajdzie się usłużny dostawca, któremu zapłacimy frycowe. O wiele bliżej byliśmy wolności, kiedy młodzi spacerowaliśmy po ulicach czerwonych wtedy miasteczek i spotykaliśmy pod kościołami po to, by dyskutować, marzyć, walczyć, niż teraz, kiedy pozostaje nam tylko nieme przerażenie, iż za światem już nie nadążamy.  Zamiast, więc, oddawać się własnym frustracjom, fryzujmy grzywę lwu, który za nas będzie wiecznie w kosmos spoglądał i z Mankellem uśmiechnie się do nas – w końcu przecież wszyscy jesteśmy jedną człowieczą rodziną, chociaż niektórzy maski zwierzęce pozakładali w imię człowieczeństwa.

Mimo grypy udałem się wczoraj w miejsce, gdzie niegdyś stał Auchan i spotkałem z nowym, dla mnie, wynalazkiem. Nie ma Auchan, pojawiła się sieć B1, a w niej, oprócz trochę innego wystroju i napisów po białorusku, które trudno byłoby znaleźć w samej Białorusi, bardzo ciekawa półka win, z częścią poświęconą Burgundii, z moim kochanym Mâcon i wieloma innymi. Kupiłem Mâcon, o czym napiszę jutro i lew się uśmiechnął wpatrzony w telewizyjną twarz Mankella. I to by było na tyle.

Opublikowano Dodaj komentarz

Jako że wszystko już było

W nieskończonej liczbie razy powtarzając się i w przyszłości podobnie będzie, a tak w kółko, a sens w tym zobaczyć trudno i jako że grypa piketynka wcale odpuścić nie chce powodując, że temperatura skacze od 35,6 do 39,6, zamazując krawędzie, osądzać – więc –  mógłbym jedynie rozmyte, a nie wiadomo, czy odnosi się ono do jednej, a może drugiej strony, a czy osądzać i po co osądzać to, co już dawno osądzone, wystarczy w pierwszym – najbardziej widocznym – rejestrze poczytać sobie dokładnie historię kilku zakolegowanych ostatnio krajów (doradzam szczególnie Włochy i Hiszpanię, o Rzeszy nie wspomnę) i wleźć pod kołdrę…

ray_donovanPróbowaliśmy, to znaczy Koleżanka Małżonka i ja, kurować się nalewką z kwiatu bzu czarnego, która wbrew przypuszczeniom kolor ma słomkowy i gorycz cudownie rozgrzewającą, daje to pewne efekty, ale jak tak dalej pójdzie, koala zamiast eukaliptusa zacznie po wsiach bzu czarnego szukać i bimberku odpowiednio skręconego ( po taki, jednak, trzeba trochę głębiej w brzuch Podlasia się udać, co grozi nieustannym ścieraniem się ze ślachto i innemi kuńmi). Poza tym czuję się równie zniewolony, jak cała reszta obywatelskiej braci i to zniewolenie odbiera mi do reszty siły, chociaż nie przypominam sobie, aby ktoś kiedyś mi takie zniewolenie narzucał,  raczej sam je se wybierałem łaknąc nieograniczonej konsumpcji w swobodzie wybierania nieskończonej liczby opcji, za którymi zawsze czaić się będzie okrutny Kapitał. Gdyśmy rzeczywiście chcieli pozostać wolnymi, musielibyśmy mieć odwagę i wyrzec się „mieć” po to, aby „być”, a przecież tego nie zrobimy, czyli że walczymy o przejście z obozu jednych do obozu drugich, gdzie nadal nasz nieokiełzany  pęd do rzeczy niewolić nas będzie, już po drugiej, może bardziej polskiej, stronie (cokolwiek to znaczy).

W ogóle wszystko iluminacją jest i to strasznie prostą, a rzeczywistość sprowadzić można, dla opisu, do kilku prostych prawideł, cały natomiast zewnętrznie skomplikowany blichtr to tylko didaskalia, my – jednak – tutaj, w tym ziemskim grajdole wolimy zajmować się teatrem, prawda jest – bowiem – zbyt prosta. Można ją, więc,  potraktować z kopa i nazywać sloganem. Najbardziej sloganiaste ze wszystkich sloganów zawarte są, na ten przykład, w przykazaniach, których jest tylko dziesięć i jeśli zechcieć oprzeć się na ich prostocie, można zostać posądzonym o herezję i tak dalej, i tak dalej. Powtarzana przeze mnie mantra o wyższości Świąt Wielkiej Nocy wcale nie pochodzi z kabaretu, Jan Tadeusz Stanisławski zastosował opinie Maxa Webera do własnego życiowego programu, ja zaś klepię po wszystkich takich, bo wszyscy klepiemy, jako że wszystko było już i  w nieskończoność będzie. I to by było  na tyle. A głos mi niskim stał się, jak u Raya Donovana.

Opublikowano Dodaj komentarz

Grypa zwana piketynką

Otóż grypa zapanowała nam miłościwie i ścina łby całkiem młodych osobników, nie bacząc na to, czy pili i palili, czy też nie, co może wreszcie niektórym przypomni, iż lepiej szatę pokutną przyodziać, z Odessy przez Grajewo do serca narodu (całego, nie jednej trzeciej) przebić się i zbożne czynności wykonywać, czyli takie, które zgodę, nie kwas tworzą, a szlachta nasza, która zawsze śniade niewiasty kochała, wybaczy o wiele więcej, jeżeli dobrobyt pojawi się (o ile, oczywiście, grypa odpuści). W ogóle to szlachta nasza nie znosi stać w drugim, czy trzecim rzędzie, nie może ścierpieć pokornego czekania, więc obraziła się była na braci z Zachodu i nagle postanowiła wrócić na wschodnie łona, bo tam i cieplej jakoś i więcej szans na władzuchnę. Wydaje się, że w tym właśnie celu zabrała się szczególnie za kunie, no bo jaki to ślachcic bez kunia, a kudłacz – wiadomo – wszystko zrobi, aby się Panu przypodobać. Kudłacz, w ogóle, myśli dalej niż kuński zad wskazuje i, w istocie, ślachciców robi w takiego, właśnie, kunia, a ten, jaki jest, to kużden widzi. Rzeczywistość w sam raz dla rozważań o Parpie, słoniu i o koreańskim dobrobycie.

pikettyJak widać, słychać i czuć, koali grypa na mozgi rzuciwszy się, nie chce odpuścić, postanowiłem – więc – uwierzyć prorokom z Grajewa (nawiasem mówiąc, skąd przypuszczenie, że ten gród niezwykłej dynamiki i urody na Podlasiu znajduje się, a nie na Mazowszu?) i zakupiłem księgę przegrubą guru paryskich ekonomistów Piketty’ego, nie lubię, bowiem, czegoś nie wiedzieć. I wtedy właśnie, jak za dotknięciem różdżki jakiejś przyplątało się choróbsko powodujące, że każdy łyk wina w gardle mi staje, cofa się, drży ze strachu przed ewakuacją, tak jakby w konsekwencji czekała nań Parpa z ustawami specjalnymi, albo opona jakaś, albo… lepiej może nie skończę, chciałbym przeca spokojnie między kurami i kaczkami dożyć właśnie pod wspomnianym Grajewem, ale z pruskiej strony, jak na ideowego mennonitę przystało.

Zauważalnie wypada ostatnio zapoznać się, nawet przez szybę telewizorni, z dziełem wzorca intelektualistów paryskich, tym bardziej, że w ten sposób udowadnia się przed sobą samym niezwyczajną tolerancję. Otóż Piketty wspomina miliony razy filozofującego ideologa, zwanego Wielkim Rebe z Trewiru i wydaje się mieć w jego kierunku jakowąś sympatię, co sugeruje, że już można być u nas różowym, jako że czerwonego zabilim. Do tego jeszcze guru z Grajewa sugeruje, że Piketty nie jest fe, no bo nie może być fe ktoś, kto podatkami chciałby nierówność immanentną likwidować, no bo jak nie lubić takiego, co to daje kolejny instrument do łupienia ludzi? Może tutaj skryła się przyczyna nagłej sympatii? Mody, rzekłbym, zakaźnej, ale lepiej zarazić się grypą piketynką, niż do końca życia durnia kroić w kolejce do kasy w Biedronce, albo w Zusie. I to by było, znów, na tyle.