Opublikowano Dodaj komentarz

Po co pijemy wino, czyli kolejna fenomenologia

spacerCzym jest fenomenologia i czy filozofia, w ogóle, jest dzisiaj ludziom potrzebna? Wydaje się, że pojawiła się epoka, w której mózg ludzki przeniósł się w okolice kciuka, jako pośrednik jedynie służąc, a wszystkie najważniejsze czynności wykonują za nas różne wihajstry (chociaż wolałbym tutaj zastosować Koala_wpisysłowo francuskie, bo tam na wihajster mówią „bidule”, co przyjąłbym, u nas, jako bidula), no więc, bidule. Takie elektroniczne bidule nie podejmują za nas, jednak, żadnych decyzji, chociaż wydaje się, że współczesny człowiek, również, decyzje powierzyłby elektronice, samodzielnie, bowiem, nie chce, wcale, myśleć. Jedyne, co lubimy, to nieograniczone konsumowanie, które pomyliliśmy z wolnością. No cóż, takie czasy. Współczesna niechęć do filozofii, być może, wynika także ze zmęczenia ideologiami (szczególnie u nas, których zbyt długo, na siłę, przekonywano do ideologicznego myślenia).

Po co, więc, pijemy wino? Pomijam, oczywiście, picie po to, aby zapić się na śmierć, (czyli zupełnie o rzeczywistości zapomnieć), żadna, bowiem, analiza takiego zjawiska nie jest potrzebna. Interesuje mnie pojedynczy łyk związany ze smakiem, a w kategoriach rozumienia fenomenologicznego smak nie byłby, wcale, obiektywnie związany z tym, co piję, lecz wypływałby z mojej intencji, która przenosiłaby zapisany gdzieś we mnie wzorzec na zawartość kieliszka, a może butelki. Intencja taka zależy, w dużej mierze, od mojego nastroju, nie całkiem przeze mnie kontrolowanego (ten przecież wynika z tego, czym wstał rano lewą nogą, czy wiatr wieje w odpowiednim kierunku, czy zupa była niesłona, i tak dalej). Nie spodoba się, z pewnością, to, co piszę, czytaczom z szerokiej grupy wielbicieli kciuka i bidulów, oniprzecież – uważają, że wszystko można opisać, powtórzyć, wyprodukować (tak, jakby zjawiska w człeczym żywocie mogły być opisane informatycznym kodem). Tacy spodziewają się nie filozofowania, lecz dokładnego opisu wrażeń po to, aby ten opis – potem – zgadzał się z wrażeniami wszystkich pozostałych pijących na świecie, czarnych, białych, garbatych, ślepych, a nawet głuchych. Tymczasem wrażenie nie jest kodem html, czy php i zapisane nie generuje strony na ekranie laptopa, wszędzie, mniej więcej, jednakowo wyglądającej. Smak mój wynika z mojego własnego wzorca i z mojej intencji, wrażenia, zaś, zapisane, zderzają się u każdego czytacza z jego wzorcami i intencjami. Mój subiektywizm kontra niezliczone subiektywizmy publiczności. I w zasadzie jest to jedyny pewnik, jaki można wygłosić.

Czy, więc, w odniesieniu do picia wina, jest, w ogóle, możliwy obiektywny osąd? To, właśnie, mnie interesuje najbardziej, a uważny czytacz tego bloga, być może, zainteresowanie moje zauważył. Jednoznaczne stwierdzenie, że coś jest takie, a nie inne, w odniesieniu do wrażeń smakowych, wynika z intencji, ta – zaś – w wielu przypadkach wiąże się z interesem. O tym, jednak, pofilozofuję następnym razem (długie i za mądre teksty w Internecie nie mają żadnego sensu, mózg w kciuku, bowiem, jest w stanie przełknąć tylko to, co mieści się na jednym ekranie).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *