Opublikowano 1 komentarz

Od wina do etyki marketingu

I tak powoli, krążąc jak sęp, lub – jak kto woli – Ikar, zataczam kręgi nad tym, co rzeczywiście mnie interesuje i co, z oczywistych powodów dydaktycznych, chciałbym ilustrować konkretnymi przypadkami, opisując je w jak najprostszy sposób. Pisząc po mojemu o winie i obserwując rynek winny w dość wąskim wycinku, bez pretensji żadnych (nie pozjadałem wcale wszystkich mądrości, nieustannie bowiem łaknę wiedzy i gotów jestem uczyć się rzeczy nowych nawet po skończeniu 100 lat), wyrabiam sobie własne opinie i staram się je dopasować do pewnej ideologicznej rzeczywistości, wyłącznie mojej własnej, nie sytuuję się, bowiem, w żadnym nurcie. Pewien uważny czytacz moich wpisów zbudował w komentarzu program, którym można obdarować niejedno seminarium (chociaż wiem, skądinąd, że niewiele uczelni poświęca czas tak ważnemu, przecież, zagadnieniu – zajmowała się etyką biznesu dr Barbara Mazur z Białegostoku, o nikim innym nie słyszałem).

Wszystko zależy od przyjętego systemu wartości. Oczywiście, można o marketingu rozmawiać stosując tylko jego wewnętrzne pojęcia i odrywając, zwykle przy opisie zjawisk, fenomeny od określonych systemów wartości, jednakże zawsze pojawi się w tle ocena, czyli właśnie odniesienie do systemu wartości, i zechcemy określić, czy coś jest dobre, czy złe, oraz dlaczego. Ośmielę się stwierdzić, że marketing opisywany w oderwaniu od systemu wartości sam w sobie reprezentuje określony system wartości, a mianowicie “konsumpcja usprawiedliwia wszystko” , i – co za tym idzie – wymusza określone wybory.

Konkretnie, jeżeli uznamy, że nasze nieśmiertelnie wspominane kalifornijskie wino jest samo w sobie wartością usprawiedliwiajacą stosowanie określonych praktyk, uznamy również, że dobrem nadrzędnym stanie się jak najwyższa sprzedaż – po stronie dystrybutora -, oraz jak najwięcej wypitych butelek – po stronie konsumenta, a to wykreśli kryteria skutecznej reklamy. Należałoby, więc, rozpocząć od opisania systemów wartości, aby następnie przejść do analizy technik marketingowych, po czym powiązać jedno z drugim zarysowując zbiór zasad. Nie jestem pewien, czy jako koala, albo jako ikar, jestem do tego powołany, wiem jednak, że zarówno rynek, jak i życie codzienne zwykłego człowieka dopominają się o zasady, o których od pewnego czasu nikt rozmawiać nie chce, a może nie potrafi.

1 komentarz do: “Od wina do etyki marketingu

  1. Powinniśmy oddzielić jednak zagadnienie wina od zagadnienia marketingu. Można robić świetne wina i można robić doskonały marketing. W tym przypadku mamy kiepskie wino i doskonały marketing. Ta ostatnia rzecz mieści się w systemie wartości. Ludzie nawet studiują i wykładają marketing, podobnie jak enologię. Gdybym miał okazję poznać osobę, która stoi za marketingiem tych win, to bez dylematu uścisnąłbym mu dłoń. Ale jakby mi zaproponował kieliszek wina, to bym odmówił. No chyba, że byłoby to wino nie z wiadomej „kolekcji”.

    Podobną dyskusję prowadzono na forum winicjatywy, jak MB opublikował wpis o Vallado w kontekście, czy znany dyskont postępuje etycznie w stosunku do pewnego importera. Tam też dyskutowano o etyce w biznesie. Jedni bronili importera, inni chwalili dyskont, jeszcze inni psioczyli na wysokie ceny stosowane przez polskich importerów, twierdzili że to nie etyczne. Jeszcze inni atakowali MB za kryptoreklamę importera. Ktoś chyba pisał, że przestaje czytać winicjatywę. Opinie od sasa do lasa. Było wpisów chyba z 200. Doskonała lektura, polecam. Niestety dyskusja nie była uporządkowana, a może na tym polegała jej uroda. Było mocno o etyce w biznesie, mimo, że ta kwestia nie była wprost tak nazwana. Ja bym to skwitował tak: co cesarskie oddajmy cesarzowi, a co boskie bogu. Niestety trzeba się zgodzić, że dobre wino czasami rozjeżdża się z biznesem. Ale nie tylko wino. Na rynku jest mnóstwo produktów, których wartość nie jest właściwe oszacowana, ale to jest ważne, kto może oszacować to „właściwie”. Szacuje to rynek, a on bywa niesprawiedliwy. W przypadku znanego wina rynek był niesprawiedliwy, ale marketing był za to wspaniały, uczta dla koneserów. To w sumie niesamowite, aby takie coś, tak sprzedawać… Ludzie kupują i sobie chwalą. Ile imienin, ile rocznic, ile wesel, ile imprez zakładowych odbyło się w towarzystwie tego wineczka. Słowo winiawka jest nie dobre. Winko, wineczko, winczako za „jedyne” 30 złotych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *