Opublikowano 1 komentarz

Taka tam sobie egzaltacja

Im dłużej człek żyje, tym większą ma ochotę. Na wszystko. Na chleb, na baby, czy chłopów, na lody, na wylizywanie talerza po obiedzie (wtedy sos jest najlepszy), na chodzenie do szkoły i pod szkołę, na krzyki nocne w środku miasta, na pączki (nawet te z Biedronki), na przejażdżki konno, na wyprowadzanie wszystkich psów świata, na świece i wino przy świecach, na kamień w tyłku dziurawo uwierający, na kolejny kamień w nerce, na podróże zapchanym pociągiem o czwartej nad ranem, na biegi za tramwajem po Jerozolimskich, na piesze nocne wycieczki z Grochowa do akademika na Smyczkowej, na życie, znaczy się, na życie, które niby to Stwórca wymyślił, nie dając całkowitej wolności wyboru (śmierć, bowiem, zależy tylko od Niego).

W tej ochocie coraz mniej miejsca znajduję na wino. Źle je rozumiemy pisząc nasze blogi, omawiamy jak bułki, rowery, czy kawałki metalu, albo jak zimne kamienie gdzieś przy drogach. Tymczasem wino to metafizyka i dramat, lub też uchylony lufcik, przez który można zaglądać do nieba. Takiego okna nie można mylić z cukierkowatym smakiem w ustach, czy z tablicą ogłoszeń przy wejściu do marketu.

W tej ochocie coraz mniej czasu mam na pisanie. Tu też wydaje mi się, że błądzę po ścieżkach niepotrzebnego marketingu, jakbym, – jako bloger – miał stać się bardziej blagierem i zachwalać flaszki, niby na jarmarku. Pisanie zaś, owszem, jest jarmarkiem próżności, a tę należy zapełniać raczej egzaltacją chwaląc Pana, chociażby dlatego, że nic a nic Go zrozumieć nie potrafię.

Wino, zaś, czyli euforia, sił powinno mi dodać, abym doskonałość świata znieść mógł łatwiej i aby ochota przychodziła na każdy nowy kęs. Dostaliśmy wino wraz z winoroślą od Starego Świata, w którym i bogów było więcej i więcej porządku, a wszystko to bliżej natury i bez sztucznych tanin. Dzisiaj zbliżamy się do chwili, kiedy euforyczną doskonałość stworzą nam w laboratoriach, my natomiast dojdziemy do wniosku, że to jest doskonałość właściwa i jedyna i zapomnimy o Starym Świecie i to będzie, niestety, nasz koniec. I to by było na tyle.