Opublikowano Dodaj komentarz

Szydło z worka, czyli kot prawie kupiony

Teraz sobie zaprzeczę, choć może jest to sprzeczność pozorna. Kilka dni temu sam napisałem: „stąd pisanie o winach z dyskontów ma coraz większą przyszłość”. Faktycznym, zaś, problemem jest właśnie to, iż pisanie takie ma coraz większą przyszłość. Przyjmuję, że z racji wspaniałej i winnej istoty wino (prawdziwe wino, nie zamienniki, które na co dzień w Powiatowej pijamy) jest atrybutem elity, nie tylko ze względu na zasobne kieszenie, lecz również z powodu smaku, który elita wspaniale potrafi docenić. Popłakując sobie w tym blogu nad masami zajmującymi należne im miejsce i glajszachtującymi wszystko, co pod but popadnie (chociażby demokratycznie dyktując absolutny brak alternatywy), uważam, że najmniej groźnym, a jakże cudownym nonkonformizmem jest umiłowanie wina, a to z powodu wyjątkowego, rzec można, elitarnego charakteru. W takim przypadku poddawanie się masom i poszukiwanie wartości w produktach, które do wina są podobne tylko dlatego, że ktoś nalał je do butelek, jest zboczonym porzucaniem szlachectwa po to, by w masach zyskać czytelników, a może – też – coś więcej zarobić.

rabelaisWysłuchałem wczoraj w Trójce opowiadania o parze Szwajcarów, którzy poszukując ekologicznego absolutu wynieśli się ze Szwajcarii i osiedlili pod Suwałkami, nad jeziorem, we wsi. Żyją tam sobie spokojnie i robią sery. Zgodnie ze starożytną szwajcarską tradycją robią (nie produkują) sery. Na własne potrzeby, ewentualną nadwyżkę sprzedając. Sery te są najprawdziwsze w serowatości swojej i znane się stają w okolicy z powodu niepowtarzalnego szwajcarskoserowego smaku. To samo dotyczy wina, którego nie wolno traktować tak, jak traktuje się powielane w milionach sztuk wytwory mechaniczne, czy elektroniczne. Dlatego nie rozpisujmy się o zaletach straconego czasu, czyli o tym, iż po dziesięciu godzinach poszukiwań udało się znaleźć w Owadzie pijalne Alentejo. Piszmy o tym, co i jak zrobić, by uzyskać dostęp do tego, co winem faktycznie jest.

Kształtujmy wzorce. Stwierdzenie, że masy, same w sobie, są rzeszą rozpychających się ignorantów, niczego nie zmienia. Ignorant, natomiast, nie jest wcale osobnikiem głupim, znam wielu wielce uczonych idiotów. Ignorant jest jedynie egzemplarzem niedouczonym i zadowolonym z tego, że takim jest, a nie innym. Ratunkiem przed ignorancją jest proponowanie wzorców, tych jednak nie znajdziemy na półkach dyskontów. Ratunkiem przed ignorancją jest rozbudzanie ciekawości świata, nowych smaków, ludzi i dialogu, rozmowy wbrew leniwie nam panującym trendom. I to by było, na dzisiaj, na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *