Opublikowano Dodaj komentarz

TASTIN’ WINES i nie tylko

Dawno nie pisałem tutaj ani recenzji, ani tekstów ogólnych, niestety nie mam na to czasu. Zdrowie i brak funduszy nakazują mi zwolnić z degustacjami, coraz trudniej związać koniec z końcem, a utrzymanie bloga i serwerów kosztuje, co spowoduje, że niebawem i tak to wszystko zamknę. Doszedłem do ściany, a poza tym coraz mniej jestem odporny na to wszystko, co dzieje się wokół (a wcale nie chodzi tylko o politykę).

Na przykład Don Alberto w mailu wspomniał o obecności na degustacji wina francuskiego TASTIN’ FRANCE i napisał tak: „…To ciekawe, że degustacja win francuskich z wielu znanych regionów nie potrafiła przyciągnąć zbyt wielu importerów i ludzi branży winiarskiej z naszego, blisko 40  milionowego kraju. Zainteresowanie było raczej skromne. Mainstream wina w postaci zacnych redakcji i redaktorów też był chyba nieobecny. Przynajmniej ja nie widziałem nikogo ze znanych publicznie osób piszących o winie. Moje odczucia wynikające z tych faktów są raczej dwuznaczne, bowiem brak aspiracji do pogłębiania wiedzy niestety później często przekłada się na tematykę dyskusji w szerokiej sieci, np. o etykietach win, czy też sposobu ustawienia jakiejś pozycji na półce w Lidlu etc. Jest możliwa też kolejna opcja takiego stanu rzeczy, a mianowicie, że  wszyscy już wiedzą wszystko, co może być jeszcze bardziej niepokojące. Obawiam się, że w ten sposób kultura wina w Polsce na długo będzie dryfować w byle jaki sposób i w nie wiadomo jakim kierunku…” Zjawisko dość powszechne, nie tylko przy winie, lecz również w wielu innych dziedzinach, o drogi Don Alberto!

Chyba należę do wymierającego pokolenia, w którym kwitło pragnienie wiedzy o świecie. Wszyscy chcieliśmy przekraczać niemożliwe, wyznaczać nowe horyzonty, głodni byliśmy wiedzy, a wolność rozumieliśmy bardzo osobiście, jako możliwość indywidualnego przekraczania ograniczeń. Ciekawość świata nie zatrzymywała się na zastanych receptach, każde z nas chciało dotknąć, czy spróbować. Teraz próbowanie ogranicza się do zioła, a dotyk do głaskania kciukiem ekranu smartfona. Wszystko podano na tacy, więc po co trudzić się w zdobywaniu nowych informacji. Nadszedł czas ociężałych jaszczurek na kanapach, które perfekcję pozostawiają kilku najbardziej ambitnym. Wszystko już było, jest i będzie, nie ma zatem po co ryzykować. Dlatego nikomu nic się nie chce, a warunki dyktują najgłupsi i najbiedniejsi, tylko oni – bowiem – zainteresowani są w jakimś tam zmienianiu świata.

Tak, z dnia na dzień, kropla po kropli przelewa się we mnie niezadowolenie nie dlatego, że czemuś nie podołałem, a raczej z powodu tego, że wszyscy wokół ze światem zgodzili się dla świętego spokoju. W winiarstwie nawet zawodowcy nie muszą się niczego uczyć, jeżeli i tak klienci pobiegną do Bierdonki, albo napiją się denatury. Obrażając się na elity uznano, że wcale nie potrzebne są nam wzorce, więc wszyscy ochoczo równamy w dół, oskarżając chociażby Pana Boga, że los stworzył i historię, a w nich nawet śmiercią zarządza nie po naszej myśli. W tym neopogańskim świecie wszechmądrych suwerenów wolimy chlać wodę z plastików z amebami, niż ruszyć tyłek po to, by ocenić, czy wino francuskie widelcem lepiej spożywać, czy też może łyżeczką?

Don Alberto, nasz świat tutaj i teraz wcale nie ulegnie zmianie, zrobi raczej wszystko, byśmy to my opadli do ichniego poziomu, jako że wtedy przestaniemy marzyć i przypominać innym, że doskonałość istnieje. Tylko po co, jeżeli i tak wszystkich nas szlag trafi? I to by było na tyle.