Opublikowano Dodaj komentarz

Pisanie o winach w sieci – 2

spacerTwórczość literacka ma swoje reguły, obecność w sieci, swoje. Można je, niekiedy, godzić, chociaż wymaga to większego wysiłku. Przede wszystkim, tak zwany „tradycyjny” pisarz odbiór swojego pisania mierzył w liczbie sprzedanych egzemplarzy, bloger, natomiast, zależy od liczby odwiedzających strony. Nie sprzedałem nigdy ani jednego egzemplarza swojej książki, (bo jej nie napisałem), chociaż wpisy moje, w różnych odsłonach i konfiguracjach, przeczytało, przez ostatni rok, ponad 150 tysięcy odbiorców. Świadomość istnienia tych odbiorców zwiększa odpowiedzialność. Szacunek wobec odbiorców, a nie, jedynie, uporczywe myślenie, jak zwiększyć ich liczbę, pozycjonując recenzje w oparciu o popularne i dyskusyjne frazy kluczowe, jest wyłączną regułą etycznego występowania w sieci. W przypadku pisania o winie, oprócz jasnych obowiązków formalnych, trzeba również respektować to, co wydaje się truizmem, a co, niekiedy, wielu umyka: trzeba znać się na winie.

Dobra recenzja o winie powinna wynikać z trzech elementów, przy czym każdy z nich jest równie ważny: talentu autora (talentem nazywam umiejętność poprawnego i ciekawego pisania, zwięzłego i bez błędów stylistycznych, o ortograficznych nie wspomnę), wiedzy autora w tak zwanym przedmiocie (zwykle nabywanej w szkołach, z książek i z życiowego doświadczenia), smaku autora (smak ten opiera się na doświadczeniu i wiedzy i na predyspozycjach psychicznych, oraz fizycznych). Recenzje, które stawiają na jeden z tych elementów, zaniedbując inne, są kulawe. Najłatwiej dysponować talentem, grozi to, jednak, grafomańską przesadą, najtrudniej opierać się na wiedzy i doświadczeniu, te, przecież, są związane z czasem (niczego w życiu nie możemy przeskoczyć) i trudno jest, dajmy na to, takiemu koali, nauczyć się czegoś przez rok, jeżeli inni dochodzili do tego przez lat dwadzieścia. Smak, jak dziwnie to nie zabrzmi, jest – również – pochodną doświadczenia, można się go, przez lata, nauczyć, nie można go, jednak wykształcić bez wzorców. To znaczy, nie można silić się na pisanie o winie, nie znając smaku win dobrych, wszystko, bowiem, trzeba umieć do czegoś odnosić. Dlatego, jakem koala, stwierdzam, że nie uda mi się dobrze o winie pisać i Parkerem nie zostanę: po prostu, dlatego, że nie będę, już, mógł poznać tego, com poznać powinien lat temu trzydzieści. Stąd, paradoksalnie, jedyną uczciwą rzeczą, którą mogę robić jest nieustanne przyznawanie się do tego, że ja na winie się nie znam, a także, ostateczne wyciągnięcie, z tego genialnego spostrzeżenia, konsekwencji. Co by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *