Opublikowano Dodaj komentarz

Rankingi, wyróżnienia, oceny

Tak sobie podróżując po Italii, szlakiem wyróżnień Tre Bicchieri przyznawanych przez Gambero Rosso, podług prostych, bo regionalnych kryteriów, zauważam oczywiste oczywistości, co powoduje zawroty głowy podobne do turbulencji w opiniach wypowiadanych przez pewnego mojego ulubionego polityka. Natychmiast znajdzie się jakiś czytelnik, który chciałby uzyskać ode mnie deklarację jasną o moich preferencjach, wolę jednak pozostać przy winie, chociaż właśnie, przy okazji wspomnianych wyróżnień nos mój atakuje słodkawa lukrecja polityki. W końcu ona jest wszędzie (ta polityka, nie lukrecja).

Tym bardziej chciałbym znaleźć jakiś punkt odniesienia. Idąc regionami Gambero Rosso najwyraźniej w każdym regionie odnosi się do czegoś innego, dlatego przekonany jestem, że wino nagrodzone wyróżnieniem w jednym regionie tylko wobec innych win z tego samego regionu może być równane, gdyż już w następnym regionie nie jest wiele warte porównując je z innymi tamtejszymi winami. Wniosek taki przychodzi do głowy po tym, jak zacząłem wyróżnione wina kupować i siłą rzeczy porównywać, pytając: skąd tutaj wyróżnienie, jeśli tam go nie ma, a w moim smaku nie czuję ni cienia wartości?

Otóż to, Parker przyznaje swoje punkty w ramach jakiejś kategorii, która niekoniecznie może być lepsza, czy gorsza od innej sformalizowanej kategorii następnego przyznającego punkty. Stąd wino z 99/100 u Parkera może okazać się nic nieznaczące wśród win z supermarketów, a te należałoby rozpatrywać tylko wzajemnie wiążąc sytuację ekonomiczną, gust i sommelierską wiedzę. Wina z supermarketów mogą mieć swoje arcydzieła, zupełnie bez sensu dla koneserów ze środowiska Parkera, czy Winicjatywy. Faktycznie należałoby się zastanowić nad definicją kategorii w tak skomplikowanym artykule konsumpcyjnym, jakim jest wino, o wiele szerzej rozumiane niż wino znawców i tłustych kotów z piętnowanych elit. Nie wspomnę tutaj tego, iż każdy z nas ma własną skalę umocowaną w upodobaniach, a Vega Sicilia dla mnie zupełnie co innego znaczy, niż dla Pana Gienka z pobliskiej Biedronki.

Tak powstaje przedziwna piramida rankingów, wyróżnień, ocen, dzięki której tysiące ludzi odnajduje swoją karmę po to, by nią karmić resztę świata. Niektórzy przy okazji stają się wielcy, a już jako artyści kształtują opinie i strzegą jak oka w głowie sekretów subiektywizmu i rozmaitości, narzucając w ten sposób światu opinie jako prawdy ostateczne. W piramidzie owej  ukryte są konkretne stwory, flaszki mianowicie, z nich zaś sączony płyn za każdym razem smakuje inaczej, co dyletantów pokroju koali zmusza do nieustannego wątpienia, no bo koala nadal chce odkryć nieistniejącą prawdę, wedle której Tre Bicchieri jacyś oni przyznali takim oto flaszkom, zapominając o innych. I to by było na tyle.

Opublikowano Dodaj komentarz

Wino tak, ale dla kogo?

Oglądając ostatnio Mentalistę (jeden z moich seriali favori) zwróciłem uwagę na niby żarcik rzucony przez Patricka Jane, który przyglądając się potencjalnemu strasznemu zbrodniarzowi zauważył, że facet pija sporo dobrego wina, a zatem jest skorumpowany, no bo w końcu, jakiego normalnego człowieka stać na dobre wino. Cytuję to świadomy faktu, że akcja serialu ma miejsce w Ameryce, u nas natomiast jesteśmy na etapie 500+, pytanie więc wypadałoby powtórzyć biorąc pod uwagę ludzi normalnych i nienormalnych, a dociekliwym pozostawiam dywagacje na temat tego, co autor miał na myśli.

Ten ciężkawy bonmocik ciekawiej zabrzmiałby, gdybym chciał dopasować go do sytuacji degustatorów na różnistych winnych imprezach. Zastanawiając się nad implikacjami dochodzę do wniosku, iż jedynym oczywistym środowiskiem dla miłośników dobrego wina staje się (w kontekście rzeczywistych ekonomicznych możliwości)  towarzystwo wzajemnej adoracji zwykle związane z handlem winem. Inaczej nie byłbym w stanie pojąć, skąd się bierze kasę na te wszystkie Castillo de Cuzcurrita, Lope de Vegi de Sicilia y de Varsovia sin Vin i tak dalej? Młyn miele nieustannie tę samą mąkę i nawet plew tam nie ma, bo w tak małej grupie złotem się stały i istnieją samowicie i samoistnie, jak artefakty jakie. No raczej, skąd oni biorą kasę?

Przypadkiem lustrując sieć (o słodka lustracjo) natrafiłem na pedeefa z okólnikiem do hiszpańskich producentów, jeśli mieliby zamiar wziąć udział w imprezie za granicą i po oczach dało mi sformułowanie jasne i wyraźne: „jeśli chcesz Hiszpanię za granicą reprezentować, proponuj wina ze średniej i wysokiej półki”. Z niskiej półki, broń Boże, już nie, chociaż świat składa się zasadniczo z ochlapusów podśmietnikowych i z wielkopowierzchniowych klientów-degustatorów (i tam leży realny dochód, bo wysoka półka to towarzystwo wzajemnej adoracji z paroma miliarderami i stadem klientelskich kundli z gołymi tyłkami, do których i piszący te słowa aspiruje).

W zasadzie i w rzeczywistości takiemu jak ja faktycznie pozostaje wirtualna degustacja i wyobraźnia po to, aby wrażenia opisać, no bo jaki ochlapus jeździ po imprezach mając czterysta sześćdziesiąt złotych emerytury miesięcznie (co z pewnością może skłaniać do wybierania takich, którzy i szesnaste emerytury obiecają). W takim radosnym nastroju wracam do Mentalisty i zadowolony jestem, że nikt mnie o korupcję nie będzie podejrzewał. I to by było na tyle.