Opublikowano Dodaj komentarz

Kochane dinozaury

modzelewskiZ ogromną radością znalazłem w sieci tekst, który wspiera moje domorosłe koali analizy i do którego kochanych moich Czytaczy odsyłam, jeżeli miłe jest im własne miejsce na Ziemi. Tekst ten trzeba czytać powoli i starać się rozumieć każde słowo, bo w czasach ciętej puenty i prostych rozwiązań myśl jest równie ważna i może to ona nas, właśnie, wyzwoli. Każde z nas, niezależnie od tego, czy młode, czy dinozaura. Trudno jest mieć do młodych pretensję, iż nie zauważają własnych ograniczeń, brak im, bowiem, układu odniesienia, dinozaury – jednak – posiadając układ odniesienia odnoszą się do rozwiązań anachronicznych, starożytnych, jak to – zresztą – dinozaury. Tak się składa, że ratujący Rzeczpospolitą Prezes też należy do dinozaurów i mimo posiadania świetnie przygotowanych ośrodków oceny danych filtruje te dane zgodnie z własnymi doświadczeniami „człowieka z tamtych czasów”.

Kochane dinozaury ze wzruszeniem wracają do własnej młodości, zapominając, że przeciw tejże młodości kiedyś się zbuntowały w pragnieniu uwolnienia od zbyt wścibskich rodziców. Buntując się przeciw jednym manipulantom wpadły w ręce następnych, jednakże nie chciało im się myśleć i krytycznie oceniać, a upływ czasu spowodował, że utraciły zupełnie kontrolę nad własną sytuacją. A świat umyka pośpiesznym pociągiem, a my tutaj na szyny rzucamy nasze maleńkie kamyki. Jestem jednym z dinozaurów, któremu los dał ogromną szansę ( w ten sposób zmuszając do myślenia): mieszkam, mianowicie, wśród tych, co z niegdysiejszego buntu nic nie mają, co w Powiatowej żyjąc z dnia na dzień uganiają się po dyskontach nie po to, aby odkrywać w nich winne perełki, lecz po to, by móc przeżyć do pierwszego. Dzieci tych dinozaurów uciekły dawno do Zjednoczonego Królestwa, a to dzięki genialnym rozwiązaniom ministra finansów Vincenta,  na szczęście zaginionego w meandrach historii (nazwałbym go polskim Colbertem, gdybym nie przywiązywał wagi do proporcji i gdyby realnie się polskiej gospodarce przysłużył, raczej – więc – nazwę go współczesnym Colbertem brytyjskim); teraz przysyłają one z UK co miesiąc parę funtów (łatwiej się dzięki nim zmierzyć z samotnością), jednakże nie mają faktycznego wpływu na tutejszą rzeczywistość, stąd – więc- jedynie anachronicznym dinozaurom pozostaje majstrowanie przy niej, nie bacząc na konsekwencje.

Pozostaje cięta puenta i odrobina wina z dyskontów, wraz z dalekim tłem myśli, która niby to filozoficzna, ale – jakaś – taka lelum polelum tutejsza. Myśl ta uporczywie zauważa winy tych, co odeszli i brak chęci tych, co przyszli na faktyczne świata zbawianie, budząc – tym samym – przypuszczenie, że i jedni i drudzy z jednej są gliny, a winą czerwonego niegdyś prokuratora nie jest wcale to, że był czerwony i że śmie dzisiaj żyć i uczestniczyć, a to, że proponuje rozwiązania pozorne, służące – faktycznie – zachowaniu status quo. To samo dotyczy pani profesor, której wolno mieć takie, a nie inne poglądy i pocić się z powodu menopauzy, a której faktycznym problemem jest rozwiązywanie spraw w taki sposób, aby wszystko zostało po staremu. Przypominają mi się, przy okazji, rozwiązania proponowane kiedyś w programie wyborczym komunistów francuskich przez ekonomistę Herzoga, który jeszcze teraz lubi odnosić się do Hilarego Minca. I to by było, na razie, na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *