Opublikowano Dodaj komentarz

Odwracanie kota ogonem

Niekiedy wydaje mi się, że za łatwo tracimy dystans, albo odwracamy proporcje. Pisanie swojego bloga jest nade wszystko pisaniem o sobie, a dodawanie do tego pretekstu w postaci wina wcale nie upoważnia do zamiany siebie na wino, choć niekiedy takie mam wrażenie, czytając tu i ówdzie. Otóż w pewnych przypadkach wino tak zasłania autora, że odnosi się wrażenie, iż zalało kompletnie mózg, a wtedy powinna ratować delikwenta PARPA, jako że ewidentnie mamy do czynienia z przegięciem i wołaniem o odwyk.

Zresztą spowodowane jest to również wymaganiami, jakie stawiają przed nami wszyscy ci, którym wydało się, że blogerzy winni to tylko witryny marketingowe wychwalające pod niebiosa produkty jednej, drugiej, trzeciej firmy. Bloger zaś to tylko rodzaj pisarza i możemy oceniać go wyłącznie pod kątem sztuki pisania, a nie dlatego, że lepiej lub gorzej potrafi obejść się z pretekstem. Pisanie o winie w celach marketingowych wcale nie jest blogowaniem, a wszelkie powstałe nieporozumienia wynikają z charakterystycznego dla współczesności bałaganiarstwa, do którego nie powinno się podchodzić pobłażliwie.

Nazywanie, więc, blogami witryn, w których nie ma nic z autorskiego zaangażowania, jest nadużyciem, a czysty opis kolorów, czy zapachów nie ma nic wspólnego z literaturą. Zdaję sobie sprawę, że wynika to z niezrozumienia terminologii, wielu bowiem stosuje internetową formę bloga do zupełnie nieliterackich celów. Wtedy, jednak, należy ich nazywać sprzedawcami, specami od marketingu, reklamującymi się (advertisers), jak – zresztą – kto woli, ale nie należy ich nazywać blogerami, jako że ci są twórcami, autorami, literatami posługującymi się specyficzną formą bloga.

I to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *