Opublikowano Dodaj komentarz

Czyżby bracia Włosi pokochali wodę?

Jawi mi się w głowie pewna prawidłowość. W sieciach masowej dystrybucji najbezpieczniej jest kupować taniego Hiszpana, lub też oferowane wina z Nowego Świata (nawet jeśli są rozlewane i butelkowane w Europie). Na takich tanich Hiszpanach nauczyłem się, że napis “tempranillo” oznacza charakterystyczną goryczkę i  że ona w tym winie jest, no prawie na sto procent. Natomiast o włoskich winach stwierdzam, co następuje: nie ma żadnej gwarancji, że tani Włoch zawiera to, co napisali na etykiecie, natomiast włoskie wina z górnej półki cenowej są w supermarketach z reguły wyśmienite. Oznacza to, że zakupione przez dystrybutora bez żadnych zniżek wino we Włoszech zgodnie ze wszystkimi regułami uzyskuje swoją cenę sprzedaży w sklepie w Polsce, równą mniej więcej cenie sprzedaży w innych krajach Europy i takie wino zgadza się z opisem na etykiecie prezentując  określone wartości smakowe (poważnie traktowane, bowiem zwykle wina takie posiadają wyraźne wskazanie producenta). Natomiast wina w cenie sprzedaży poniżej 15,00 PLN (czyli takie, które u producenta powinny kosztować około 1,50 Euro), to są tak zwane okazje i jako takie podlegają prawom przypadku, będzie, albo nie będzie, wypiją, albo wyleją, ważne, że zapłacili…Rozwodnione Sangiovese nie jest – przy tym – żadną straszną trucizną, chociaż litr wody jest u nas i tańszy i smaczniejszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *