Opublikowano Dodaj komentarz

Bressan, wino, poprawność polityczna i Polański

Rok 2013 wrócił do mnie z tym, co francuskie cezary wyprawiają z Polańskim. Staje w oczach Bressan, wino, no i poprawność polityczna, chociaż to sprawy niby odległe. Poprawność polityczna, którą utożsamiam z hipokryzją, wyłazi z podszewek po obu stronach szachownicy. Nie mam wcale zamiaru odgrzewać starych kotletów. Hipokryci są zawsze i wszędzie. Ot kolejna okazja do felietonu jawiąca się znakomicie.

W ówczesnych dyskusjach o bojkocie winiarza z Friuli wziął udział kwiat winnej krytyki w Europie, a także w przyległościach. Większość wykazała się zdrowym rozsądkiem. Zapadły mi w pamięci teksty Franco Zilianiego i Wojciecha Bońkowskiego. Potem winny świat o Bressanie zapomniał, natomiast flaszki pozostały. W końcu one dla winiarzy liczą się najbardziej.

Najbardziej zdziwiła mnie opinia, jakoby flaszka wina była odbiciem duszy winiarza. Z niej jakiś autor wysnuł wniosek, że win od Bressana pić nie należy. Przypuszczam przy tym, że o tej duszy napisał ktoś, kto na co dzień nie odwiedza żadnej świątyni. W ogóle laickość niektórych i niby z nią związane zapatrywania wymagałyby odrębnych badań.

Mnie mamusia nauczyła, że powinienem wypowiadać się wyłącznie o tym, co w mojej duszy gra, cudze pozostawiając w spokoju. Wino we flaszce, jako twór materialny, odbija w sobie raczej wszystko, co wyraziła ziemia i klimat. Duszę winiarza trzeba pozostawić winiarzowi, wino zaś rozpatrywać w kategoriach smaku, a nie polityki.

Fulvio Bressan Magazyn WINO

W moim długim życiu, w większości spędzonym po lewej stronie (a procent idiotów równo przypada na lewicę i prawicę) zauważyłem, że otoczenie uwielbiało ogólnikowe slogany o sprawiedliwości, wyzysku, czy też walce z ciemiężycielami. Jeśli jednak dochodziło do konkretnych przypadków, moi lewicowi przyjaciele stawali się wzorcami świetnie zorganizowanego wyzysku. Zazwyczaj brakowało im empatii, co po ludzku nazywamy miłością bliźniego.

Po prawej stronie spotykałem brak ogólnych sloganów. Można powiedzieć, że w ogóle na prawo nie ma żadnej ideologii oprócz zwyczajnego egoizmu. Niektórzy twierdzą nawet, że prawą stronę zaludniają stada sukinsynów, a sukinsyny zwykły myśleć wyłącznie o własnym interesie, chociaż dość zaskakujące jest, iż takie sukinsyny o wiele czulej odnoszą się do konkretnych ludzkich nieszczęść. Jakoś tak się zdarzało, że po lewej stronie spotykałem przecudne etykiety pełne ogólników. Po prawej zaś miałem zwykłych ludzi z oczywistymi ułomnościami i ze sporą dozą współczucia.

Talerz zupy dadzą tacy z prawej, ci z lewej obdarzą cię garścią przepisów o tym, co powinieneś robić, by się w życiu udało. Cała ta amerykańska i francuska polityczna poprawność nie widziała nigdy problemu w tym, iż na dziełach Polańskiego kasę zarabia się najlepiej, dopasowując przy tym jego grzechy do własnych wyobrażeń na temat moralności. Mam takie niejasne przeczucie, że za pluciem na Polańskiego nie moralność się skrywa, a zwykłe gudłajom dokładanie, co można nazwać po prostu antysemityzmem.

Wydaje się, że w manifestacjach przeciw i w wyrażanej złości wcale nie chodzi o moralność, czy dusz zbawienie. Tak naprawdę w dusz istnienie manifestujący wcale nie wierzą. Chodzi raczej o spokój własnego sumienia i ukrywanie tego, co we łbach rzeczywiście zalega. I tutaj wraca sprawa Bressana z roku 2013. Odsyłam zatem do Vargasa Llosy i kończę. To by było na tyle.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *