Opublikowano Dodaj komentarz

Alkoholizm, czyli śmierć z przeżycia

Nadchodzące do nas mody z ojczyzny politycznej poprawności powodują, iż włosy ze łba wypadają. Aktualna nowomowa zintegrowana z oportunizmem (czyli polityczna poprawność) i kampanie rozbuchane za oceanem, w których nawiedzone ciotki amerykańskiej rewolucji udowodnić pragną światu, że całe zło pochodzi ze źle skierowanej agresji, z erotyzmu rozbuchanych samców, czy też z nadużywania gorzały (dragi zostawiając w spokoju), to wszystko budzi we mnie podejrzenia, że chodzi o dym, który ma przykryć zupełnie inne problemy, no ale jeśli nie wiemy, o co chodzi, to z pewnością chodzi o pieniądze. Następnym etapem będzie kastrowanie wszystkich i zamykanie w klatki po to, aby wypuszczać towarzystwo raz w tygodniu na zakupy i to tylko tego, co manipulatorzy uznają za stosowne.

W ogóle od lat zastanawia mnie swoista moralność społeczeństwa politycznej poprawności, które przez dziesiątki lat starało się zamknąć w kamieniołomach genialnego reżysera, jako że zgrzeszył on był niegdyś straszliwie, a jednocześnie przez wszystkie te lata czerpało zyski wprowadzając do obiegu kultury dzieła tegoż reżysera. Jakoś zarabiana na Polańskim kasa nie śmierdziała gwałtem na nieletniej, a sędziemu Brettowi łatwiej teraz wybaczyć, niż jakiemuś polskiemu żydkowi. Ciarki przechodzą po krzyżu, kiedy wyobrażam sobie, że na polityczną poprawność stawiamy, budując systemy zabezpieczeń, a nie na zdrowy rozsądek.

Teraz przyszła kolej na alkohol. Od paru dobrych miesięcy zauważam sygnały, iż pewnego dnia zabroni się przemiany krwi w wino i kielich zniknie z Podniesienia, no bo picie jest be, a to dlatego, że powoduje śmierć. Mądrze przedstawia się argumenty geniuszy z Arizony, czy z Ohio, wspierane przez kilku nawiedzonych Brytów lub Wikingów, którzy postanowili świat uczynić lepszym i szczęśliwszym, zmuszając do abstynencji i nic nie dając w zamian. Otóż pozostaje przypomnieć, że śmierć nie jest konsekwencją picia, jedzenia, kalifornikacji, czy nawet bicia konia. Śmierć jest konsekwencją życia i tak to już Pan nasz wymyślił. W ostateczności można zastanawiać się, czy ktoś umarł z przejedzenia, z przepicia, z innych składników przesady, czyli w istocie z przeżycia. Nie pomoże to nic nikomu i nikogo od śmierci nie uratuje, odbierze jednak nadzieję i tę odrobinę euforii, z którą łatwiej godzić się ze śmierci bezsensownym nieuniknieniem. Pozamykani w klatkach, pozbawieni instynktów, z wymazaną agresją i zdrowi będziemy sobie umierać wtedy, kiedy nam jakiś naukawiec w Nebrasce na to pozwoli. I to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *