Opublikowano Dodaj komentarz

Katastrofa – za mało wina na świecie

Podobnymi rewelacjami karmi mnie dzisiaj onet i cały drżeć zaczynam z przerażenia. Cóż ze sobą pocznie taki, dajmy na to, Poseł Wipler i wielu podobnych jemu potrzebujących flachę na głowę wypić po to, aby narodziny dziecka stały się ważne i zatwierdzone? Cóż ja pocznę, jeśli nagle zabraknie tempranillo, a woda z kranu przestanie smakować? Rozgoryczony taką perspektywą i przeczuwając, że podaż nie dogoni popytu, wieszczę nadchodzącą katastrofę cenową w branży winnej (no bo trzeba jakoś wytłumaczyć światu, że za mały zysk nie sprzyja rozwojowi, a potem dołożyć kolejną podwyżkę). Epoka powszechnego dojenia biednych ludzi jest tuż tuż, za rogiem, co objawia się także w przyspieszonym kreowaniu świętych dla nowych rewolucji (patrz aresztant Ikonowicz, który ugasi pożar, kiedy spragniony menelik ruszy na sklepy z napojami). Coraz mniej to mnie rajcuje i coraz bardziej cieszę się, że odejście blisko.  Jedyna nadzieja w tym, że takie rewolucje, jacy święci i że tam, gdzie pójdę, pierdołami nikt się nie zajmuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *