Opublikowano Dodaj komentarz

Dwa miesiące i po co to wszystko?

“O winach prawie wszystko” ma już, lub też dopiero dwa miesiące. Dwa miesiące picia wina pod dyktando obowiązku robienia recenzji, który sam sobie narzuciłem i – przy okazji –prób zrozumienia zasad obowiązujących na tym rynku. Zaiste, jest to niezłe ćwiczenie pisania dla potrzeb sieci, zmusza  do  dyscypliny i do skrótowości. Po dwóch miesiącach wycieczek do okolicznych supermarketów przestałem walić głową o mur cen, wiem już bowiem (ojej, cóż to za przenikliwa inteligencja), że ceny są takie, jakie są i lepszych nie będzie. One odzwierciedlają faktyczną wartość produktu, nikt tu nikogo nie wodzi za nos (a marże masowych dystrybutorów z pewnością są nieduże, więc trudno kogokolwiek o cokolwiek posądzać, trzeba jednak pilnować, aby dystrybutorzy postępowali zgodnie z przyjętymi normami i nie poddawali się pokusie poprawiania smaków). Patrząc zaś na sprawy z określoną społeczną czułością, nie do cen powinniśmy mieć pretensje, a do naszych możliwości, a to już jest rozmowa z zupełnie innej bajki. Przyznaję, że reżym, jaki sobie narzuciłem, jest męczący, lecz wszystkim tym, którzy to czytają i którym droga jest promocja własnych dokonań, mogę jedynie powiedzieć, że tylko w ten sposób można w sieci, przy takiej jej strukturze i przy formule narzuconej przez Pana Gugla, zaistnieć,  codziennie zamieszczając nowe materiały (własne, nie kopiując z innych stron, czy sztucznie tworząc artykuły pozbawione merytorycznego sensu – a taka jest współczesna moda wśród pozycjonerów).  Oprócz oczywistych zapożyczeń z Wikipedii, cała reszta materiałów na tych stronach pochodzi z książek drukowanych (nawet te słynne tabelki, których będzie więcej, lecz które teraz czekają na lepsze czasy), wymaga więc skanowania, tłumaczenia i modyfikacji po to, aby o nic nie zostać posądzonym.  I po co to wszystko? Nadal nie bardzo wiem, chociaż ciągle szukam…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *