Opublikowano 4 komentarze

Smak winiawki, a lepiej nie będzie

Lepiej nie będzie. Degradacja jakości spowodowana dostosowywaniem się europejskich producentów i dystrybutorów do rzeczywistej siły nabywczej naszego tutejszego pieniądza dotąd będzie nieodwracalna, dopóki ten pieniądz będzie miał swoją aktualną słabość (pochodzącą nie z realnej wartości, lecz z arbitralnie ustalanych parytetów). Zrównanie wartości złotego z euro uderzyłoby w zarabiających na naszej biedzie miliony, miliardy, tryliony, doskonale zdających sobie sprawę, że prawdziwy zarobek pochodzi od milionów maleńkich i biedniutkich mróweczek, a grube i nadęte trutnie są jedynie kołem napędowym, zachętą dla mróweczek w wyścigu do wymarzonego lepszego jutra, punktem odniesienia. Pesymistycznie więc przypuszczam, że czekają nas długie lata picia kiepskiej winiawki i jedzenia coraz bardziej sztucznych i pokrętnych wynalazków. Póki co coraz rzadziej odwiedzam dyskonty.

4 komentarze do: “Smak winiawki, a lepiej nie będzie

  1. Smutno się zrobiło. Może tak źle nie będzie i winiawka będzie coraz lepsza. Dyskonty odgrywają też bardzo dobrą rolę, dzięki nim wino i winiawka tanieje w Polsce. Konkurencja cenowa obniża cenę wina; doskonałym przykładem było vallado i jak pewien importer musiał obniżyć cenę. Kiedyś doczekamy takich cen w polskich sklepach specjalistycznych, jak w Niemczech, czy Anglii, dzisiaj są jeszcze spore różnice. Nie kupuję wina w dyskontach, ale cieszę się, że rozpoczęły sprzedaż wina. Mam także nadzieję, że wojna cenowa się zaostrzy. Wszyscy na tym skorzystamy i konsumenci wina i winiawki. Życzenia optymizmu na Święta i po nich!

    1. Może będzie kiedyś lepiej. Też tego pragnę. Męczy mnie jednak pytanie, jak średniej wielkości winnica gdzieś w Kalifornii wyprodukowała nagle kilka milionów butelek wina, które standardowo pojawia się w każdym sklepie (nawet nie w dyskoncie), w każdej stacji benzynowej? Są to zjawiska fizycznie niewyobrażalne i trochę mnie wkurzające, szczególnie po ostatnich kiepskich wrażeniach smakowych przy winiawkach z dyskontów. Dlatego postanowiłem ruszyć nieco kiesą i popić win z wyższej – nieco – półki, aby do reszty nie skapcanieć. Wesołych Świąt:-)

      1. Wino, o którym wspomniałeś jest majstersztykiem marketingu, a nie smaku. Należy je docenić właśnie za to. Docenić to mogą ludzie z branży marketingu i biznesu. Ale rzeczone wino z Kalifornii odgrywa jeszcze cenną rolę edukacyjną; szaraki od niego zaczynają, a potem jest nadzieja, że sięgną po coś lepszego, choćby po Vallado z dyskontu, kosztuje podobną cenę. W Polsce pieje się coraz więcej wina i są coraz tańsze, chociaż jeszcze zbyt drogie, ale to się zmieni, i będą takie same ceny, jak w Anglii i Niemczech, o czym poprzednio pisałem. Oczywiście warto sięgnąć po coś lepszego, a święta są dobrą okazją właśnie do tego. Ja przesiedziałem w swojej piwniczce z winami prawie godzinę z dylematem, co wybrać. Zdecydowałem się na vin santo z Toskanii i gewurztrwaminera z Alzacji. Tak będzie trochę na słodko. Także sugeruje osłodzić sobie święta! Może jakimś tokajskim…

        1. Spróbowałem nowego gruzińskiego wynalazku „Sachino” 2012 (saperavi, rkatsiteli – czyli czerwone z białym, co dało takie gruzińskie fragolino). Zapraszam do recenzji. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *