Opublikowano 4 komentarze

Powiatowa chce win dobrych i tanich

Dobrymi intencjami piekło wybrukowali. Środki przekazu zalewa fala frazesów, słyszę ciągle duperele o nadchodzącej prosperycie, chociaż moja kochana Powiatowa coraz dalej w tyle pozostaje. Nic do mnie nie dochodzi o pozytywnych regulacjach w handlu winem Online, kolejne dodawane interpretacje zwiększają zamęt, więc mam niekiedy wrażenie, że górę interesuje wyłącznie los 20% mieszkańców z dużych miast.

Przy niektórych miasteczkach pobudowano katedry konsumpcji, gdzie można niekiedy znaleźć przyzwoite wino w dość dostępnej cenie, niestety zapowiedź mitycznych akcyz zwiastuje koniec takich katedr,  no bo kto tam przyjedzie robić zakupy, jeżeli na rzęcha stać go nie będzie, a autobusy raczej nie dochodzą?

Pozostają nam sklepy Online, mimo że ich sytuacja jest dwuznaczna, a kupując w nich ma się świadomość nieustannego chodzenia nad przepaścią. Odnoszę wrażenie, że nadal sprzyja się koncentracji kapitału w rękach międzynarodowych korporacji, które teraz nauczyły się nami manipulować stosując hurra narodowe hasła. Nie jestem zainteresowany wielką polityką, mieszkam w Powiatowej i nieustannie pyskuję w moim wyłącznym interesie. Liczyłem na dobrą zmianę, ta – jednak- zdaje się oddalać odlatując w pomysły godne surrealistów.

Czy dożyję paru lat spokoju? Bez słuchania pierdół o wielkości i obok przyjaznych sąsiadów? Chyba nie, jako że specjaliści od permanentnych rewolucji opanowali do perfekcji sztukę mamienia. Pozostaje, więc,  czekać na spotkanie z Cohenem, w nadziei, że jakiś watażka nie zechce po śmierci mi grobu otwierać. Na emigrację, niestety, za późno. I to by było na tyle.

Opublikowano 4 komentarze

Iluminacja

Zawsze jest jakaś zatoka i zielone światło na drugim brzegu. Przychodzimy i odchodzimy, zatoka pozostaje, światło też, trzeba tylko chcieć je zobaczyć, rozgarnąć rękoma mgłę, dobrze przemyć oczy, zwilżyć gardło spokojnym tempranillo i robić swoje. Kręcąc się za własnym ogonem wracamy zawsze do miejsca, z którego wyruszyliśmy i czy to ma dla nas jakiś sens? Nie wiem, może nie warto w ogóle zadawać podobnych pytań, nawet moje ulubione pytanie „dlaczego”  zawiesza się jak stary dysk i nieme patrzy na zielone światło po drugiej stronie zatoki.

Wspinając się w poszukiwaniu wyleniałego smoka gdzieś po kamienistych ścieżkach Kantabrii patrzę trochę z góry na otaczający świat, w którym kolejni przychodzą i odchodzą, czasami oślepia mnie słońce, czasami marzną od śniegu dłonie. Idę powoli w górę, uczę się nowych rzeczy, zauważam nowe trendy i ze zdziwieniem stwierdzam, że wszystko, nadal, mnie cieszy. W sens jakiś jestem zawinięty, jak w ciepły koc, coś mnie nieustannie chroni i dodaje sił, chociaż lat coraz więcej. Mózg młodnieje jak u Benjamina Buttona; ciekawe, kiedy pojawi się zdziecinnienie.

Zatrzymać się nie mam najmniejszego zamiaru. Za plecami mam całą Mesetę, za górami przede mną Kraj Basków i morze. Przygoda z Rioją, która mnie dotknęła, zaczyna zataczać coraz szersze kręgi, ze wszystkich stron docierają do mnie odgłosy dyskusji, która zmienia się w modę i czuję się usatysfakcjonowany, iż od smoczej wycieczki wszystko się zaczęło. Oby żar smoczy tego nie spalił. Na razie każdy krok wzmacnia kamienie układane jeden na drugim i nowe klejnoty zagnieżdżają się pomiędzy słowami, a przecież o to chodzi. Każda epoka ma takie wartości, na jakie zasłużyła, teraz przyszedł czas Sieci, ta zaś, jak górska ścieżka, może prowadzić wszędzie i donikąd.

Zawsze, przy tym, jest jakaś zatoka i zielone światło na drugim brzegu. I zawsze jakiś kantor wyśpiewa nam los ostateczny, zawijając w pieśni imiona radości i smutków. Mazeł tow, śpij w pokoju. I to by było, na razie, na tyle.