Opublikowano Dodaj komentarz

Béla Hamvas i dobra religia w nadpsutym przez ateistów świecie

spacerMikołaj pod choinkę podrzucił audiobuka z „Filozofią winaBéli Hamvasa, czytaną przez Marka Kondrata, co z pewnością dostarczy mi wielu tematów do przemyśleń. W Béli Hamvasie napotkałem cień brata i – oczywiście – jak między bliskimi, natychmiast chciałbym się z nim pokłócić, jest bowiem w tej książeczce sporo stwierdzeń ryzykownych (wynikających, może, z podejścia do tematu bardziej poety, niż filozofa).

Świat był i pełen jest magików, szamanów słowa, żonglujących definicjami i opiniami zwykle z wyraźnym zamiarem manipulowania bliźnimi. Na szczęście wydaje się, że Béla Hamvas żonglerkę taką uprawiał z miłości do człowieka, co nie zmienia faktu, iż ludźmi dla niego byli raczej ci, którzy chętniej spożywają wieprzowinę (do wina, czyli maski hieratycznej, dobiera się określone potrawy, wśród których, obok ryb, prym wiedzie wieprzowina), chociaż nie sądzę, aby sam Hamvas przywiązywał wielką wagę do własnych klasyfikacji.

Wysłuchałem całą „Filozofię wina” jednym tchem, tak jak duszkiem Hamvas zwykł wypijać swojego szprycera, a teraz powoli docierają do mnie szczegóły, z którymi bić się będę prawdopodobnie do końca dni moich. Zawszeć to jednak lepiej mieć świadomość, że w pewnych sprawach Bóg i dobra religia dała człowiekowi bratnią duszę w tym nadpsutym prze różnorakich ateistów (scjentystów, pietystów i purytan) świecie i że takich bratnich dusz jest, być może, wiele, co zatrzyma psucie świata  durnymi wyrokami sądów, co nawet najbardziej administracyjnymi się mienić mogą… i to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *