Opublikowano 15 komentarzy

Pisanie o winach wypala

A może blogerski materiał też ulega zmęczeniu. Niewielu jest takich jak ja emerytów hobbystów blogujących po to, by skleroza im mózgu nie wyjadła. Większość to młodzi (przynajmniej z mojej perspektywy) autorzy, warunkowani przez bieżące potrzeby i dlatego coraz bardziej zajęci marketingiem, czyli tym, co może pusty brzuch zapełnić. Tacy nie mają czasu na artystyczne odloty. Stąd narastające wrażenie oschłości w skrupulatnie przeze mnie czytanych opisach, a i te opisy stają się coraz rzadsze. Wydaje się, że bohaterski okres Sturm und Drang winna blogosfera ma już za sobą. Biznes przecież zjada ambicje, a rozpędzony świat nie pozostawia miejsca na eksperymenty. Do tego nawet osławieni blogerscy heretycy, wyklęci przez winicjatywny mainstream  stopniowo cichną, a szkoda, bo to oni do zastygłego winnego bajorka wprowadzali odrobinę świeżego powietrza.

Nie mam najmniejszego zamiaru pokazywać tutaj palcem, kto, kiedy i dlaczego, nie jestem bowiem od pasowania na rycerzy, od rozdawania laurek, czy też ganienia za wymyślone przeze mnie przywary. Brakuje mi jednak szczerze tak mało znanego bloga jak Design, Wino i Sztuka, w którym wpisy bywały długie, ale zawsze mądre i nigdy sowizdrzalskie, coraz rzadszą staje się okazja polemiki z blogiem Domowy Doradca Wina, zadręczonym brakiem czasu i nietolerancją niektórych guru, dokucza nieobecność Nie zawsze wina, uświadamiająca, że pewnych procesów nie da się już zatrzymać. Sic transit

Pozostaje z trudem animowana dyskusja pod wpisami Winicjatywy, która niekiedy przypomina jazgot handlarzy na suku w Casablance, gdzie jeden z drugim przekrzykują się, która flaszka jest tańsza, każdy udając, że z marketingiem nie ma nic wspólnego. Pozostaje niezmordowany Blurrp z coraz piękniejszą winietą, którego nawet kontrowersyjne opinie nie wywołują wśród kolegów blogerów żadnej dyskusji, jako że jesteśmy okrutnie leniwi i nie zatrzymamy się pod wpisem po to, by dodać komentarz. A pamiętam czas, jak na tegoż Blurrpa rzucano gromy, kiedy ośmielił się oceniać innych blogerów. Wspominam z rozrzewnieniem, bo i o mnie tam było. Było, a potem zdechło. Co nie zmienia faktu, że zamiast propagować, poszerzać wiedzę, być fermentem zdrowej dyskusji powoli stajemy się Stowarzyszeniem Wzajemnej Adoracji, w którym każdy oddzielnie chciałby dostać Nobla, tylko mu czasu zabrakło. I to by było na tyle, a założę się, że nikt tego tekstu nie skomentuje, no bo w końcu po co?

15 komentarzy do: “Pisanie o winach wypala

  1. A jednak skomentuje.
    Herezja potrzebna, ale mam taką samą refleksję, jak Ty. Jest jednak trochę nudno, trochę mało osobiście i trochę broszurowo. Pora się zatem wziąć za bary z tym stuporem. Może jednak lepiej rzadziej a lepiej (chyba, że ktoś niezmiernie płodny). Bo na razie wszyscy bez wyjątku przyjęliśmy wygodną pozycję kronikarzy.
    Nie sądzę jednak, że to marketing. Wszak nikt z nas z wina nie żyje i trzeba jednak na nie zarobić.

    1. Tę płodność trzeba stymulować, tego wymaga logika obecności w sieci i pozycjonowania. Publikowanie każdego dnia jest prawie że konieczne, a to wcale nie znaczy, że trzeba każdego dnia pisać nowe teksty 🙂

  2. Wszelaką dyskusję o winie „zamordowała” winicjatywa ograniczając mozliwość dyskusji jedynie dla zarejestrowanych użytkowników… Drzewiej każdy artykuł zbierał po kilkadziesiąt komentarzy, a bywało i że po 100 czy 150…

    1. Co do komentarzy na Winicjatywie to z perspektywy czasu wydaje mi się (chyba słusznie), że to moje komentarze co do cen, importerów, win kalifornijskich czy Bordeaux to było właśnie jak przysłowiowe włożenie kija w mrowisko. W takich chwilach wybuchały największe dyskusję w komentarzach, generowały ruch i wymianę opinii. Niestety za sprawą redakcji a w największej mierze red. Bońkowskiego zwykle przybierało to obrót „obrony Częstochowy” i „obrażenia się Jaśnie Państwa”. Tak wiec nawet mi, już sie nie chce komentować artykułów na Winicjatywie, no chyba, że jest coś napisane, co ewidentnie wymaga korekty czy małego komentarza ale nawet wtedy, po jakimś czasie żałuje, że cokolwiek skomentowałem.
      Przyjdzie wkrótce czas kiedy przez wiele dni, żaden z kolejnych artykułów na Winicjatywie nie będzie miał ani jednego komentarza pod spodem.

      1. To prawda, chociaż szkoda…

  3. Artykuł brutalny, ale prawdziwy. W sumie to przykre, że w miarę poznawania przez ludzi wina, występuje tak niewielkie zainteresowanie rozmową. To chyba temat na głębszą analizę.

  4. Po takim tekście muszą być komentarze. Wszystko ma swój kres, pisanie o winie także. Czy to wypalenie? Może… Koala podaje swój ranking. Ma prawo rankingować wszystko i wszystkich, którzy pisali o winie, w tym tych, którzy niejako zawodowo zajmują się pisaniem o winie, nie tylko skromnych blogerów. Zatem, w tym miejscu, należy podać inny ranking. Blog Koali to z pewnością najlepszy blog „wszech czasów”. Może on służyć za wzorzec, swoisty Sevres blogu o winie. Jest doskonały pod wieloma względami. Pisany świetną polszczyzną, bez błędów, kiksów, to oczywiste. Teksty są wprost — cyzelowane. Treściowo, jest wieloznaczny, nawet jak Koala pisze o prostym winie z marketu, to w sumie nie zależy o czym pisze Koala, on zostawia ślady, swoiste tropy wielkich spraw. Teksty są pisane bez spiny, z luzem, w formacie krótkim. Zawsze się mieścił, nawet z ulotną myślą w założonej ilości znaków. On ma prawo tworzyć rankingi, pisać sentymentalnie, zadawać pytania, stawiać tezy.

  5. O w mordkę jeża, to chyba nie o mnie. Na szczęście wyczuwam w tym odrobinę kpiny 🙂

  6. No cóż, Koala sprowokował rankingowanie, niech więc idzie. W końcu koniec roku i można silić się na podsumowania. Wczoraj popełnił wpis Marek. Odniósł się do Winicjatywy i dyskusji na forach. Ma w 100% rację. Ale nie o racjach tu mowa, na razie. Marek to najwybitniejszy polemista, jaki się pojawił w przestrzeni słowa o winie w Polsce. Jego wpisy były niesamowite. Pochodzę z powiatowej Polski, ale w naszym klubie winiarza Marek był bohaterem, odczytywaliśmy jego wpisy z wypiekami na twarzy. Jego polemiki z Bońkowskim były niesamowite. Wyniosły i szyderczy Bońkowski kontrował, polemizował, wykazywał dziury w wykształceniu winiarskim. Jego ton był przeważnie manierycznie protekcjonalny, a przez to pretensjonalny. Zwłaszcza jak usiłował robić z Marka leszcza z piórem w d… Nasz Marek fechtował sprawnie i prostolinijnie. Prawda stała za nim i to go niosło. Demaskował, ale i radził. Między innymi dzięki Markowi wina w Polsce tanieją, bo importerzy nie mogli ludziom robić wody z mózgu, że one tyle właśnie mają kosztować. Wsparciem dla takiej opowieści była większość redaktorów zawodowych. Bońkowski wiódł prym w „obronie Częstochowy”. Pojedynek pomiędzy Bońkowskim i Markiem wygrał Marek, jeżeli nie przez nokaut, to na pewno z wyraźną przewagą punktową.

  7. Ciekawe, czy uda się sprowokować do komentarza Redaktora W.B.?

    1. On chyba nie czyta blogów winiarskich. Jak już to New York Times i Financial Times. No i swoje książki także czyta.

  8. Idźmy dalej z ocenami. Koala pisze o Blurrp. Pisze słusznie. To wytrwały bloger, chce być ciekawy i rzetelny. To dobre założenia wyjściowe. Matuzalem polskiej blogosfery, nie licząc Koala. Ale nie udały mu się jednak dwie rzeczy. Zawodowi dziennikarze winiarscy nie przyjęli go do swojego grona. Nie stał się także Tomaszem Kopyrą winiarskich spraw. Szkoda. Ta pierwsza rzecz nie mogła się udać, bo to towarzystwo jest szczelne bardzo. Aby wejść do grona, to trzeba było pisać do kanapowych czasopism winiarskich, jeszcze w latach 90-tych. To pasowało na … dziennikarza. W gruncie rzeczy to są blogerzy inaczej, ale ich stosunek do blogerów-szaraków można porównać do stosunku arystokracji do szlachty w XVIII wieku. To się nie zmieni. Brakuje nam winiarskiego Kopyry i to właśnie Blurrp ma cały czas szanse nim zostać. Musi tylko przestać się oglądać na „dziennikarzy” i pójść zdecydowanie własną drogą. Może jakimś pomysłem jest nawiązanie konstruktywnego kontaktu z Kopyrą? Blurrp nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Myślę także, że blogosfera potrzebuje zmiany paradygmatu. Obecnie jest w kiepskim cieniu Winicjatywy. W ramach nowej ery blogosfery Blurrp może zrealizować większy plan.

  9. Koala pisze, że blogosfera upada, kapcanieje, wypala się. Prawda to prawa. Wyczerpał się paradygmat. Potrzebny jest nowy. Dotychczasowy modus vivendi to funkcjonowanie przy Winicjatywie, w jej cieniu, na zasadzie „dzieci gorszego Boga”. Wytworzyła się taka relacja chłopów pańszczyźnianych, którzy piszą i basują Winicjawywie, a ona raz do roku zorganizuje dla nich protekcjonalny zlot, dla dzielnych blogerów… zjednoczeni pod sztandarem Winicjatywy i papieża Bońkowskiego.

    Dobre plany są najczęściej proste, ale wymagają przejścia horyzontu egocentryzmu. Otóż blogosfera powinna się ZJEDNOCZYĆ pod jednym sztandarem i jednym adresem www. Powinni do niej przyłączyć się czołowi blogerzy. Powinien zostać powołany redaktor naczelny (proponuje Koala). Każdy bloger będzie miał wyznaczoną rolę. Musi powstać alternatywny byt do Winocjatywy. Myślę, że pisać może część „zawodowych” dziennikarzy, których odtrącił Bońkowski, a oni się nie przebili. Trzeba wymyślić także nowy model, lepszy niż ma Winicjatywa, która stała się establiszmentową i skostniałą. Blogosfera się wypala i Winicjatywa także. Trzeba przeanalizować sukces Kopyry, a może nawet zawiązać z nim sojusz. Blogi mają swoją oglądalność, na początku można także promować nowy byt na Winicjatywie do momentu aż Bońkowski nie zbanuje blogi. Trzeba zorganizować nie zlot blogosfery, ale zwołać SOBÓR założycielski.

  10. Patrząc na aktuany stan krajowej blogosfery wina budzi się we mnie szereg wątpliwości. Podobnie zresztą jak jeden z wcześniejszych dyskutantów sądzę, że red. Bońkowski będąc poniekąd pierwszym trybunem wina stał się również jego pierwszym kilerem. Odpowiedzialność niesie ze sobą ryzyko. Ale czy tylko On jest winny? Czy nie jest przypadkiem tak, że uczestnicy najbardziej znanego forum widząc jego słabość, poddali się szybko do ogólnych sieci społecznościowych i ”zapomnieli” całkiem o winie, że można o nim sobie jeszcze z kimś porozmawiać? Być może spektakularny wzrost mediów społecznościowych, które są teraz w naszym zasięgu, rozproszył zainteresowanie winem. Wino to kultura powiązana ze słowem i osobiście uważam, że ten format mocno kuleje w kraju, jest słaby. Być może, po początkowej fazie zachwytu ludziom prostu nie chce się już prowadzić średnio wymagających dyskusji w internecie.

  11. A ja myślę po prostu, że słowo pisane trochę się wyczerpało w obecnych czasach. Ludzie preferują youtuberów lub podcasty. Większość blogerów z różnych branż stało się youtuberami i chyba nieźle z tego żyją.
    Winicjatywa miała swoje 5 minut, ale się nie rozwinęła we właściwą stronę i następuje powolna agonia podobnie jak to było z drukowanymi magazynami.

Pozostaw odpowiedź Andrzej Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *