Opublikowano Dodaj komentarz

Sadzenie kupy na centralnym placu

Jak powiada znajoma kobyła z łąki za drogą: nie uchodzi, Panie, nie uchodzi.

Kobyła woli posadzić za drzewkami (tam też rosną najlepsze pieczarki), a najbardziej uwielbia kradzież kanapek rybakom, którzy ścieżką przekradają się nad brzeg jeziora. Ale żeby na centralnym placu?

Przede wszystkim należałoby określić dokładnie, czy taki plac centralnym jest, gdzie się znalazł i czyim jest centrum. Jeżeli w tym mieście wszyscy sadzą kupy centralnie, to plac taki nie placem jest, a kiblem publicznym i nie ma o co kruszyć starych zębów. Jeżeli  natomiast to tylko zabłąkany Jazon Wędrowiec po prostu przelotem posadził sobie kupkę malutką, gwoli okolicznych much satysfakcji, to o co się kłócimy? O muchę, czy o fetor? Wiatr rozniesie każdy smród, a jeżeli jeszcze to biały szkwał, to nawet kobyłę wymiecie, nie tylko malutkie gówienka. A mucha? Właśnie ją packą zatłukłem, w ramach ochrony życia.

Sadzenie kupy w zamkniętej toalecie trąci staropanieństwem i notoryczną samotnością.

Wynika z tego, że nikt nie chce tyłka samotnika oglądać, a i nawóz z tego żaden i pieczarek nie będzie. Nawet budyniu Dr Oetkera samotne przygotowanie jest smutne z zasady, no bo co to za satysfakcja budyniem się delektować i nie móc pochwalić, bowiem nikt nie słucha?

Dlatego nie godzę się ze znajomą kobyłą, uważam bowiem, że każdy może sadzić tam, gdzie mu najserdeczniej.

Im więcej zaś braci zasadzeniem moim zachwycać się będzie, tym zdrowszym się stanę, a więc i świat okoliczny będzie spokojniejszy, jako że ja szczęśliwym będąc nie będę po opłotkach latał z siekierą, coby swój porządek wprowadzać.

I to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *