Opublikowano Dodaj komentarz

Nie znalazłem powodów, aby w 2019 roku doradzać do wina mięso

A także nie znalazłem powodów, aby nadal jeść mięso. I to nie tylko dlatego, że przeczytałem spory kawałek książki Boskie zwierzęta i wywiad z ich autorem (wywiad z Szymonem Hołownią tutaj).

Mija rok od tego, kiedy bliżej nieokreśleni osobnicy postanowili sprawdzić, co stanie się z wioskową psią dobrą duszą i flary psu do tyłka włożywszy, odpalili je. Od roku nie ma już Urwisa, a ja żyję z zupełnie niechrześcijańską nadzieją, iż Stwórca tym bliżej nieokreślonym osobnikom też kiedyś takie flary odpali i do piekieł strąci. W ciszy myśli moich rzuciłem na nich klątwę i nie rozważam jeszcze wybaczenia, chociaż coraz mi bliżej Sądu.

Nie wiem zresztą, czy zwierzęta potrafią wybaczać. Wiem, że ja jeszcze się tego nie nauczyłem, chociaż powinienem.

Na starość brakuje mi cierpliwości, a ponieważ wiem, że nadchodzący świat i wyznawcy kciuka takiej cierpliwości też nie mają (chociaż z zupełnie innych pobudek), staram się w barokowym stylu moim stosować minimum słów, bo wiem, że długich tekstów nikt nie czyta. Przy całym braku cierpliwości zdziwiło mnie jednak to, iż czytając Boskie zwierzęta nie zmęczyłem się, ani znudziłem, z czego wnioskuję, że oprócz dobrego człowieka kraj ten dostał od Stwórcy w prezencie bardzo sprawnego pisarza (i świadomego misji).

Powoli odchodzić będę od mięsa. Mój to jest wybór i wypada mi tylko przyznać, że Szymon Hołownia w tym pomógł. Czytając Boskie zwierzęta zmusiłem się do zupełnie nienowoczesnego wysiłku, wytrzymałem czytając więcej niż cztery strony i uważam, że przeczytam całą książkę. Nie wiem, jak do tego samego zmusić dzbany z cywilizacji kciuka. Też uważam, że Stwórca dał nam wolny wybór, ale czy zdawał sobie sprawę, że obdarzył nas także lenistwem? Wygodnictwem? Egoizmem? A może uświadamiając sobie los innych stworzeń, a przy tym odczuwając strach przed samounicestwieniem uda nam się zatrzymać własną głupotę?

To wszystko wynika z pazerności, która spycha nas wszystkich w przepaść i każe zapominać, że świat dostaliśmy w prezencie wszyscy i wszyscy do Stwórcy wrócimy. Pazerność, przemijająca materia zapychająca pustkę nie tylko w dzbanach, zamienia nas nawet nie w szczury, a w automaty pozbawione uczuć i obawiam się, że szacunek dla wolnej woli, a także wiara w pracę u podstaw nie uratują już nikogo. Czasu już tutaj nie ma i ze smutkiem nie znajduję w sobie cienia optymizmu, a zatem czytając książkę Szymona Hołowni stwierdzam, że nie zdążymy, jeśli świata nikt za pysk nie weźmie.

Pisząc o winie pamiętać będę, aby nie wskazywać, do czego najlepiej pasuje, świadomy faktu, że powinno pasować przede wszystkim do życia. Życie zaś należy do wszystkich. I to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *