Opublikowano Dodaj komentarz

Smak winiawki i myśli wielkopostne

No i mamy Wielki Tydzień zwiastujący wydarzenia niezwykłe, chyba nie całkiem szczęśliwe, które mogłyby nam wszystko w głowach i życiu zamieszać,  a o których kraczą nam nieustannie wrony masowego przekazu. Na Zachodzie bez zmian, na Wschodzie zaś, jakoby, ciągle niczego nie zrozumieli w sposób, który nas mógłby zadowolić, a liczy się przede Koala_wpisywszystkim  nasza satysfakcja, zdrowy rozsądek  bowiem pozostawiamy przyszłym pokoleniom. Nie jestem wcale pesymistą, rozumnie jednak nie potrafię zmierzyć bezgranicznych przestrzeni człeczego egoizmu i głupoty, także w przypadku mojej ulubionej winiawki i jej losu na rynku masowym. Od kilku miesięcy tworząc tutejsze arcydzieła kiperowania zauważam stopniowe degradowanie się smaku, z początku sądziwszy, że degradacja dotknęła kubki smakowe, teraz coraz bardziej pewnym będąc, iż rzecz dotyczy jakości wyrobu i że proces raz zauważony jest nieodwracalny. Kiedyś myślałem, że niskie ceny wina w dyskontach są efektem okazji, barterów, cudów niewidów i przyjmowałem je z radością, naiwnie sądząc, że kryją za sobą ferię aromatów i smaków, jakimi – zwykle – charakteryzuje się wino, czyli napój bogów. Potem zauważyłem bunt mas i po marksowsku, w dość cyniczny sposób, implikacje bazy, która psuje smaki. To wszystko sumując dochodzę do wniosku, który nigdy w ogóle i nigdzie nie powinien się pojawić: lepiej nie będzie. Rynek oznacza zysk. Masowa na rynku może być, po stronie nabywców, bieda, ta zaś po stronie sprzedawców gwarantuje maksymalizację zarobków, bowiem tylko biedny klient jest na masowym rynku klientem realnym, a ponieważ klient ten nie stanie się bogatszy, lecz będzie coraz liczniejszy, wyroby dlań nadal będą tanie, chociaż i praca, i surowce wcale tańsze się nie staną. Oznacza to, że coraz częściej w winiawce pojawiać się zaczną zamiast winogron aromaty i koncentraty różniste i coraz bardziej sporadyczne staną się smakowe okazje.  Klient masowy – zaś – myśląc jedynie o własnej przyjemności  gust swój narzuci kształtującym rynek, bowiem im zależy tylko na zysku, a ten liczy się tylko, jeżeli masowy. Gdzieś z tyłu głowy czai się jeszcze straszniejsze przypuszczenie: miłość i współczucie wobec rodzaju ludzkiego, czy konkretnie wobec drugiego człowieka wyraża się także w schlebianiu masowym potrzebom, gustom, smakom, czyli musi się ugiąć przed masowym egoizmem, a to znaczy, że stopniowo będziemy tracić  naturalny charakter dość elitarnych smaków win prawdziwych i pewnego dnia obudzimy się w świecie produktów zastępczych. Taką porcją rozmyślań na Tydzień Wielki ów tydzień rozpoczynam, ze smutkiem myśląc o tym, co nas jeszcze czeka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *