Opublikowano Dodaj komentarz

Niespotykana lekkość blogowania

Tak się w tym świecie porobiło, że nadchodzące pokolenie (niekiedy lekceważąco przeze mnie, choć nie tylko, nazywane generacją kciuka) zupełnie zapomina, zmieniając z powodu technologii sposób rozpoznawania otaczającego świata, jak ważne są tradycyjne sposoby po to, by życie mogło być pełne. Chodzi zaś o to, przede wszystkim, iż coraz rzadziej potrafimy interpretować teksty. Przestaje dla nas istnieć ironia lub symbol, a czytane zdanie staje się płaskim znakiem, kolejną ikoną, no może bardziej skomplikowaną. W ten sposób przestaje mieć znaczenie pisarstwo jako sztuka słowem budzenia emocji, a przekaz literacki zaczyna ograniczać się wyłącznie do komunikatu marketingowego.

Co inteligentniejsi autorzy zaczynają to przeczuwać. Owszem, istnieje ciągle rynek książki papierowej, z którym kojarzę pozostałości świata odchodzącego, jednak współczesność pędzi w zupełnie innym kierunku, wskazywanym nachalnie przez setki podniesionych nad głowami smartfonów. Przeczuwający autorzy stają na głowie, wzmacniają środki wyrazu, płaszczą się przed gustami mas, a więc stają się tacy sami, jak te masy i zatracają – faktycznie – umiejętność przekazywania emocji. W tym widzę zasadniczą przyczynę ogólnego ogłupienia dopadającego w sieci nas wszystkich, a to rodzi ogólnie akceptowany bełkot.

Bełkot z powodu środków psychoaktywnych, co na polski przekładam jako ozora zaplątanie po przechlaniu się winem to zupełnie inna sprawa. Tutaj chodzi o bełkot pozbawiony absolutnie sensu i służący jedynie usprawiedliwieniu publikacji frazy zasadniczej, czyli nazwy produktu i producenta. Współczesny sieciowy czytelnik widzi wytłuszczoną nazwę (w towarzystwie ładnego zdjęcia), a parę zdań pod nią pojawia się wyłącznie jako ornament, wzmocnienie, którego w zasadzie nikt nie czyta. W mózgu czytelnika pozostaną zdjęcie i przekaz z wytłuszczonego tekstu. Co inteligentniejsi autorzy o tym wiedzą i, niestety, zaczynają przeginać sądząc, że wszyscy czytelnicy są jednakowi (no bo w marketingu najważniejszą jest statystyka). Istnieją jednak jeszcze czytelnicy ciągle pamiętający o ironii, symbolice, hiperbolach i takich tam różnistych. Niektórzy, nawet, taką ironię w tekście rozpoznają.

Blog od powstania swego jest formą literacką. Przypominam o tym po raz tysięczny, świadom jednak faktu, że nikogo takie przypominanie nie obchodzi. Koala popierduje, karawana idzie dalej. Bloger jest (a może powinien być) pisarzem. Gorszym, lub lepszym, a jednak pisarzem. Pisząc bloga cierpliwie ćwiczymy nasze słowa, niektórzy po to, aby posługiwać się nimi znakomicie, dajmy na to, tłumacząc włoską poezję. Oddawanie ciała liżącemu tyłek, aczkolwiek potencjalnemu klientowi powoduje zużycie materiału, a wtedy przestajemy odczuwać zwyczajną przyjemność, jako że ból tarcia stał się z oddawania zbyt mocny.

Pisanie o winie, w tym wszystkim, to też literatura, a więc wzorzec, a więc pedagogika, a więc noblesse oblige. W dawnych porządnie arystokratycznych czasach żadna bladź nie splamiła ust swoich wulgaryzmem, bo nikt nie brałby jej na salonach, a plebs bladzi nie potrzebował. W dawnych porządnie arystokratycznych czasach mieliśmy i Woltera, i Umberta Sabę, a nawet Umberta Eco. Niestety idą wyłączne czasy instrukcji obsługi kraszonych od czasu do czasu kurwami. I to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *