Opublikowano 2 komentarze

Brad Pitt i inne ważne ewenty

Od samego rana w telewizorni dyskutują o najważniejszym światowym wydarzeniu (sorry, ewencie), a mianowicie o tym, jak Brad Pitt z Andżeliną się rozwodzą. Przy całej mojej sympatii do Joe Black’a i jego małżonki nie widzę żadnego powodu, aby przez tyle godzin roztrząsać tak zasadniczy dla nich problem. Cóż, takie to absolutne zagubienie poczucia proporcji i rozwodnienie zupełne mózgów u szamanów świadomości na telewizyjnych ekranach.

Tutaj też znaleźliśmy się wszyscy w ślepym zaułku. W porywach optymizmu daję światu jeszcze trzydzieści lat, po czym wszystko się w kawałki rozsypie i to wcale nie z powodu wybuchu supernowej, czy innych meteorów. Po prostu świat dojdzie do takiego poziomu degrengolady, iż nikomu nic nie będzie się chciało samodzielnie i rozumnie przedsięwziąć, wszyscy – bowiem – zapatrzeni będziemy w kolejnego iOSa, czy iPhona, albo w inne gadżety i w nich umieściwszy wzorce i idole będziemy czekać, aż za nas podejmą decyzję, czy wstać rano lewą, czy też prawą nogą.

Nic tutaj nie pomoże żaden Piketty i jego tysiące stron wynikających z galijsko-łacińskiej swady, nic nie pomoże przeżywany aktualnie w moim kraju bunt staruszków z anachronicznymi rozwiązaniami. Taka jest kolej rzeczy, idziemy ku zidioceniu z własnej woli, a ta uruchomiona została chyba po raz ostatni.

Nazwijmy to ekonomicznym egzystencjalizmem sceptycznym,  o ile ktokolwiek zechce zrozumieć, co w tym określeniu zawarto. Cały wrodzony optymizm wyczerpuję codziennie pisząc te moje dyrdymałki, jednakże obserwacja i jaka taka umiejętność wyciągania wniosków prowadzą w otchłań pesymizmu, z której trudno wrócić, nawet jeśli zauważam, iż resztki elit i co rozsądniejsi politycy podejmują próby ratowania, co uratować można.

Masy przekroczyły, obawiam się, krytyczną masę skretynienia.

Zaś bunt staruszków, którzy widzą zagrożenia, lecz nie rozumieją, że leczeniem nie jest powrót do przeszłości? Mamy to właśnie u nas, chociaż formacja zaczyna się sypać, paradoksalnie z powodu wszechobecnego skretynienia.

Po nich przyjdą gorsi, jeszcze głupsi. I to by było na tyle.

2 komentarze do: “Brad Pitt i inne ważne ewenty

  1. Dziwaczny bunt staruszków z anachronicznymi rozwiązaniami. Mocne. Trafne.

    Ostatni triumf woli Narodu-Suwerena. To już jest katastroficzne.

    Należy optymistycznie obstawić jednak triumf biologii nad staruszkami. Odejdą, a za 20 lat nikt o nich nie będzie pamiętał. Pamięć o nich zadepcze współczesność, choćby taka jak „ewenty” i inne gadżety codzienności. One też rychło przezwyciężą to ostatnie wzmożenie staruszków i ich akolitów, klakierów. Śmietnik historii jest pełen takich cudotwórców, rewolucjonistów, zbawców narodu.

    Zidiocenie jest owszem problemem, ale owo zidiocenie, które zostało wykorzystane przez staruszków obróci się także przeciwko nim. Cechą zidiocenia jest przypadkowość, entropia. Zidiocenia nie można ujarzmić. Zidiocenie też nie jest skalowalne, to raczej zjawisko zerojedynkowe. To optymistyczne, że po nich nie przyjdą jeszcze gorsi, jak twierdzi Koala. Co najwyżej inaczej skretynieni. W tym „inaczej” jest jakaś nadzieja.

    Koala nie jest ostatecznie pesymistą, zostawia prześwity nadziei, tylko trzeba je umieć odczytać…

    1. Ba, dziękując za ten komentarz chowam się za pesymizmem. W końcu też jestem staruszkiem, w jakiejś mierze z tej samej grupy, co omawiani zbuntowani staruszkowie. Toż to moje pokolenie, któremu wydało się, że proste cofnięcie się w przeszłość przekreśli niezrozumiałe dla nich zjawiska, dajmy na to globalizację i tak dalej. No ale nie będę się pozbawiać tematów. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *