Opublikowano Dodaj komentarz

Na obrzeżach wina.

ortega_y_gassetZabierając Szanownych Czytaczy w podróż pełną przygód po obrzeżach wina, filozofii, socjologii, a szczególnie polityki powinienem wyjaśnić założenia, na których oparłem rozumowanie, a których jest niewiele, w zasadzie tylko dwie, no może trzy, sztuki. Otóż, po pierwsze każda sytuacja społeczna jest tak specyficzna jak jej epoka i poziom rozwoju sił wytwórczych. Obrażając się w pewnej chwili na podobne truizmy tylko dlatego, że wynikają one z myśli niejakiego Marksa i wpadając w drugą skrajność, przypisującą jednostce moce nadludzkie w kształtowaniu dziejów ryzykujemy budowanie konstrukcji zawieszonych w próżni, czyli ideologii bez żadnych przesłanek w praktyce. Mało by mnie to obchodziło, gdybym żył na Księżycu, gdzie próżnia jest bardziej naturalna (chociaż nigdy do końca maksymalnie próżna). Niestety przyszło mi żyć tu i teraz, w miejscu, gdzie nagle masom rządzącym zgodnie z demokratycznym wyborem przyszły do głowy rozwiązania anachroniczne, chociaż wynikające z poprawnej diagnozy i z maksymalnie dobrej woli (nie mam podstaw przypuszczać, by było inaczej). Jeżeli starczy mi siły, wyjaśnię to dokładnie, teraz jednak wyliczam przesłanki, z których pierwsza to „anachroniczny charakter proponowanych rozwiązań”.

Drugą przesłanką jest to, że przypisuję postawie dialogicznej wartość nadrzędną, prawie imperatywu kategorycznego. Patrząc, jednak, na rzeczywistość odnoszę wrażenie, iż współcześnie ideologowie praktyki, czyli politycy zbyt duże znaczenie przywiązują do konfliktu, jako siły napędzającej społeczeństwo. Do konfliktu odwołują się poprzednicy i następcy, zapominając, że teorie konfliktu znajdują swoje uzasadnienie przy opisie sytuacji w socjologii, stosowane zaś dynamicznie w polityce powodują skutki zwykle odwrotne (chyba że makiawelizm o to właśnie zabiega). Wprowadzanie rozwiązań w drodze konfliktowania stron jest sprzeczne z najprostszą zasadą gospodarności, porozumienie dałoby identyczne rezultaty i szybciej i taniej. Ponieważ jednak dopuszczam tutaj dobrą wolę, wnioskuję, że stosowane metody biorą się z ignorancji, czyli po prostu z nieuctwa. Nie jest to wcale ocena, żadne wartościowanie, jeżeli przywołam tutaj doktrynę mojego ulubionego myśliciela, który już w latach 30-tych XX wieku przedstawił stojące przed światem zagrożenia. Gorąco namawiam do przeczytania Buntu Mas José Ortegi y Gasseta, tam – bowiem – odnajdziemy wyjaśnienie wszystkiego, co się wokół nas teraz dzieje, a rozumiejąc lepiej rzeczywistość odrzucimy stereotypowe oceny i, być może, uda nam się wyrwać z kajdan zacietrzewienia. Tutaj pojawia się trzecia przesłanka: niegdyś zbuntowane masy konsumują przejętą władzę.  Z pewnością najlepszym towarzyszem przy lekturze hiszpańskiego wizjonera będzie kieliszek wytrawnego Penedès, a i postawa dialogiczna nabierze, wtedy, odpowiednich rumieńców. Aby zakończyć przywołam dwa cytaty z Buntu Mas:

„Być może mylę się, ale wydaje mi się, że obecnie pisarz, kiedy bierze do ręki pióro, by napisać coś na znany mu gruntownie temat, powinien pamiętać o tym, że przeciętny czytelnik, dotąd tym problemem nie zainteresowany, nie będzie czytał dla poszerzenia własnej wiedzy, lecz odwrotnie – po to, by wydać na autora wyrok skazujący, jeśli treść jego dzieła nie będzie zbieżna z banalną przeciętnością umysłu owego czytelnika. Jeśli składające się na masę jednostki uważają się za szczególnie uzdolnione, to mamy wówczas do czynienia tylko z błędem jednostkowym, nie z socjologicznym przewrotem. Dla chwili obecnej charakterystyczne jest to, że umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swej przeciętności i banalności, mają czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucania tych cech wszystkim innym. W Ameryce Północnej powiada się: być innym to być nieprzyzwoitym. Masa miażdży na swojej drodze wszystko to, co jest inne, indywidualne, szczególne i wybrane. Kto nie jest taki sam jak wszyscy, kto nie myśli tak samo jak wszyscy, naraża się na ryzyko eliminacji. Oczywiście, „wszyscy” to wcale nie „każdy”. Normalnie rzecz biorąc „wszyscy” to całość, na którą składają się masy i wyróżniające się pewnymi szczególnymi cechami mniejszości. Obecnie wszyscy to tylko masa. Taka właśnie jest straszliwa prawda o naszych czasach, przedstawiona brutalnie i bez osłonek” (Ortega y Gasset Bunt Mas).

„Proszę teraz zauważyć, że w momencie, kiedy coś, co dotychczas było ideałem, staje się składnikiem rzeczywistości, to od razu, w sposób nieunikniony i nieodwracalny, przestaje być ideałem. Prestiż i magiczny autorytet, owe oddziaływające na człowieka atrybuty ideału, nagle się gdzieś ulatniają. Zrównujące ludzi prawa, owoc szlachetnej inspiracji demokratycznej, przekształciły się z dążeń i ideałów w potrzeby i wymagania, często nawet nie uświadomione.” (Ortega y Gasset Bunt Mas).

Ideał wolności, o który niegdyś walczyliśmy, po osiągnięciu przestał być ideałem, stając się składnikiem rzeczywistości. Niektórym wydaje się, jednak, że po to należy podgrzewać konflikt, aby rzeczywistość znów wróciła do sfery ideałów, czyli wyznaczała dążenia. I to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *