Opublikowano Dodaj komentarz

Pisanie o winach i rzeczywiste doświadczenie blogera

Będzie o sprawach tak oczywistych, że aż płasko banalnych. Niestety dotarły te pytania do mnie bardzo późno, gdybym nad nimi zastanawiał się wcześniej, może uniknąłbym wielu zawodów, a nawet sieciowo-blogerskiej samotności. Lepiej późno niż wcale i przemiana, jaką aktualnie przechodzę, wyjdzie na zdrowie (o ile nie brzmi makabrycznie zdrowie u staruszka).

Wiele razy powtarzałem, nawet tutaj, że prowadzenie bloga to przede wszystkim kronikarstwo, a więc pisanie, czyli literatura. Dla niektórych literatura jest fikcją i podlega wygibasom wyobraźni autorów, a wypada zgodzić się z takim podejściem w przypadku jej pewnych rodzajów, chociażby przy science-fiction. Blogowanie jednak nie jest żadnym science-fiction, jak już powiedziałem, bliżej mu do kronikarstwa, dlatego też nie ma wiele wspólnego z wyobraźnią, a wszystko z doświadczeniem. Bez doświadczenia w określonej dziedzinie nie ma co brać się za pisanie o niej, sama bowiem wyobraźnia nie stanie się wyraźnym zwierciadłem.

Do takiego wniosku doszedłszy wypada mi się puknąć w łeb pusty, paść przed światem na kolana i pychę własną wyznać prosząc o wybaczenie. Otóż wydało mi się kiedyś, kilka lat temu, że mając pewne zdolności oraz umiejętność przebywania w sieci, uda mi się stać kimś, kim nigdy przedtem nie byłem, opierając na tak trudnej dziedzinie, jaką jest wiedza o winie i związane z nią recenzowanie poszczególnych flaszek. Przez cały ten czas wymagało to koszmarnej ekwilibrystyki i ciągłego poszukiwania niszy, która – przecież – nie istnieje, bo istnieć nie może dla kogoś, kto nie ma w winach żadnego doświadczenia (a prosta gra słów między „wina” i „wino” wcale tutaj nie wystarcza).

Nie biczuję się wcale publicznie po to, aby mieć z tego jakiś zysk, czy czerpać zboczoną przyjemność. Pokazując innym blogerom własne przypadłości chciałbym ich przestrzec przed pychą i namówić do uczestniczenia we wszystkich ewentach związanych z winem, jako że tylko w ten sposób rozszerzą doświadczenie po to, by ustrzec przed pisaniem o niczym lub przed wymyślaniem teorii bez pokrycia.  W moim przypadku jest grubo za późno, wiek stał się obiektywnym ograniczeniem, dlatego pozostanę przy ślizganiu się gdzieś na obrzeżach, młodszych jednak napominam, aby nie zamykali się w pogardliwej dla świata nieobecności.

Doświadczenie jest najważniejsze. Dodana do niego dezynwoltura i literacki talent to przesłanki do popularności, a o to blogerom (nie tylko winnym) przede wszystkim chodzi. Doświadczenie zaś w tej branży łączy się z zasobnością, no bo skąd na wino brać pieniądze zaniedbując całą resztę. Tego świadom zastanawiam się nad rzeczywistością, w której o winach piszą tak liczne osoby o gołych tyłkach.  Czyżbyśmy wszyscy żyli na cudzym utrzymaniu? I to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *