Opublikowano Dodaj komentarz

Leśne dziadki i język Pani Profesór

Udało mi się znaleźć następne tanie wino miesiąca, tym razem w Intermarché, ale o tym napiszę jutro, no może pojutrze, przejmuję się bowiem bardzo wskazówkami Jazona Myśliwca i staram pisać codziennie, ale wszystko podlega zużyciu, nawet koala. Dzisiaj pociągnę temat leśnych dziadków, chociaż zdaję sobie sprawę, że temat to trudny i nie bardzo nadaje się do prześmiewczego opisu prostym językiem. No, ale jakie czasy, taki język. Właśnie.

Trochę przypadkiem obejrzałem wywiad Redaktora Morozowskiego z Panią Profesor Łętowską, dawniej rzeczniczką praw obywatelskich i wywiadem tym byłem zachwycony. Nawet nie ze względu na treść, z wieloma sformułowaniami można dyskutować, zachwyciła mnie przede wszystkim forma; język, jakim się Pani Profesor posługuje i swoboda, umiejętność wypowiadania bez zacietrzewienia, starając się zrozumieć wszystkie strony. Zastanawia mnie, jednak, co wspólnego ma taki język z tym, czym posługujemy się – wszyscy –  codziennie. Z drugiej strony pojawia się, przecież,  język o wiele bardziej znanej Pani Profesór, która wypowiada się na zlecenie tytułowych leśnych dziadków.

Problemem zasadniczym, jednak, jest to, że to słynna Pani Profesór jest słyszana, dociera do mas, do  potencjalnego elektoratu, a ludzi takich, jak Profesor Łętowska masy – po prostu – nie rozumieją, przyzwyczajone do obrazków w telewizorni i na monitorze komputera, lub smartfona kupionego dziecku na komunię.

Paradoksalnie, leśne dziadki pociągające za sznurki są bliższe kulturowo Pani Profesor Łętowskiej (znam ich dobrze, jeszcze z PRL, zwykle są to przemiłe miśki o wielkich ambicjach), ponieważ, jednak, cynicznie wykorzystują zbuntowane masy, muszą posługiwać się takim rejestrem języka, jaki jest powszechnie rozumiany. Zresztą leśne dziadki same nie pokazują się na powierzchni, posługują się – raczej –  w polityce młodymi wilkami , wyszkolonymi w wyścigu szczurów profesjonalistami, a ci są już z cywilizacji kciuka i obrazków i mają trudności z myśleniem abstrakcyjnym. Docierają do mas stosując zrozumiałe myki, ale popełniają kardynalne błędy właśnie dlatego, że zbytnio odrywają się od abstrakcji, po prostu mówiąc zbyt chamscy są i przyziemni (być może w tych błędach jest cała nasza nadzieja). To, że leśne dziadki trafnie opisały dręczące nas problemy, wcale nie oznacza, że poprawnie potrafią je rozwiązać. Na razie wszystko to bardziej przypomina magiel, niż rozwiązywanie problemów.

Co to ma wspólnego z winem w dyskontach, blogowaniem i masami Ortegi y Gasseta? Otóż wszystko to stanowi jedną całość, którą kiedyś włoscy filozofowie Benedetto Croce, Giovanni Gentile i Antonio Gramsci z różnych stron barykady i każdy z innego punktu widzenia (jeden jako światły mieszczanin, drugi jako ideolog faszyzmu, trzeci jako żarliwy komunista) opisywali jako „blok historyczny”, ja zaś po prostu nazywam bagnem, w którym jesteśmy wszyscy zanurzeni.

Nasz blok, więc, to zdegradowane do roli konsumujących mas społeczeństwo, którym manipulują różne leśne dziadki, wykorzystując do imentu wady i przywary, do manipulacji zaś zatrudniając ścigające się szczury, roboty wychowane w cywilizacji kciuka.

I to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *