Opublikowano Dodaj komentarz

Przypadłości recenzujących wypite butelki

Planowałem dzisiaj napisać o konkretnej flaszce, ale pewne aktualne recenzje odnalezione w sieci spowodowały, że wracam z uporem maniaka do Etyki. Czyli do uczciwości. Czyli do przyzwoitości. Czyli do pokory.

Dwa są, moim zdaniem, grzechy główne większości blogerujących recenzentów. Pierwszy, który staje się postawą i jakimś tam szpanem to brak staranności. Bloger niestaranny, wrzucający aby zbyć, co tylko mu język i niekiedy myśl przyniosą, kraszący tekst literówkami udowadnia, że pisze tak, jak żyje. Bez sensu, bez planu, okrakiem na przypadku. W końcu w epoce korektorów tekstu publikowanie tekstu z literówkami absolutnie i bezsprzecznie wynika z ogromnie przekonującej filozofii, z jakiegoś absolutu, no bo inaczej tego nie potrafię interpretować. Przestaję czepiać się różnistych makaronizmów, anglicyzmów, izmów, bo takie czasy są to i już nic na to nie poradzę. Moim zdaniem wynikają one z nieporadności stylistycznej, no i z niestaranności. O wulgaryzmach nie wspominam, chociaż z umiarem i dobrze użyte są mile widziane. Ten grzech, a raczej przypadłość można naprawić. Gorzej z drugim.

Drugi to grzech ciężki i wymagający spowiedzi do rozgrzeszenia. Chodzi o pychę, a więc brak pokory. Grzeszymy nią wszyscy, począwszy od Parkera, chociaż parkerowskie zasługi w pewnym stopniu rozgrzeszają. Czytam, otóż, recenzję, w której autor wypowiada się o jednej wypitej flaszce wina tak, jakby wlał w siebie wszystko, co pod tą marką powstało. Stawia ocenę i feruje wyrok. Wykracza, tym samym, poza chwalebną rolę pedagoga i staje się katem, a może bogiem, koronując lub strącając do lochu. Flaszka nie smakowała, płaska była i za mało kwaśna, więc powiada o wszystkich flaszkach noszących tę nazwę: „do dupy„. Gdzie tu pokora i umiar? Rozumiem, gdyby dotyczyło to jakiegoś czarnego pinota od Romanée Conti, ale w przypadku niedrogiego wina z sieci? Przecież wiem, iż recenzent uświadamia sobie, że z cudem graniczy utrzymanie poziomu we wszystkich butelkach wszystkich marketów Europy. Czytelnik po przeczytaniu recenzji od takiego autorytetu będzie omijać szerokim łukiem zrecenzowane flaszki. W końcu napisał o nich znany bloger.

Piszmy zatem: ta butelka mi nie pasi i wysilmy się na zakup następnej, wypijmy ją w innym nastroju i może nam się optyka zmieni. Nie wmawiajmy ludzkości, że wiedza nasza i sprawiedliwy osąd to wzorce z Sèvres. Życie wymaga dystansu i wyrozumiałości, bo oceniając cudzą pracę wkraczamy na tereny grząskie.  Pokornie, więc, prosząc o wybaczenie, żem zajął czas Szan-Państwu cenny, wracam do wiele ciekawszych zajęć. Ogórki trzeba przed ślimakami obronić i chrabąszcze tępić i to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *