Opublikowano 1 komentarz

Świat mój po odkryciu piacewolucji

Czyli kolejna próba podsumowania i jakieś decyzje. Pierwsza to rezygnacja z opisywania win, jako że nie umiem, nie potrafię, a także już mi wino nie smakuje. Zresztą nic mi nie smakuje. Druga, to zastanowienie się nad sensem, w ogóle. Przyznam, że o sensie przestaję myśleć za każdym razem, kiedy oglądam faceta z łopatą na Mierzei Wiślanej, któremu marzy się przekop, chociaż wiem, że wie doskonale, iż za lat dwadzieścia, trzydzieści, no może czterdzieści Mierzei Wiślanej nie będzie i całą zużytą propagandowo energię o kant dużej dyni będzie można rozbić.

Od lipca 2013 roku do teraz w blogu tutejszym miałem około 600000 wejść. Nie jest to dużo, trochę lepiej niż mało i żadnej z tego satysfakcji, a tylko zgryzota. Zastanowić, więc, powinienem się nad tym, co z takim blogiem nie-blogiem zrobić i będę się zastanawiał, może coś wymyślę. Póki co codzienna walka o przeżycie odbiera mi czas niezbędny do tego, aby się blogiem porządnie zajmować, a zdrowie każe zastanawiać nad celowością niszczenia wątroby i gdyby to chociaż w jakimś szczytnym celu. Celu, zaś, nie zauważam, zatem dochodzę do wniosku: niech piszą o winie ci, co potrafią i których na to stać.

Nie tylko łyk wina charakteryzuje się indeksem piacewolucji. Także każdy kolejny człowieczy dzień powinien spełniać się w odpowiednim indeksie. Jeżeli takiego spełnienia nie ma, lepiej wszystko pozostawić w spokoju. I tak przyjdzie walec i wyrówna, morze zaleje, lodowce topniejące połkną. Szkoda trochę tych, co po nas, lecz póki co robimy wszyscy wszystko tak, jakby w świecie nic nie uległo zmianie. Takie małe danse macabre na krawędzi nicości. I to by było na tyle.

1 komentarz do: “Świat mój po odkryciu piacewolucji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *