Opublikowano Dodaj komentarz

Cud w Kanie Galilejskiej

Gody w Kanie
Gody w Kanie

Śniło mi się, że dożyłem czasów, kiedy wszyscy ubrani w jednakowy sposób i jednakowo roześmiani od ucha do ucha teleportowaliśmy się z mieszkań przestronnych o ścianach z ogromnymi ekranami, które serwowały nam „Va Pensiero Sull’Ali Dorate” w interpretacji Al Bano, do miejsc pracy słonecznych i dobrze wynagradzanych, gdzie zawijaliśmy w sreberka batoniki w kolorze lila przez dwie godziny na dobę, a potem teleportowani na plaże rozległe i piaszczyste moczyliśmy nogi w falach i wtedy zachciało mi się wina, i głos jakiś w środku mnie samego skarcił, wino bowiem przeszłością złą było  i nawet myśl o nim gniew wzbudzała w sferach życia naszych i obudziłem się wściekły, bo świadomy, że faktycznie w takim kierunku zmierzamy… i stanie się nikomu niepotrzebna  opowieść o euforii, radości i nadziei i przestanie mieć sens jakiś przemiana wody w wino. Powoli budujemy sobie taką przyszłość zawijając się w kokon poprawności nad wyraz poprawnej, w zbyt świecką świeckość wpadając i w trzeźwość, która granic nie znając stanie się niewolą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *