Opublikowano Dodaj komentarz

Kobyła o blogowaniu i pieczarkach

Czyli trochę mniej o kupie, więcej o literatach.

Kobyła zastanowiła się i podpowiedziała: „Założyć powinieneś menażerię krasnoludów i pisać codziennie o ich dokonaniach, przynajmniej ta twoja kupa do czegoś się przyda. Ja mam z tego pieczarki”. Tak, niechybnie, zrobię, na razie przygotowuję do tego psychę, czuję się jak niewinna, choć już rumiana, panienka przed spożyciem nocy poślubnej. Wynurzenia o kupie oparte na blogerskiej rzeczywistości są preludium, fuga – natomiast – nastąpi.

Oskarżono, bowiem, pewnego blogera, że w nieustannym ekshibicjonizmie jest jak publiczna defekacja.

Ciekawe, że nikomu nie przychodzi takie oskarżenie do głowy wobec, dajmy na to, Prusa, który tym się różnił od piszącego codziennie blogera, iż nie znał Internetu, a pisał każdego dnia. Nie przychodzi nikomu do głowy wylewanie własnych kompleksów na papierowych literatów, blogera natomiast traktuje się z góry, mimo że w masowej kulturze wszyscy jesteśmy, po równo, zanurzeni. Dlategom się uniósł nieco, do kobyły udał, a ta, jak co rano, wykład mi wygłosiła o wyższości pieczarek łąkowych nad sztucznie hodowanymi, podkreślając nieodzowność własnego nawozu i mimochodem rzucając: „przecież w sieci więcej cię ludzi czyta, niż w nakładach książek”.

Sądziła, że mnie wesprze, podbuduje, ja jednak przeraziłem się trochę takiej rzeczywistości, no bo faktycznie: moją kupę rocznie ogląda jakieś 180 tysięcy osób, powinienem więc ją jakoś przystroić. Dlatego pomysł kobyły z krasnoludzią menażerią wydał mi się strzałem w dziesiątkę i przez noc całą myśleć będę, jak role poprzydzielać. I to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *