Opublikowano Dodaj komentarz

Owad w nowej sieci

Wyczytałem, gdzieś, że właściciele Biedronki mają zamiar otworzyć w Polsce zupełnie nową sieć, pod inną nazwą, adresowaną do innych klientów. Ma tam być mięsne stoisko z obsługą i bogatsza piwniczka alkoholi. Wyobrażam sobie, że będą to takie delikatesy i przypominam sobie własne słowa, adresowane do innej, polskiej, sieci, kiedym to pisał, że pomysł Pana Gaika był dobry, lecz trzeba było go – dalej – rozwijać, nie tylko przy sprzedaży wina. Nie sądziłem wtedy, że twórcze rozwijanie takiego pomysłu nadejdzie, właśnie, ze strony owada, wolałbym, aby to nasi handlowcy nie spoczęli na laurach i ciągle dbali o powiatowy rynek; no, ale cóż, taki to już los wielu inicjatyw, że potrafią je realizować ci, którzy przez lata pracy nauczyli się czegoś i mają rzeczywiste doświadczenie (i nieważne, skąd przyszli, jeżeli chcą tutaj coś robić i – pozytywnie – pozostają). Dzięki temu „powiatowa” będzie miała szansę dotrzeć do innych, może lepszych, win, a i wątroba moja ucieszy się, z pewnością…

Opublikowano 1 komentarz

Tak na marginesie francuskiej biedrączej oferty

Fachowo pisać o winie powinni fachowcy, lecz jeżeli niewinni wszyscy, to gdzie fachowców szukać? Czy rozważania na temat oferty win francuskich w Biedronce to domena kipera, czy też ekonomisty? Dyskusje o winach tanich przypominają ciągłe balansowanie na ostrzu brzytwy, bowiem nie zawsze wiadomo, co trzeba oceniać: czy merlot_syrah_pays_doc_1rewelacyjny smak wina, które zgodnie z ekonomiczną logiką istnieć nie powinno, a więc – natychmiast – rodzi się w nas przypuszczenie, że ktoś chce oszukać i liczymy na to, że jakiś recenzent wyręczy nasze domysły i publicznie doniesie, iż producent X to świnia, gdyż zrobił smaczne i tanie wino z proszku, a handlowiec Y to świnia podwójna, bo chce nas tym proszkiem otruć po to, by zarobić na dobre, prawdziwe, czyste wino. Otóż więc, jako bloger, a nie śledczy, ani pracownik Najwyższej Izby Kontroli, popijam najtańsze wynalazki, świadomy (bom w miarę rozsądny), że ich, logicznie, nie ma i wydaję opinie: smakują, lub nie smakują. Obiektywizować taką opinię mogę opierając się na wzorcach naukowych nabytych w sadzie za oknem o smaku wiśni, porzeczki, aronii, jabłka, gruszki i tak dalej, ciągle – jednak – pozostanę w strefie nieomal poetyckich dywagacji, nie zaś w obszarze praw naukowych, jako że do opinii subiektywnych takie prawa nie mają dostępu i nawet psychologia, czy psychiatria opierają się na zgrubnym macaniu mózgu i dopasowywaniu wniosków do zmieniających się sytuacji. Mogę też opierać się na wzorcach wypracowanych przez bardziej doświadczonych kolegów (chociaż, z pewnością, nie po fachu). Jeżeli, więc, zauważę, że w winie jest za dużo wody, to nie wolno mi krzyczeć, że złe to jest, albo dobre, bo może – przecież – tak być powinno, bo może ten typ tak ma? I co to znaczy za dużo wody w stosunku do soku z winogron, jeżeli nośnikiem-medium soku też jest woda, z której – przecież – składa się większość mojego ciała, a starzenie się, to wysychanie – chociaż, starym będąc, wcale nie wyglądam na wyschniętego, a więc, czyżbym miał za dużo wody? Tak się składa, że smakują mi – niekiedy – wynalazki, o których niektórzy wypowiadają się jednoznacznie, jakoby były chemicznymi podróbkami natury, zapominając o tym, że wino, jako wytwór człowieka, też niewiele wspólnego z naturą posiada. Jednak, i znów to samo, blogerem – tylko – będąc, nie śledczym, czy prokuratorem, mogę stwierdzać, że coś mi smakuje, a nie wgłębiać się w głębię jestestwa tego, co z tego smaku wynika. Żyję, przecież, w systemie, gdzie ktoś wyhodował roślinę, inny ktoś z owoców tej rośliny sporządził napój, a hodowla i praca była od początku do końca obwarowana przepisami, inspekcjami, dyrektywami, a więc już w zaraniu brak podstaw do powątpiewania w uczciwość, jako że czuwało nad wytwórcą Państwo (jakieś tam Państwo). Potem produkt swój wytwórca nazwał i wprowadził do handlu (to wszystko jak byk na etykiecie, a ta jest na butelce) i jeżeli wszystkie te inspekcje i inne organa pozwoliły na to i na butelce zapisane jest, że winem jest napój, a nie tartą bułką, to nie widzę żadnych powodów, aby nieustannie doszukiwać się oszustw, bo jeśli nawet istnieją, lecz oficjalnie na półkach sklepowych świecą, to oszustwami być przestają, gdyż znajdują sankcję najwyższą w moim smaku właśnie, a więc, jeżeli mi smakują, przestają być oszustwami i mało mnie obchodzi, czy z proszku to wino było, czy z tartej bułki z wodą (patrz słynny kalifornijski szczyt smaku i upojenia, a także niezrównany przykład marketingowego sukcesu). Przecież jakieś laboratoria je odbierały. A że te tańsze w ofercie francuskiej w Biedronce są – niekiedy – ciekawsze? Lepszy, pewnie, był proszek, bo i kaca po nim nie było. Zawsze mógłbym iść sobie do Mielżyńskiego, czy Kondrata i kupić „czyste” wino za tysiąc złotych, chociaż, świadomy tego, że mnie nie stać, wolę pić to, na co stać i nie wykrzywiam gęby (a tak, nawiasem, pisząc, smaki oferty francuskiej w Biedronce coś mi przypominają, czyżby w niej teraz jakiś Jeremi doradzał i naprowadzał)?

Opublikowano Dodaj komentarz

Ranking win dla klientów mało zasobnych

No, powiedzmy jasno: ranking win dla ludzi biednych. Takie małe podsumowanie po 45 winach testowanych, kupowanych w powszechnych sieciach handlowych (głównie Kaufland, Lidl, Biedronka, Real) – tych właśnie, bowiem najbliższych, co wiązać trzeba z kosztem paliwa. Zasobność jest zasadniczą przyczyną mojego zainteresowania ofertą w sieciach handlowych (świadomie wybrałem taką niszę, także z przyczyn bardziej ogólnych, mniej z winem związanych). Z 45 dotąd testowanych win (w cenach z grubsza do maks. 30,00 PLN) tylko dwa, trzy wina były na tyle złe (moim zdaniem), że nie polecałbym ich nikomu. Reszta jest na tyle przyzwoita, że spokojnie można sobie urozmaicić menu na cały miesiąc (a proszę zauważyć, że prawie nie testujemy win deserowych, słodkich, francuskich…). To chyba nieźle. Najlepsze wina pochodzą od outsiderów (to pewnie kolejna reguła) – Greków, Gruzinów, Mołdawian, natomiast dbałość o przyzwoity średni poziom zdaje się cechować Hiszpanów (wszystkie uogólnienia są ryzykowne, łącznie z tymże). Dziś popróbujemy kastylijskiego Tempranillo z Lidla za całe 8,99 PLN i zobaczymy, czy reguły się potwierdzają…