Opublikowano

Stasiuk, Twardoch, wino, wentyle

Coraz częściej o tym rozmawiamy, coraz głośniej, rozmawiamy o kraju, gdzie przyszło nam mieszkać, czytamy to, co powiedział Andrzej Stasiuk, docierają, lub nie słowa wypowiadane przez Szczepana Twardocha i nic z tego nie wynika. Zaczynam mieć wrażenie, że ktoś opinie takie traktuje jako wentyl bezpieczeństwa, że wypowiadając się wypuszczamy z siebie energię i powietrze i niczego nie zmieniając wykrzykujemy krzywdy, chociaż i tak nikt tego nie słucha. Więc stało się wentylem takie hejtowanie w świątecznym ancugu o kraju, z którego wszyscy uciekają i takie koali picie wina po to, aby nakarmić się optymizmem. Zamiast dialogu znów mamy monologi, rzeki słów wysychające na pustyni samotnych depresji. Cóż, źle to rokuje, bo do niczego nie prowadzi.