Opublikowano 7 komentarzy

Wina dla niezasobnych – pułapki wolności

Wolność, czyli swoboda wyboru, rozbudza ambicje. Masy poczuły, dzięki takim ambicjom, iż stać się mogą własną antytezą i chcą transformacji w elitę, a co za tym idzie pragną skorzystać z wszystkiego, co elitę elitą czyni. Między innymi wina do obiadu, czy jak kto woli kolacji i tutaj nagle zderzają się z rzeczywistością, bowiem swoboda wyboru boleśnie rani faktyczne możliwości. Na łbie powstają guzy, a te zwykle bolą.

No bo jeśli codziennie konsument z mas zechce do posiłku zakupić butelkę wina, stołowego lub szlachetniejszego, to biorąc pod uwagę promocje, dajmy na to,  w Tesco, powinien wysupłać minimum 10,00 PLN (każdego dnia), czyli przez miesiąc 10,00 PLN x 30 (czy 31) dni. Na 300,00 PLN masowy konsument może sobie w miesiącu pozwolić, chociaż ograniczony tylko do takich win, co tyle kosztują, a już przy winach za 40,00 PLN z 300,00 PLN robi się 1200,00 PLN, co sprawia, że sprawa zaczyna być poważna. Taki masowy konsument dostaje na rękę w miesiącu 2400,00 PLN, czyli musiałby na samo wino wydawać połowę wypłaty, jeżeli zapragnie w Polsce być Włochem, czy Francuzem i pić wino codziennie. Czy jest to możliwe? Proszę czytelnika, jeżeli takowy istnieje, aby sam sobie na pytanie odpowiedział, ja – po prostu – nie wiem.

Tak to dochodzę do witryny sklepu zwanego społeczeństwem. Za ogromnym oknem z pancernego szkła ciastek i flaszek co niemiara, wolno je oglądać z daleka i napędzając się marzeniami brać udział w wyścigu szczurów po to, by osiągnąwszy jakikolwiek sukces natychmiast skonsumować to coś, co za szybą. Do tego, przed oknem tłumek blogerów winnych zachęca mnie do udziału w konsumpcji, w cynicznej świadomości pozostając, iż realnie mogę o szybę łeb sobie rozwalić. Pisząc, zatem,  o winach, ja – w pewnym sensie również bloger winny, czy to się komu podoba, czy nie – staję się trybikiem pułapki wolności; iluzjonistą, prowokatorem marzeń, a także generatorem frustracji.

Marzenia spełniają się w jakichś 10 procentach. Reszta to frustracja. Coraz częściej staje się ona motorem postępowania i zaraża wszystkich, z wyjątkiem takich, którzy mogą sobie na wszystko, codziennie, pozwolić. Frustracja wredną jest i robi z nas paskudne typy, niewiele wspólnego mające z celami, jakie gdzieś w każdym środku drzemią. Piszę, zaś, tekst ten ku przestrodze tym wszystkim, co to szlachetnymi intencjami wypełnieni, brukują piekło cudzych marketingowych ambicji.

Opublikowano 3 komentarze

Wina dla niezasobnych – krótka próba podsumowania

Po trzech latach terminowania, mniej lub bardziej udanego, spróbuję w najprostszych słowach podsumować wiedzę o winach dla niezasobnych po to, by pomóc tymże w wyborze.

Otóż przyjmuję, że interesują nas wina tanie i dobre i że chodzi o wina w rozumieniu unijnych dyrektyw, a nie o napoje alkoholizowane, te – bowiem – nas tutaj nie interesują. Po trzech latach ćwiczenia smaku z pomocą co szlachetniejszych importerów mogę jednoznacznie stwierdzić: wszystko, co rozsądne zawarte jest w graficznie zilustrowanym na stronie głównej tego bloga stwierdzeniu Jancis Robinson.

W cenach poniżej 8 funtów (czytaj 40,00 PLN) trudno jest znaleźć wino, które spełnia podstawowe warunki, chyba że są to okazje, a te nie podlegają prawidłom ekonomii. Na okazje poluje się w dużych sieciach dystrybucji jako, że tam najwięcej jest win kosztujących mniej niż 40,00 PLN, lecz sukces w takim polowaniu uzależniony jest od ryzyka. Tutaj potrzebni są winni blogerzy pełniący rolę królików doświadczalnych, oni bowiem stawiając czoło ryzyku oceniają je i wydają opinię: kupować – nie kupować.

Tak rozumiana rola winnego blogera pokrywa się z tym, co głosi Robert Parker, a więc bloger jako winny krytyk może reprezentować wyłącznie interes konsumentów.

Reprezentując interes importera, czy wytwórcy przestaje być krytykiem-recenzentem, a staje się agentem marketingowym. Wtedy ma prawo doradzać (w końcu to wolny kraj), jasno przy tym precyzując swoją pozycję i nie wprowadzając konsumentów w błąd.

Wina okazyjne bywają dobre, bywają złe, przy czym oceny są skrajnie subiektywne. Coraz częściej zdarzają się w tej transzy dobre wina przemysłowe, jest to jednak osobny rozdział, o czym od czasu do czasu tutaj wspominałem.

Wina przemysłowe to takie, w których zastosowano składniki specjalnie wyprodukowane chemicznie po to, aby świadomie obniżyć koszty (sztuczne taniny, utrwalacze, polepszacze smaku). Wydaje mi się, że rynek win tanich idzie w tym kierunku, jako że jest to w ogóle logika zmian naszego świata. Dobrze byłoby mieć tego świadomość i móc znaleźć na kontretykiecie jasne wskazówki na temat składników, które producent rzeczywiście zastosował, by wyprodukować kilkanaście milionów butelek po 7,00 PLN każda bez uszczerbku dla smaku (pozwalając przy tym sprzedawcom-dystrybutorom na uzyskanie przyzwoitej marży).

Najprzyzwoitsze wina kosztują od 8 do 20 funtów (czyli od 40,00 do 100,00 PLN). Wszystko, co powyżej jest jedynie marketingowym bajerem i służy zaspokojeniu pychy tłustych kotów*. Wina w tych cenach można kupić u każdego dystrybutora-specjalisty, a w sieciach Online ma się prawie stuprocentową gwarancję jakości i klientowi z Powiatowej takie sieci, przede wszystkim, doradzam, zajmują się, bowiem, nimi ludzie, dla których wiedza o winach wcale obcą nie jest.

Jest to cała wiedza, bez upiększeń, z której wynika jasno, że poprawnie pojmowane wino nie jest w naszym kraju napojem dla niezasobnych, jeśli uznamy, że trzeba się nim napawać każdego dnia. Jako, natomiast, napój w pewnym sensie luksusowy zbyt jest ważne, aby pochylać się nad nim jak nad pierwszą lepszą winiawką (plonk – czyli w amerykańskich kryteriach wszystko to, co kosztuje poniżej 10 dolarów). Jeśli jest to luksus, to lepiej niech będzie przyzwoity i kupiony u tych, co się na winie znają.

*Uwaga: stwierdzenie będąc publicystyczną prowokacją ma zmusić do dyskusji. Nie zmienia to faktu, iż odnosi się do danych statystycznych, czyli z tego, iż jest kilkanaście win za 200,00 – 300,00 PLN, czy więcej, gdzie cena ma swoje obiektywne uzasadnienie w kosztach rzeczywistych, a razem będzie tego z 1% w całym zjawisku, nie należy wysnuwać wniosku, że ogólnie jest nieprawdziwe.