Opublikowano 7 komentarzy

God save the Queen

spacer
Przyszło nam żyć w takich czasach, kiedy to o interesach krajów decydują kundle, one bowiem najgłośniej szczekając zajmują miejsca przewodników stada. Wilkom już się nie chce, wyleniały i zainteresowane są tylko lizaniem własnego podogonia. W Zjednoczonym Królestwie takim kundlem jest osobnik o nazwisku wymawianym identycznie, jak wymawiali je jego hugenoccy przodkowie w zawsze wobec Anglii antagonistycznej Francji; o duszy Prusaka, który zaplątał się się gdzieś pod Londyn i zaczął szybko zatrącać koknejem czując pismo nosem. Nie będę wskazywał innych krajów, Zjednoczone Królestwo zajęło dziś w mojej głowie najwięcej miejsca, lecz kundle podobne żyją także w pobliżu, niektóre nawet katolikami stawszy się niedawno bardziej od Papieża są katolickie (co chyba trudnym nie jest). Wśród piesków kundle są najsympatyczniejsze, chociaż jazgotliwe, wśród ludzi nic nie jest bardziej zawzięte i ograniczone.

Kundle bardzo by tego chciały, lecz nic się od dzisiaj nie zmieni.

Londyn uzyskał następne dwa lata do kolejnego referendum, zwolennicy Unii dostali kopa, który  może wyjść na korzyść, jeśli potrafią zacisnąć pośladki, przemyślą błędy i zabiorą do roboty, Szkoci wypracowali sobie sobie lepszą pozycję w negocjacjach, Hindusi zatarli łapki, bo łatwiej będzie założyć firmę w Manchesterze i zalać Europę badziewiem, natomiast skamlać ciągle będą kundle, gdyż im jest głośniej, tym większe ze stołu spadną kości. Irlandczyków z Północy jak zawsze nikt nie zapyta o zdanie.

Na szczęście to w Anglii powstał Monty Python. Do dziś czytamy Dickensa i Szekspira, słuchamy Rolling Stonesów, czy Beatlesów. Niewiele wobec tego znaczą manipulacje, którymi oplatają nas kundle z całego świata; czy tego chce, czy nie chce, Anglia kulturowo jest ciągle częścią Europy, a fizycznie bez Europy sama sobie rady nie da. Podśpiewując więc  „Boże chroń Królową”  stwierdzam, że to by było na razie na tyle.

7 komentarzy do: “God save the Queen

  1. Zakupiłem na dziś i jutro dwie butelki polecanego przez Ciebie Marqués de la Carrasca Crianza La Mancha.

    Nie zamierzam świętować decyzji Anglików (wypiję raczej za Twoje zdrowie, i kolejne dobre notki), chociaż rozumiem ją.

    Co do „kopa” zwolenników UE to jest na to szansa, ale chyba mniejsza niż np. kolejne postępy biurokratyzacji (w imię unifikacji i zacieśniania „braterskich” więzów); a dalej, wyjście Francji (Frexit) itd.

    Dla mnie UE może się rozpaść.
    Wystarczą mi otwarte granice i łatwy dostęp do europejskich bibliotek.
    Wino i tak będą do nas dalej przywozić Włosi, Hiszpanie, Francuzi.

    1. Trochę szkoda tych straconych lat. W moim przypadku Unia była projekcją tego, co mogło nas wprowadzić w świat. Nie napisałem tego w tekście, ale przykro mi trochę, bo można Angoli interpretować także w ten sposób: mamy dość tej biedoty i hołoty z kontynentu, my jesteśmy inni, lepsi, kontynent powinien na nas pracować, a my żadnej odpowiedzialności za nic nie chcemy, dogadamy się z Indiami i Chinami i resztę świata mamy w d… Ale i tak ich wolę od Francuzów. Pozdrawiam i życzę smacznego markiza z Karasków.

  2. Tak. Nie będę śpiewał na cześć królowej i to z dwóch powodów: nie lubię monarchii, a królowa była podobno zwolenniczką brexitu. Mam nadzieję, że stanie się jeden pozytywny skutek brexitu. Będzie on maił wymiar edukacyjny dla części społeczeństw, nie tylko Anglii. Chodzi mi o tę część, która cierpi na analfabetyzm polityczny i ekonomiczny. Jak funt straci do większości kluczowych walut z 10-20 %, to towary kupowane w angielskich „biedronkach” podrożeją właśnie tyle i zwolennicy brexitu, najczęściej mieszkańcy prowincji, starsi i niżej wykształceni przy kasie zobaczą ile kosztowało „odzyskanie suwerenności”. Tego odzyskania nie poczują, ale zapłacą więcej. To będzie ta lekcja ekonomii i skutków populizmu. Potem zrobią badania za 6 miesięcy i zwolenników brexitu będzie 30%, ta wieść rozleje się po Europie i „znawcy” ekonomii i polityki, suwerenności zorientują, że coś jest nie tak. Miejmy nadzieję, że coś wtedy wymyślą, bo dotrze coś do nich.

    Podobno w jednej dzielnicy Londynu, gdzie żyją Polacy zagłosowano za brexitem, a cały Londyn za pozostaniem w UE. Dlaczego? Polacy robią w tej dzielnicy i części Anglii za uchodźców, których my nie chcieliśmy przyjąć, bo „roznoszą choroby” i dżihad. Tak można uchodźcami rozgrywać poparcie polityczne. A Polacy to przecież imigranci zarobkowi. Taki darwinowski syndrom nam się przydarzył.

    Wrócę jeszcze do edukacji ekonomicznej. Patrzę na kursy walut i widzę franka za 4,2 i myślę, że zabawnym wprost zachowaniem jest: wziąć w 2007 kredyt we franku na sporą kwotę, na 30 lat i popierać partie Korwina Mikke, ruch Kukiza i rozpad UE. To bardzo progresywna myśl, głęboko zanurzona w znawstwie świata i ekonomii… Znam kilka osób takich. Ciekawe czasy przed nami.

    1. Jarosławie, wolność kosztuje.
      Czy 20% większej ceny w Biedronce może się równać radości „odzyskania kontroli” (hasło zwolenników wyjścia).
      Anglików, nawet tych biedniejszych, stać na to, by płacić więcej za konsumpcję…

      Idee (tu poczucie tożsamości) są ważniejsze od ekonomii.

      Akurat Anglicy, jak mało kto, potrafią dobrze zadbać o własne interesy.
      Na pewno będą podpisywać korzystne dla siebie umowy gospodarcze.

      A straty na funcie mogą skutkować równie dobrze przyciągnięciem inwestorów.

      Używasz oskarżających słów, typu „populizm”, „analfabetyzm polityczny i ekonomiczny”, a jedynym tego powodem jest płacz nad exodusem.
      Akurat w praktyce ekonomii i polityki nic nie jest jednoznaczne i pewne.

      Myślę, że nie będzie efektu 30%, o którym wspominasz.
      Bardziej prawdopodobny jest scenariusz efektu domina.
      We Francji masz 61% zwolenników wyjścia, nawet w Niemczech jest ich 50%.

      Europa Zachodnia jest duchowo wypalona.
      Rozwija się cywilizacyjnie, ale kulturowo jest bardzo słaba.
      Nie ma mocy, by radzić sobie z targającymi ją kryzysami.
      Udaje, że coś robi, wszak „show must go on”.

      Może jeszcze taki kraj jak Polska, ze swoją energią i „proeuropejskością”, mogłyby wnieść coś pozytywnego i ozdrowieńczego do UE?

  3. Markiz czeka na dziś…
    Wczoraj nie zdążyliśmy…
    Swoją drogą dobry jest Twój pomysł na „wino miesiąca”.
    Choćby dla tych, którzy nie nadążają z degustacją proponowanych na stronie win.

    Koala, „Trochę szkoda tych straconych lat. W moim przypadku Unia była projekcją tego, co mogło nas wprowadzić w świat”.

    Te lata nie zostały stracone. Polska wykorzystała czas wejścia do UE do dokonania małego (bo wielkiego nie) skoku ekonomicznego i cywilizacyjnego.

    Parafrazując Wittgensteina, wyszła po drabinie, którą teraz może odrzucić.
    Brzmi cynicznie, ale to wina samej zniszczałej drabiny, po której wchodzenie jeszcze wyżej grozi katastrofą.

    Ideowo jednak UE została zbudowana na piasku.
    Co np. widać w tańcu unijnych władców – szarlatanów.
    Jak się porówna wielkie dziedzictwo Roberta Schumana do demagogicznego ignoranta (podobno nie ma nawet matury) Schultza, to jasne jest, że taka Europa nie może się udać.

    1. Oglądam z przyjemnością najlepszy polski serial tv ostatnich lat „Ranczo”. W jednym z odcinków są rozważania Czerepacha o „bułgarach” i „grekach”. W pigułce cała prawda o naszych czasach. Dzisiejsi zarządcy Unii są produktem ortegaigassetowskiej rewolty mas i niewiele mają wspólnego z Schumanem, który przez sam fakt przynależności do epoki minionej już jest arystokratą. Paradoksalnie za brexitem w UK głosowały takie same skundlałe masy, jak ci, którym się te masy przeciwstawiły, czyli zarządcy w Brukseli. Prowadzi to mnie do strasznych konkluzji, ale o tym – może – napiszę w innym miejscu. Pozdrawiam

  4. Polecane przez Ciebie wino miesiąca jest świetne, zwłaszcza w tej cenie, ale i bez ceny też.

    Do tego Polska gra dalej i ludzie się cieszą.

    Dziękuję za dobrą radę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *