Opublikowano Dodaj komentarz

Z Fermentem w pomarańczach

Przede mną kolejny numer Fermentu, już pobieżnie przeze mnie przejrzany i nawet w takiej pobieżności znakomity, a znakomitość jest zawsze tam, gdzie i pióra (pardon: klawiatury) przednie i rozsądek poparty wiedzą (taką prawdziwą, nie udawaną, jak w moim przypadku). Numer o winach pomarańczowych i szerzej naturalnych z tekstami chociażby W. Bońkowskiego, L. Lewina, M. Bieńczyka, T. Prange-Barczyńskiego, czy S. Sochaja (a wszystkich nie wymieniam, boć to nie lista obecności). Ten numer powinien stać się musiakiem dla każdego, kto wino lubi i chce rozumieć.

Wracam jednak do idée fixe przyglądając się postępującemu rozwarstwieniu. Banalnym jest przypominanie o 2% światowej populacji posiadających 99,99% możliwości (te zaś mierzone są kapitałem) i o marksowskim popierdywaniu Pikettego posiadającego zagorzałych wyznawców wśród niektórych naszych (neokatolickich) rządzących, co to najbogatszych pragnęliby opodatkować jako remedium na biedy wszelakie. Należąc do 98% reszty mogę spoglądać na 99,99% możliwości tak, jak zgłodniałe dziecko lub inna sierotka patrzą na ciastko z kremem przez grubą szybę sklepowej witryny; jedyną pociechą pozostaje dla mnie iluzja, iż – jeśli zdążę nauczyć się, czyli posiąść wiedzę – może zaliczę kilka możliwości również dla siebie i nieco kremu do ust wezmę.

Czytając, otóż, takie pisma jak Ferment męczy mnie wrażenie, żem znalazł się przed grubą, pancerną w dodatku, szybą. Szyba ta jest, owszem, pierwszorzędnej jakości i oferuje czytelnikom kolejną serię pierwszorzędnych iluzji, których nie będą w stanie przeżyć, jako że w ich zasięgu jest jedynie to, co oferują markety. Dlatego odbieram znakomity numer Fermentu wyłącznie jak Dzieło Sztuki. Będąc miłośnikiem win czułym na piękno języka stwierdzam, że jest to Dzieło Sztuki, które w żaden sposób nie łączy mnie z rzeczywistością, zaś naturalność win bez ulepszaczy zrozumiem dopiero wtedy, kiedy laboratoria przemysłu winiarskiego zostaną udoskonalone na tyle, iż między naturalnym, a przemysłowym znikną zupełnie smakowe różnice (co w wielu istniejących przypadkach już stało się faktem). Póki co liżę ozorem wyobraźni szybę i wdycham porządnie zadrukowany kredowy papier licząc na cud (na zdrowy rozsądek już u mnie liczyć nie trzeba). I to by było na tyle.