Opublikowano 2 komentarze

Henning Mankell

spacerGdzieś tam w telebaczenii wznowiono Wallandera, koala schorowany doczłapał po kanałach i spotkał tam ducha Mankella, który opowiadał (film wyemitowano przed projekcją Wallandera). O wszystkim opowiadał, a mówił tak, jak pisał i owinęło mnie ciepło jakieś i postanowiłem zaklepać miejsce moje przy jego nazwisku, co – być może – wiele nam wszystkim ułatwi. Nie będę streszczać słów pisarza, każdy może znaleźć doń własne ścieżki, jeśli poczuje zainteresowanie. Potraktuję go egoistycznie, jak szczudło jakieś i nadal będę drążył we własnych obsesjach, chociaż wiem, że wielu czytaczy myśli sobie, żem uwił tutaj gniazdo po to, aby dokonywać rzeczy wręcz niesamowitych. Otóż nie, ten blog jest tylko i wyłącznie ostateczną zgodą moją na świat, który z dzieciństwa już nie wróci, który – w ogóle – nigdy nie wraca i którego nie wolno było odkładać na jutro, jeśli chcieliśmy wyrzeźbić człowieka z lwią głową. Ponieważ nie biorę udziału w żadnym wyścigu, czy szczurzym, czy ludzkim i bardziej mnie ciekawią jesiony wysokie na granicy działki u sąsiadów, lub wspomnienia wieczorne wycieczek do Chablis, czy Auxerre (a ileż to lat temu było), ten blog nie może zmieścić się w żadnej branżowej definicji , lecz z tym muszą sobie Państwo poradzić sami, moją wewnętrzną potrzebą jest jedynie ufryzowanie grzywy  lwu i takie wyważenie ciała, aby łeb z figury nie spadł. Reszta płynie wokół i niech tak już zostanie.

henning_mankellNiewolę zafundowaliśmy sobie sami i nie uwolnimy się od niej, dopóki nie zechcemy uświadomić, iż wynika ona wyłącznie z naszych wyborów. Zawsze będziemy czyjąś kolonią, najpewniej własnych egoizmów i jeżeli zapragniemy kolejnych gadżetów, zawsze znajdzie się usłużny dostawca, któremu zapłacimy frycowe. O wiele bliżej byliśmy wolności, kiedy młodzi spacerowaliśmy po ulicach czerwonych wtedy miasteczek i spotykaliśmy pod kościołami po to, by dyskutować, marzyć, walczyć, niż teraz, kiedy pozostaje nam tylko nieme przerażenie, iż za światem już nie nadążamy.  Zamiast, więc, oddawać się własnym frustracjom, fryzujmy grzywę lwu, który za nas będzie wiecznie w kosmos spoglądał i z Mankellem uśmiechnie się do nas – w końcu przecież wszyscy jesteśmy jedną człowieczą rodziną, chociaż niektórzy maski zwierzęce pozakładali w imię człowieczeństwa.

Mimo grypy udałem się wczoraj w miejsce, gdzie niegdyś stał Auchan i spotkałem z nowym, dla mnie, wynalazkiem. Nie ma Auchan, pojawiła się sieć B1, a w niej, oprócz trochę innego wystroju i napisów po białorusku, które trudno byłoby znaleźć w samej Białorusi, bardzo ciekawa półka win, z częścią poświęconą Burgundii, z moim kochanym Mâcon i wieloma innymi. Kupiłem Mâcon, o czym napiszę jutro i lew się uśmiechnął wpatrzony w telewizyjną twarz Mankella. I to by było na tyle.

2 komentarze do: “Henning Mankell

  1. „Ponieważ nie biorę udziału w żadnym wyścigu, czy szczurzym, czy ludzkim i bardziej mnie ciekawią jesiony wysokie na granicy działki u sąsiadów”.

    Mam podobnie, na małym wzgórzu, koło mojego domu (koło Wieliczki), rosną dęby.

    Te drzewa, obojętne na różne ludzkie wyścigi (nawet w wyścigu ku słońcu śpieszą się wolno) i tak dobiegną pierwsze:) „Ostatni będą pierwszymi”.

    Życzę Ci dużo zdrowia!

    1. Velmi diakuju (siêto po-našemu, po-pudlaśku):-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *